Prawda o The Meaning Of Rave Camp oczami uczestników [relacja]

Fot. Rubén Ontheshoots
Felieton
TMOR Camp

Początek festiwalowego lata. Krynica Morska, godzina jazdy samochodem od Gdańska. To tam, w dniach 3-6 czerwca, na terenie jednego z ośrodków wypoczynkowych, ma miejsce festiwal plan filmowy z muzyką elektroniczną. Trzy (oficjalnie) dni nieustannej zabawy, line-up wypchany gwiazdami światowej sceny techno, polscy artyści i setki przyjezdnych (głównie z Berlina). Na papierze – impreza jakich wiele. W teorii – historia o festiwalu planie filmowym opowiedziana ustami ludzi współtworzących przedsięwzięcie - pracowników, artystów, wolontariuszy, służb medycznych. O organizacji, braku koordynacji, niehumanitarnym traktowaniu pracowników, zawłaszczaniu pieniędzy, bagatelizowaniu problemów, fatalnym zarządzaniu i bijącej zewsząd manipulacji. Dla dobra wszystkich każdy, od początku do końca, będzie anonimowy. Na poczet tekstu imiona każdej z osób zostały zmienione.

Nie będzie to relacja do jakich przywykliście. Powiem więcej – mam przekonanie graniczące z pewnością, że jest to pierwszy tego typu artykuł w historii polskiej sceny. Nie tylko sceny techno – ogólnie sceny elektronicznej. Prawda jest taka, że tekst ten nigdy nie powinien powstać, a wydarzenia, które miały miejsce – zdarzyć. Nie powinien, ale musiał. Bo gdy wydawało się, że wszystko pójdzie w zapomnienie i jedyne, co pozostanie po The Meaning of Rave Camp to piękne wspomnienia, wydarzyło się coś niespodziewanego.

Jedna rozmowa, która zmieniła wszystko i która zmusiła mnie do działania. Aby całość mogła być wiarygodna, musiałem zdobyć jak najwięcej informacji i szczegółów. Nie od jednej, dwóch czy trzech osób, ale od dziesięciu, piętnastu. Dziesiątki telefonów, tyle samo nagranych rozmów, wymiany maili, wiadomości na specjalnej grupie na WhatsAppie. Z każdą kolejną opowiedzianą historią byłem coraz bardziej przerażony. Im więcej wiedziałem, tym więcej zadawałem sobie pytań. Dlaczego? Jak to możliwe? Czy to jest w ogóle legalne? Najwidoczniej nie jest, gdyż nawet jedyna rezydentka The Meaning Of Rave, L Ʌ V Σ N, postanowiła raz na zawsze odciąć się od działalności kolektywu.

Biletomat.pl

Kup Bilet Otwarty na dowolny koncert lub imprezę

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Tango App

Najlepsze imprezy w Twoim mieście! Bądź na bieżąco.

Odkryj Tango App

4,8 ocena w Apple Store!

Organizatorka, która przez cały artykuł również będzie anonimowa, zdaje się nie widzieć problemu. Nie dostrzega nagminnie popełnianych przez siebie krętactw, zatajania prawdy, nie mówiąc o braku zwykłych, ludzkich odruchów takich jak empatia i uczciwość. Niestety, to nie pierwszy raz, kiedy ludzie nabierają się na jej działania. Większość z nich dotyczy pracowników i artystów. Czego konkretnie? Cóż, głos w tej sprawie zostawię im, a tymczasem – zacznijmy od początku.

TMOR Camp

Fot. David Burgos aka madnegative

Efekt kuli śnieżnej

Moim pierwszym, czysto przypadkowym informatorem, okazała się Alicja, która w ramach zwykłej pogaduchy przy piwie podzieliła się szczegółami z TMOR Camp zasłyszanymi od osoby, która blisko współpracowała z organizatorką festiwalu planu filmowego. Wcześniej docierały do mnie sygnały, że coś może być nie tak z rzeczonym wydarzeniem, ale potraktowałem to jako „ciekawostkę” z cyklu „nie każdy powinien być promotorem imprez”. To, co usłyszałem od Alicji także można by uznać za powtarzane z ust do ust plotki, jednak kaliber i mnogość zarzutów kierowanych pod adresem organizatora spowodowała, że postanowiłem sprawdzić te „rewelacje”.

