Pysh o premierze u Dubfire’a i social mediach: „Nie trzeba udawać kogoś, żeby być zauważonym” [wywiad]

Pysh - materiały promocyjne artysty - fot. Tarakum
News Wywiad

O tym, dlaczego scena klubowa powinna dawać więcej luzu i radości, jak pozostać sobą i odnaleźć swój sposób na obecność w social mediach, o Polsce, Berlinie i Ameryce Południowej, najnowszych wydawnictwach i planach z niemal orkiestrowym rozmachem - Pysh w najnowszym wywiadzie dla Muno.

Z osobistego punktu widzenia – choć myślę, że byłoby to wskazane dla wszystkich – polska scena potrzebuje jak najwięcej takich postaci. Postaci z podobnym mindsetem – skupionych na clue swojej pracy i roli, lecz jednocześnie rozumiejących to, w jaki sposób zmienia się rzeczywistość. Z jego słów nigdy nie padło „kiedyś to było, dziś nie ma”. Nie narzekał na rosnącą rolę promocji, w tym aktywności w social mediach. Rozumie, że to „część gry”, część zawodu, którego się podjął. W tym wszystkim pozostaje sobą – nikogo nie udaje i wciąż najmocniej fokusuje się na tym, co najważniejsze, czyli na muzyce. Dlatego odnosi sukces – zdrowe podejście do siebie, swojej pracy i świata wokół to jedno, a drugie to umiejętność bycia elastycznym i otwartym na zmiany. „Trudno oczekiwać innych efektów, gdy wciąż robi się to samo”, jak powiedział mi w wywiadzie Carl Cox. Pysh to rozumie, dlatego dziś można bezdyskusyjnie uważać go za czołową postać rodzimej sceny, której aktywność wykracza daleko poza ojczyste granice, podobnie jak jego kreatywność wykracza poza gatunkowe ramy. Nic dziwnego, że konsekwentna praca, ciągły rozwój oraz otwarta głowa przynoszą tak znakomite efekty, jak choćby premiery w Sincopat czy w należącej do Dubfire’a wytwórni SCI+TEC. A to tylko drobny wycinek tego, co udaje się zrealizować Pyshowi i raptem prolog do tego, co wydarzy się już wkrótce.

Pysh – wywiad

Pysh – materiały promocyjne artysty

Hubert Grupa: Po pierwsze – gratulacje premiery w Sincopat! Nie ma co ukrywać, wydawnictwo w takim labelu to poważny stempel jakości. Po drugie – nie ma co się dziwić, bo materiał z EP-ki Oui Oui jest naprawdę świetny. Jak wyglądały kulisy jego powstawania i współpracy z anto9 i Affkt, założycielem Sincopat?

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Pysh: Dzięki! Szczerze, to był długi proces. Wysyłałem im rzeczy od lat i dostawałem feedback od AFFKTa – gość jest totalnym profesjonalistą, zawsze odpisywał, dawał konkretne uwagi. Po prostu musieliśmy trafić na moment, kiedy to, co robię, kliknie z ich wizją. No i w końcu się udało — teraz mam już dwie EP-ki w Sincopat i to mega satysfakcjonujące uczucie.

Oui Oui jako EP-ka, zawiera też utwór haunted – to w ogóle pierwszy numer, w którym pojawiła się ANTO9, bardzo utalentowana polska wokalistka. Działo się to totalnie spontanicznie — wysłałem jej szkic, a gdy była w Berlinie, to wpadła do studia i nagrała wokal z marszu. Zero planu, czysty jam session – I właśnie ten vibe został w kawałku.

Sama współpraca z Sincopat to jakość pro na max. Ogarnęli miks, master (w ich własnym studiu – Pobla), okładkę, animację, promo, feedback od innych artystów, a to wszystko z dobrą energią i super komunikacją. Czuję, że tam po prostu wszystko działa tak, jak powinno i życzę wszystkim artystom takiego zespołu.