Kilka tygodni wcześniej wszedłem w posiadanie screenów rozmowy szefowej z Markiem, chłopakiem, który na długo przed festiwalem planem filmowym pomagał przy ogóle spraw logistyczno-organizatorskich. Pech chciał, że i on wyszedł na tej współpracy nie tak, jakby sobie tego życzył.

Marek swoją historię rozpoczyna od genezy nawiązania współpracy z organizatorką i TMOR. W zamian za najdroższy bilet z noclegiem i wyżywieniem o wartości 777 zł zgodził się odpowiadać na maile i wiadomości na Instagramie The Meaning Of Rave. Po krótkim czasie Markowi zaproponowano więcej obowiązków. Zgodził się pod warunkiem otrzymania umowy o pracę. Miał dostawać 250-300 zł tygodniowo w zależności od ilości wykonanych zadań.

TMOR Camp

Fot. David Burgos aka madnegative

Mniej więcej w tym samym czasie, po wielu pytaniach na temat zwrotu biletów organizatorka wymyśliła, że skoro nie sprzedaje biletów tylko „opłaty manipulacyjne za udział w produkcji filmowej” uczestnikom nie należy się zwrot. Mogą oni natomiast sprzedać swój bilet innej osobie, która powinna przelać 1 euro na konto TMOR i powiadomić, od kogo odkupiła swoje miejsce. Z początkowych 20 minut dziennie, ilość rzeczy do ogarniania zajmowała Markowi minimum 20, ale godzin – tygodniowo. Po przepracowaniu pierwszego tygodnia mój rozmówca bez problemu otrzymał należne mu 250 zł na konto. Pod koniec drugiego został zapytany, czy chciałby jechać nad morze pomagać w przygotowaniu terenu pod TMOR Camp.

Myśląc, że jest to jedno z tych dodatkowych zadań, od których zależy moja wypłata, oczywiście zgodziłem się rezygnując tym samym z innej pracy, którą planowałem zrobić w weekend, za którą dostałbym pieniądze. Spędziłem ok. 17 godzin malując baraki, w których mieli spać wolontariusze. Baraki nie były otwierane od ponad 2 lat, większość ścian z płyt kartonowo-gipsowych była wilgotna i pokryta czarną pleśnią.

Organizatorka wraz z właścicielem ośrodka postanowili, abyśmy zaszpachlowali grzyba i rozpadające się warstwy poprzedniej szpachli oraz pomalowali na nowo wszystkie ściany. Zamiast wymienić wilgotne i dziurawe płyty, większe dziury, wypełnione pianką izolacyjną, również mieliśmy zakryć szpachlą. Dostaliśmy od właściciela wiadro gotowej gładzi szpachlowej oraz worek gipsu w razie, gdyby ta nie wystarczyła. Szybko się skończyła i większość ubytków musieliśmy uzupełnić gipsem. Właściciel chcąc poprawić naszą pracę, pomalował wszystkie naprawy mokrym pędzlem. Wygładziło to powierzchnie fragmentów z gładzią szpachlową, ale wymyło prawie cały gips. Potem, przez pół godziny próbował jeszcze naprawić zniszczoną pracę z całego dnia pracy 2 osób. Przyniosło to marny skutek.

Gdy po powrocie po raz pierwszy upomniał się o przelew, usłyszał, że najpierw musi nadrobić zaległości w odpisywaniu na maile. Pomimo wykonania kolejno przydzielonych mu zadań, spotkał się on z kolejnymi odmowami wypłaty wynagrodzenia w kwocie wynoszącej na chwilę obecną 400 zł.

TMOR Camp

TMOR Camp

TMOR Camp

A miało być tak pięknie

Gdy Marek dowiedział się, że chcę przygotować materiał o TMOR Camp, zarekomendował, abym odezwał się do Justyny, grającej na festiwalu planie filmowym DJ-ki i jednej z koordynatorek opiekujących się innymi artystami. Justyna na wstępie opowiada, że przed festiwalem planem filmowym była bardzo podekscytowana nadchodzącym TMOR Campem.