Pysh – Oui Oui [Sincopat]

To nie koniec nowości z Twojej strony – kolejna produkcja autorstwa Twojego i SNYLa ukazała się nakładem należącego do Dubfire’a labelu SCI+TEC. Jak do tego doszło?

Ze SNYL-em znamy się już od dawna, graliśmy razem w berlińskim KitKat, jego utwory to sztosy, więc kolaboracja przyszła naturalnie. Od jakiegoś czasu wysyłamy sobie różne szkice, pomysły, które potem przeradzają się w wspólne tracki.

Our Statement zacząłem robić na Sri Lance rok temu i przesłałem mu stemy. On dorzucił swoje partie, a potem wysłaliśmy całość do SCI+TEC. To dla nas ogromny krok – to bardzo dobry label, prowadzony przez legendę – Dubfire’a. Nigdy bym nie pomyślał, że uda nam się tam wpasować ze swoim stylem, więc jesteśmy naprawdę szczęśliwi i dumni z tej kolaboracji.

Pysh – materiały promocyjne artysty

Pysh: Nie zgubić siebie i być prawdziwym

Dodajmy, że kawałek Our Statement utrzymany jest w zgoła innym klimacie niż materiał dla Sincopat. Czy stylistyczna elastyczność i wszechstronność to Twoim zdaniem klucz do tego, by być traktowanym poważnie jako producent i nie zamykać sobie różnych możliwości?

Myślę, że najważniejsze w muzyce to mieć swój styl, swój sznyt. Fajnie kiedy ludzie słysząc różne utwory od razu wiedzą, że to moja muzyka, nawet jeśli brzmieniowo są zróżnicowane. Kiedyś próbowałem się trzymać jednego gatunku, szufladkować siebie, bo wydawało mi się, że opowieść artysty polega na tym, żeby wszystko było spójne w jednym stylu.

Teraz patrzę na to szerzej – można eksperymentować, używać różnych instrumentów, przechodzić przez klimaty i techniki, ale najważniejsze jest to, żeby przy tej zabawie nie zgubić siebie i być prawdziwym.

Our Statement i EP-ka Oui Oui powstały w zupełnie innych okolicznościach. Pierwszy numer robiłem na Sri Lance siedząc w apartamencie z widokiem na wodę, drugi w Berlinie, w domowym studio, gdzieś po zmroku. Inne miejsca, inna energia, ale mam nadzieję, że w obu utworach słychać mnie i mój styl.

SNYL & Pysh – Our Statement [SCI+TEC]

Po raz ostatni mieliśmy okazję rozmawiać na potrzeby wywiadu w 2021 roku, przy okazji premiery EP-ki White Desert ze Stephanem Salerno – szmat czasu i zmian po drodze. Cały czas rezydujesz w Berlinie, choć prawdę mówiąc, trudno Ci usiedzieć dłużej w miejscu i już niebawem znów wybywasz za ocean. Opowiedz o tym.

Whoah! Czas szybko leci! Tak, za chwilę lecę do Meksyku, do Tulum, gdzie spędzę kilka miesięcy w Tulum DJ Academy, ucząc i prowadząc zajęcia. To mój drugi wyjazd tam – rok temu już sprawdzałem miejscówkę i zakochałem się w klimacie. Pogoda, słońce, jedzenie, energia ludzi – wszystko jest super! Tulum w tym okresie zmienia się w taką imprezową wioskę, więc można spotkać ludzi z całego świata. Moi uczniowie to głównie Amerykanie i fajnie jest pracować z takim pozytywnym mindsetem – wszystko, co robisz, jest doceniane, energia wraca do Ciebie, więc nauka i praca tam to czysta przyjemność. Będę tam mniej więcej do Wielkanocy, a co potem? Pewnie powrót do Europy i imprezy w lato.

Pysh – materiały promocyjne artysty

Pysh. Sukces importowany

Przygotowując się do wywiadu z duetem Skalpel, natrafiłem na ich przemyślenie, że za sprawą docenienia zagranicą stali się “zespołem importowanym do Polski”. Czy nie masz wrażenia, że podobnie jest lub stanie się zaraz z Tobą?

Dzięki, miło to słyszeć – to znaczy, że moja praca jest zauważana. Faktycznie, jest coś w tym, że często patrzymy na to, co dzieje się zagranicą – jakby było fajniejsze niż lokalnie? A tymczasem w Polsce mamy mnóstwo świetnych DJ-ów, producentów, artystów, którzy spokojnie mogą konkurować z tym, co dzieje się na świecie.

Na szczęście czasy, w których miejsce pochodzenia miało kluczowe znaczenie, powoli mijają. Dzięki internetowi możesz dotrzeć do ludzi wszędzie, niezależnie od tego, skąd jesteś. Wydawnictwa, social media, vlogi, podcasty – każdy musi znaleźć swój sposób, żeby pokazać, co robi.

Polska scena bardzo się rozwija i jest teraz naprawdę widoczna. Jest mnóstwo talentów, które warto wspierać, promować i dawać im przestrzeń do rozwoju. Więc tak – może i trochę jestem „importowany”, ale myślę, że najważniejsze jest, żeby robić swoje i moment, w którym ludzie to docenią przyjdzie w odpowiednim czasie. Działajmy razem i na pewno wszystko się uda.

PYSH dj set MAYDAY 1st of May Rave x BUROHAUS, Treptower Park, Berlin

Pysh o Polsce, Berlinie i Ameryce Południowej i Środkowej

W rozmowie z DJem Bertem w Zeznaniach Świadka Klubowego sporo opowiedziałeś o kulisach Twojego związku z Ameryką Środkową i Południową, znam takich, którzy poczuli się żywo zachęceni przez Ciebie, by spróbować sił właśnie w tamtej części świata. Czy Twoim zdaniem Polacy mieliby większe szanse, by tam się przebić niż np. w Berlinie czy Amsterdamie, gdzie – wydawać się może – mamy już didżejsko-producencki przesyt?

Myślę, że wszystko zależy od świeżości i autentyczności, nie tylko od miejsca. Oczywiście Ameryka Południowa i Środkowa są piękne i inspirujące, ale kluczowe jest, żeby wnieść coś nowego – coś, czego tam jeszcze nie słyszeli. To może być muzyka, styl grania, energia, cokolwiek, co wyróżni Cię z tłumu.

DJ z Polski czy z Berlina w Meksyku od razu jest czymś „nowym” dla lokalnej sceny, a jeśli dodatkowo gra świeże numery, które różnią się od tego, co tam grają na co dzień i ma siłę przebicia, to już robi naprawdę fajną robotę. Zamiast analizować, gdzie „łatwiej” lub „trudniej”, lepiej zapytać siebie: gdzie chcę być? co chcę tam wnieść? oraz co pomoże mi się rozwijać jako artyście? Dla mnie to było kluczowe – patrzę na wyjazdy (np. do Berlina) przez pryzmat rozwoju muzycznego i doświadczeń, nie statystyk. I właśnie dzięki temu mogę tworzyć lepszą muzykę i show, oraz cały czas odkrywając nowe inspiracje.

Pysh – materiały promocyjne artysty – fot. Tarakum

Pysh o byciu producentem: Wszystko jest częścią tej drogi, bo ona jest najważniejsza, a nie cel sam w sobie

Skupmy się ponownie na stronie producenckiej, bo należysz do jednych z najpłodniejszych krajowych twórców. W ubiegłym tygodniu przygotowywałem wywiad z Rebuke i natrafiłem na wypowiedź, w której wspomina o momencie przełomowym dla jego kariery – była to sytuacja, w której Jamie Jones zagrał jego numer. Tamta chwila okazała się punktem zwrotnym, a sam Rebuke został zasypany propozycjami bookingów, wydawania kolejnych tracków dla uznanych wytwórni oraz współpracy z większymi od siebie artystami. To, co najważniejsze w tej historii to fakt, że Rebuke – podobnie jak m.in. Armin Van Buuren – przyznał, że tworzył dziesiątki, jeśli nie setki numerów każdego roku i rozsyłał jej wszędzie: do wytwórni, do podcastów, do znanych didżejów. Powiedział, że to część pracy producenta i jeśli się na nią decydujesz, to musisz mieć świadomość, że na ten jeden celny strzał przypadają czasem setki niewypałów. Kilka miesięcy wcześniej to samo usłyszałem od Armina, który wspomniał, że ludzie nie mają pojęcia jak wiele utworów wyprodukował, które totalnie przepadły i że tak naprawdę za sukces jego kariery odpowiada ułamek tego, co przez całą jej długość stworzył. Zgodzisz się z tym?