Pytam więc, czy była świadkiem nagannych zachowań czy sytuacji:

Przede wszystkim brak organizacji. Takie rzeczy jak żetony, opaski dla artystów, transport, przydział zadań, nawet sprzątanie terenu, powinny być ogarnięte z wyprzedzeniem. Niestety, tak nie było, czego skutkiem był kompletny chaos. Warunki sanitarne to inna sprawa. Jeden kontener z dwoma toaletami i dwoma prysznicami nie podołał zadaniu i pod koniec imprezy strach było tam wchodzić. W międzyczasie toaleta na backstage’u została zamknięta, więc artyści, którzy nie byli zakwaterowani na terenie ośrodka, nie mieli nawet gdzie się załatwić.

No i jedna z najważniejszych rzeczy – brak snu. Wiadomo, że organizacja takiej imprezy to ciężka praca, ale zszokowało mnie, że nie wszystkim przysługiwało prawo do chwili odpoczynku. Niektórzy usłyszeli pod swoim adresem bardzo nieprzyjemne słowa. A to tylko dlatego, że przez jakiś czas byli niedostępni, bo próbowali się zdrzemnąć po 48 godzinach bez snu.

Justyna wspomniała mi jak potraktowano przybyłych na miejsce artystów po 12-godzinnej podróży z Berlina. Twórcy dotarli z opóźnieniami i kłopotami, a z uwagi na dość późne przybycie na festiwal plan filmowy, nie mogli dostać się do miejsca zakwaterowania – zastali do nich zamknięte drzwi. Organizatorka jako rozwiązanie zaproponowała artystom zostawienie rzeczy w biurze, dodając do tego wstawkę „jutro się to ogarnie”. Druga sytuacja dotyczy jednej z pierwszych przybyłych na miejsce ekip, która z uwagi na znalezione w pościeli (której i tak nie było wystarczająco dużo) kleszczy i pająków, musiała przenieść się do innego domku.

Dalej dowiaduję się, że dwie inne osoby spały na zmianę w jednym łóżku, a niektórzy nie mieli w ogóle gdzie spać, gdyż zmuszeni byli oddać swój pokój osobom, których nie policzono, a którzy koniecznie musieli mieć zakwaterowanie. Nie zabrakło także wątku posiłków, które co prawda każdy miał zapewnione (w teorii), jednak „gorzej z czasem, aby je zamówić i zjeść”.  Justyna wspomina także o problemach z wynagrodzeniem.

TMOR Camp

Fot. David Burgos aka madnegative

Pieniądze dostałam, kwotę w zasadzie wyliczyłam sama. Musiałam jednak o nie walczyć. Chcąc odzyskać należne mi pieniądze, dowiedziałam się, że jestem nienormalna, że robię niepotrzebnie dramat. Jedna z osób usłyszała, że organizatorka się na niej zawiodła, bo ta miała czelność na chwilę iść spać. Prawdę powiedziawszy wśród nas sporo było tych „nienormalnych” i „niepoważnych”. Puentą wszystkiego i tak uważam zdanie wypowiedziane przez organizatorkę w kierunku jednego z artystów. Ta, na zwrócenie uwagi na organizacyjny burdel, odparła, że „tak to jest, gdy organizacje powierza się dzieciakom”.

Na sam koniec pytam Justynę o przemyślenia i powód decyzji podzielenia się swoją historią:

Uważajcie, komu oferujecie pomoc. Są na świecie ludzie, którzy wysysają z ciebie całe siły witalne, a po wszystkim, zamiast podziękowania, usłyszysz jeszcze wiązankę w swoim kierunku. Organizacja takich imprez to praca zbiorowa i każdy, kto się w to angażuje, zasługuje na szacunek i ludzkie traktowanie. Bez tego po prostu się nie da. Choć organizatorka twierdzi, że nie będzie już organizowała imprez, to kto wie, jak będzie w przyszłości. Chciałabym ostrzec innych, zanim zaangażują się z nią we współpracę.

Plan filmowy

Mimo, iż formalnie był to festiwal plan filmowy, od samego jego początku do końca, całość zabezpieczona była dwoma medykami. Gdy nawiązałem kontakt z jednym z nich, na starcie zostałem poinformowany, że wydarzenie oficjalnie miało charakter… planu filmowego. Zagrywki tego typu nie są niczym nowym. W czasie pandemii wiele osób w ten sposób próbowało obchodzić rządowe obostrzenia. Organizatorka nie miała skrupułów wspomnieć o tym w wywiadzie z magazynem Groove, którego autor, Max, nie omieszkał mi podesłać. Oto jego fragment:

Max: Widziałem umowę, którą musieli podpisać wszyscy wyjeżdżający na TMOR CAMP 2021. Jest tam napisane, że TMOR CAMP jest właściwie planem filmowym. Skąd pomysł na to i jak przebiegało filmowanie na tym terenie?

Organizatorka: TMOR CAMP 2021 był jednym z krótkich planów filmowych, który rozgrywa się na pierwszym festiwalu po pandemii, który odbywa się w Polsce, 3 km od granicy z Rosją. Główna akcja rozgrywała się pomiędzy Natalie, która przyjechała na festiwal sama z Berlina, a Marianne, która jest Polką. Wszyscy uczestnicy to aktorzy, statyści filmowi lub dublerzy, którzy przyjeżdżali dzień później niż inni i w ten sposób codziennie mieliśmy świeżych tancerzy na plan filmowy. Wszyscy musieli podpisać kontrakt i wyrazić zgodę na filmowanie. Polskie prawo w czasie obecnej sytuacji pandemicznej pozwala na kręcenie filmów. Tak jak w Berlinie, gdzie rozpoczął się film krótkometrażowy YFagency, z którym współpracujemy”.

Max: Czy tegoroczny TMOR odbył się zgodnie z wytycznymi Covid?

O: Oczywiście, ponieważ polskie prawo w obecnej sytuacji pandemicznej pozwala na kręcenie filmów.

 

TMOR

TMOR

TMOR

Fot. Umowa uczestnictwa w planie filmowym dla wolontariuszy

Można by spuścić zasłonę milczenia, gdyby nie relacja wspomnianego wcześniej medyka:

Organizatorka od samego początku postawiła sprawę jasno – jest to plan filmowy, tak więc stawka godzinowa będzie odpowiednia do działań adekwatnych do wydarzenia. Inaczej się umawialiśmy, dlatego stawka 30 zł/godzinę w przypadku planu filmowego – jak najbardziej, jednak to było zupełnie coś innego – festiwal na kilkaset osób. W takich okolicznościach nasza gaża urasta do 40-50 zł na godzinę bez dyskusji. Już i tak na starcie byliśmy nieprzygotowani. Nie mieliśmy żadnego zaplecza medycznego. Zero rękawiczek, zero innych środków potrzebnych w razie pilnej interwencji medycznej. Wszystko musieliśmy zakupić we własnym zakresie.

Ustalona stawka przełożyła się w konsekwencji na 1700 zł mniej na rękę, przy czym jeszcze nie został nam policzony pierwszy dzień (środa), w trakcie którego rzekomo byliśmy imprezowiczami. Najbardziej absurdalnym momentem i tak był apel organizatorki, skierowany chyba do wszystkich „rozliczonych”, abyśmy oddali jej po 500 zł z tytułu… strat, jakie poniósł festiwal. Ponadto, zaproponowano nam, byśmy spali w namiotach. Nie muszę chyba mówić, jaka była nasza odpowiedź. Pod naciskiem i dosadnie wyrażoną dezaprobatą, udało nam się zatrzymać w specjalnie przygotowanym przez właścicieli obiekcie – magazynku.

Sytuacja, która przelała czarę goryczy

Kasia i Jonas to moi kolejni rozmówcy. Obydwoje przyjechali do Krynicy Morskiej dla zabawy, przeżycia pierwszego festiwalu planu filmowego po dość długim czasie. Historię tej dwójki zaczynamy od sytuacji, którą jako pierwszy opowiedział mi ratownik medyczny, a dokładniej zrelacjonowała Kasia:

Jedna z dziewczyn bardzo mocno przedawkowała narkotyki. Niestety, organizatorki nigdzie nie było w pobliżu, dlatego z uwagi na jej bardzo zły stan wraz z ratownikami medycznymi zaczęliśmy się nią zajmować. Koniec końców byliśmy zmuszeni zadzwonić po karetkę. Organizatorka, gdy tylko dowiedziała się o tym, kategorycznie zabroniła wzywania jakiejkolwiek pomocy. Na to, było już za późno. Przecież tu chodziło o ludzkie życie. Wtedy ja i kilka osób czynnie biorących udział w udzielaniu pomocy dziewczynie usłyszeliśmy coś, czego nigdy nie chcieliśmy usłyszeć. „Możemy po prostu wynieść tę dziewczynę poza teren, żeby nikt nie połączył tego z festiwalem” – wybrzmiała po angielsku organizatorka. Powód tego był oczywiście jeden – obawiała się ona potencjalnej interwencji policji na terenie wydarzenia.