Tak, absolutnie. W pełni to rozumiem i też się tym inspiruję. U mnie jest podobnie – wyprodukowałem pewnie ponad 200 utworów, do tego dochodzi sound design, produkcje dla innych, muzyka do reklam, lekcje DJ-ingu i produkcji… Wszystko po to, żeby w ogóle móc żyć, działać i utrzymać się z muzyki – co jest mega satysfakcjonujące, a przy okazji mogę też inspirować innych.

Najważniejsze to sumiennie pracować – produkować, grać dobre sety, nagrywać je, publikować, prowadzić audycje, dbać o social media, press paczki, wychodzić z kontaktem do ludzi… to wszystko jest częścią tej drogi, bo ona jest najważniejsza, a nie cel sam w sobie. Osobiście już czuję się spełniony, więc jeżeli spotka mnie więcej pozytywów to będę czuł się jeszcze lepiej.

Z biegiem lat zrozumiałem, że nie chodzi o sławę czy pieniądze, tylko o tworzenie muzyki, która daje Tobie satysfakcję, a ludziom radość. Berlin był super doświadczeniem, choć niełatwym – najpierw Covid, a później co weekend trasy między Polską a Niemcami, blablacar-y, pociągi, krótkie noce w hotelach – to jest ciężkie fizycznie, ale właśnie takie doświadczenia kształtują artystę i pozwalają znaleźć swój styl, swoją energię, która w końcu przebija się do ludzi.

PYSH _ DJ SET _ IMPAKT STAGE _ WELUR FESTIVAL

Pytam o to, bo mam wrażenie, że wielu producentów, ale również i didżejów, prezentuje dziś roszczeniową postawę – uważają, że sam fakt, że tworzą muzykę powinien zostać doceniony, a brak odpowiedzi ze strony wytwórni lub promotorów, uznają niemal za obrazę. Czy słusznie? Żyjemy w czasach, gdy nigdy wcześniej nie było tak łatwo produkować muzyki i dystrybuować ją, czego efektem jest to, że nigdy wcześniej nie było tak dużo muzyki publikowanej każdego dnia w sieci.

Muzyki jest teraz naprawdę ogrom, wytwórnie mają z czego wybierać, a miejsc do wydania jest ograniczona ilość.

Moim zdaniem są dwie drogi: jedna to sumienne wysyłanie muzyki do wytwórni i budowanie kontaktów, co pozwala w końcu coś wypuścić. Druga to samodzielne wydawanie muzyki – dzisiaj z dystrybucją online możesz od razu dotrzeć do swojej społeczności i mieć pełną kontrolę nad tym, co i jak wydajesz. Pracy jest o wiele więcej, ale zostaje Ci 100% zysków. Kiedyś wytwórnia zajmowała się wszystkim – wizerunkiem, promocją, kierunkiem kariery. Dziś pomaga raczej w rozpoznawalności i daje szansę, by Twoja muzyka dotarła na duże sceny. Dlatego otwarcie własnej wytwórni staje się dla mnie naturalnym krokiem – ale o tym opowiem jak już będzie czas, Stay tuned, jak to mówią…

Pysh – materiały promocyjne artysty

Pysh: Social media nie muszą być sztuczne

Wydaje mi się, że kto jak kto, ale Ty masz świadomość tego, że czasem samo produkowanie muzyki nie wystarcza. Parę lat temu wspominałem na jednym z warsztatów, że artyści powinni brać przykład z Ciebie pod kątem tego, jak dbać o podstawowe elementy autopromocji – masz świetnie przygotowany presspack, regularnie go aktualizujesz, Twoje social media pokazują Ciebie i to, czym się zajmujesz, bez udawania kogoś czy sztucznego wbijania się w trendy. Jak mógłbyś przekonać innych do tego, by zadbali o te rzeczy, które z mojej perspektywy – dziennikarza, ale równolegle bookera czy promotora – są kluczowe, by zainteresować kogokolwiek sobą?