TMOR Camp

Fot. Materiały wolontariuszy

Po tych słowach uznałem, że sprawy zdecydowanie zaszły za daleko. W każdym środowisku, nie tylko elektronicznym, nie ma i nie powinno być zgody oraz miejsca dla takich zachowań. Jak na ironię losu, sama nazwa projektu, The Meaning of Rave, która z założenia ma promować i pielęgnować kulturę rave poprzez zachowania o których mowa, automatycznie dyskredytuje go z roli posłańca hasła P.L.U.R. (Peace, Love, Unity, Respect).

Im dalej w las, tym więcej drzew, a wśród nich… gastro, do którego zaliczały się bar i foodtrucki. Pracownicy jednych i drugich nie mieli pojęcia, na jaką skalę będzie im dane działać. Na miejscu dostali zupełnie inne wytyczne niż pierwotnie.  Głównie z tego powodu, że samych barmanów na pięć dni imprezy, na dwa rozstawione bary było… trzech. Ich zdaniem organizatorka skłamała w kwestii grafiku zatajając informacje o całodobowo czynnych barach, o których ci dowiedzieli się dopiero w trakcie festiwalu planu filmowego. Kasia nie omieszkała wspomnieć o foodtruckach i problemach wynikających z ich pracy:

Cała akcja z foodtruckami od samego początku była jedną wielką pomyłką. Przez cały okres festiwalu w obiegu były kartki. Można było wymienić je za jedzenie (zamiast żetonów), ale działały one tylko w jednym foodtrucku – z burgerami. Jednak co z tego, skoro pierwszego dnia, na dwie godziny przed faktycznym otwarciem foodtrucka, wszystko zostało wyprzedane. Miał być otwarty do północy, a o 22:00 był już nieczynny, więc została tylko pizza. Za nią jednak dało się płacić tylko żetonami. Wyraźnie zbulwersowani ludzie podchodzili do ostatniego działającego punktu gastronomicznego z niewykorzystanymi, jednak wciąż ważnymi (do północy) kartkami. Mimo skierowanej do organizatorki wyraźnej prośby o możliwość płacenia w nim kartkami zamiast żetonami, spotkałam się ze stanowczą odmową „Nie ma takiej opcji. Nie i już” – skwitowała.

 Jonas dodaje:

Rozumiem i szanuję, że ludzie chcą robić fajne rzeczy. Każdy popełnia błędy i wyciąga z nich wnioski, ale najbardziej przerażające w tym wszystkim było podejście organizatorki do drugiej osoby i jej wyrachowanie. Traktowała ludzi jak przedmioty. Z perspektywy uczestnika impreza była super. Dopiero gdy zobaczyło się drugą stronę kurtyny, to był zupełnie inny świat.

TMOR Camp

 

Fot. Rubén Ontheshoots

Fenomen, który ciężko wytłumaczyć

Te słowa potwierdza Mariusz, osoba towarzysząca artysty, tzw. „+1”. Już na początku rozmowy dowiaduję się, że festiwal plan filmowy sam w sobie jest fenomenem. Mariusz z dużym przejęciem opowiada o niespodziewanym vibe’ie i atmosferze, kluczowych aspektach determinujących postrzeganie przez niego wydarzeń takich jak to w Krynicy Morskiej. Wspomina, że znaczną część uczestników stanowili obcokrajowcy, a bijąca od nich otwartość, brak krępacji, „wyzwolone głowy”, kultywowanie techno po „zachodniemu”, było dla niego czymś niespotykanym wcześniej w Polsce. Pierwsze negatywne sygnały pojawiły się, gdy przyszło do rozliczeń:

Okazało się, że to, co było napisane na początku, nie obowiązuje na miejscu. Może głupota, może pierdoła, ale z pozycji uczestnika eventu dogadana wcześniej kwestia opłaty za drugi nocleg (przyjechaliśmy w sobotę wieczorem, więc miałem mieć wykupione dwie doby), została zmieniona – nie wiadomo dlaczego – o 30 zł, co jest czymś absolutnie niezrozumiałym. Z organizatorką umówiliśmy na 70 zł, teraz wychodzi, że 100. Kiedy rozmawiamy (tydzień po imprezie), moja artystka wciąż nie dostała należnego wynagrodzenia. Jest obiecany przelew, został zaproponowany PayPal, ale Natalia nie posiada na nim konta. Absurdem jest też to, że do kwoty, którą miała dostać za zagranie, ma zostać odliczona moja jedna noc.

Berlin Calling

Znajomy, niebędący bezpośrednio uwikłanym w sprawę, dwa dni później podesłał mi screen wiadomości dziewczyny z Berlina, która – w największym skrócie – doświadczyła przykrej współpracy z organizatorką TMOR Camp i która podobnie jak ja, czuje się na siłach, żeby wszystko nagłośnić.

TMOR Camp

Jednym z kluczowych dla artykułu momentów było przyłączenie mnie przez Paulę do whatsappowej grupy zagranicznych wolontariuszy m.in. z Niemiec, Hiszpanii i Grecji pracujących na festiwalu planie filmowym. Blisko 20 osób, 20 różnych historii i jeden cel – wyjawienie prawdy. Dowody obciążające organizatorkę spływały z każdej strony, a nadsyłane, w tym również do mnie, wiadomości działały na jej niekorzyść. Każdy z wolontariuszy czuje się oszukany. Ich zdaniem nie chodzi o pieniądze, a o nadszarpniętą psychikę i zaufanie, o tytaniczną pracę, za którą nikt nie usłyszał zwykłego „dziękuję”. Z tego też tytułu powstał list. A w zasadzie to kilka listów.

Ludzie listy piszą 

Żeby zrozumieć tę trudną sytuację, musimy cofnąć się do końcówki maja i do pierwszej wiadomości wysłanej przez pośrednika organizatorki do każdej z osób ubiegających się o stanowisko wolontariusza. Kluczowe w kontekście późniejszych wydarzeń są podane terminy, dlatego radzę przyjrzeć im się dokładnie. Pełną treść listu otrzymałem od Wiktorii, wolontariuszki z Polski:

TMOR Camp

 

Fot. Mail wystosowany do wolontariuszy przez współpracownika organizatora

Drodzy Wolontariusze,

Organizatorka niedawno poinformowała mnie o biletach. Oto szczegóły. Nie będzie można wziąć udziału w wydarzeniu bez wpłacenia kwoty jako depozytu. Pieniądze jako całość wpłaconej kwoty odeślę do Was do 06.06.2021.

1) Osoby, które już zapłaciły za bilet: Proszę wysłać maila na podany adres z imieniem, nazwiskiem i rodzajem biletu, który posiadacie. (Proszę również wspomnieć o sposobie zapłaty przelewem bankowym itp.)

2) Osoby, które jeszcze nie zapłaciły za bilet, mogą użyć tylko PayPala, aby przelać dodatkową kwotę (145 euro) na konto Organizatorki. Adres mailowy ten sam. Całość również otrzymacie do 06.06.

Okazało się, że wolontariusze pieniędzy nie odzyskali. A przynajmniej nie wszyscy. Według zdobytych informacji, szczęśliwców, którzy otrzymali depozyt w kwocie pomniejszonej o 17.5 euro, jest trzech. Pytanie: dlaczego? Dlaczego, pomimo wyraźnego wyznaczenia daty na zwrot depozytu do 6 czerwca, w dniu, kiedy piszę swój artykuł tj. 24 czerwca, reszta osób nadal go nie otrzymała? Odpowiedź zdaje się kryć w liście napisanym przez samą organizatorkę w odpowiedzi na liczne zgłoszenia o brak wpłaconego przez wolontariuszy depozytu (w zasadzie z jakiego tytułu?) na łączną kwotę 650 zł:

Drodzy wolontariusze,

Jak zapewne wiecie, to my koniec końców, naszymi rękami, posprzątaliśmy kontener sanitarny i śmieci, ponieważ kwadratowe kosze