Dzięki, bardzo mi miło! Ciekawostka jest taka, że ktoś ostatnio analizował moje działania pod kątem PR-u i trafiłem w 8/10 rzeczy, które „trzeba robić”, a nigdy się tego nie uczyłem. Raczej obserwuję, staram się brać przykład z najlepszych i robię wszystko po swojemu. Chodzi o sumienność – muzyka, sety, pomysły na posty, świeże zdjęcia, relacje z imprez. Social media nie muszą być sztuczne. Każdy może znaleźć swój sposób: DJ może pokazać przygotowania i set, producent może wrzucać zdjęcia ze studia i opowiadać o procesie tworzenia. Ważna jest naturalność – nie trzeba udawać kogoś, żeby być zauważonym. Dziś działamy na rynku światowym, więc nie można się bać. Warto wyznaczyć cele, w czym jesteśmy najlepsi, co możemy robić sami, a w czym potrzebujemy wsparcia. Kto lubi filmiki – niech nagrywa, kto lubi pisać – niech pisze, kto lubi żartować – niech tworzy funny content. To też kwestia pewności siebie i zabawy – w końcu to branża rozrywkowa i muzyczna, wszystko powinno dawać radość, także luuuuz i do przodu!

Pysh i… orkiestra?

Nie spoczywasz na laurach – wspomniałeś mi półsłówkiem o nagraniu z orkiestrą. Opowiedz o tym więcej!

Masz na myśli Pysh Live Orchestra? tak! Współpracuję z Fryderykiem Bodzianowskim oraz Łódzką Orkiestrą Filmową i właśnie montujemy pierwsze video – to wykon na żywo naszego utworu Future, który zrobiliśmy razem z Charly Briede’m z Chile i Shotbystanley’em z USA, wzbogacony został oczywiście o dźwięki łódzkiej orkiestry.

Całość nagraliśmy w Łódzkiej Fabryce Biedermanna (dzięki Pjoter!) z ekipą filmową Błażeja Grochulskiego (dzięki Błażej!).

No i był mały bonus w postaci rabatu na pizzę… dzięki Chef!

Do końca roku pokażemy pełne video z występu plus mini wywiado-rolki, a później chcemy przekształcić cały projekt w koncert oraz trasę. Jest to największy projekt mojego artystycznego życia i już nie mogę się doczekać.

PYSH DJ SET CARBON FESTIVAL 2025

Jak wyglądają plany Pysha na najbliższe miesiące? Na czym chcesz się skupić najmocniej?

Na najbliższe miesiące plan jest dość intensywny. Przede wszystkim lecę do Meksyku, do Tulum, gdzie będę uczył DJ-ingu w lokalnej akademii i występował DJsko. W międzyczasie domykam videosy z orkiestrą, będę też produkował muzykę i rozwijał kolaboracje z różnymi artystami. Planuję też dalej kręcić swoje vlogi – pierwszy już jest na YouTube, a kolejne będą pokazywać moje życie w Polsce, Berlinie i Meksyku, przeplatane występami. Poza tym cały czas rozwijam Audionauts Academy, czyli moją szkołę DJ-ingu i produkcji muzyki. To mój side-project, który działa równolegle. Zanim jednak wylatuję, czekają mnie dwa wydarzenia w Polsce: 12 listopada poprowadzę warsztaty w podziemiach sopockiej miejscówki „Dwie Zmiany”, a 15 listopada w katowickiej Sixie zagram razem z Addy-Z i Boho z Berlina. Zapraszam serdecznie na oba wydarzenia, na moje profile w necie, no i do zobaczenia na klubowym szlaku!



Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →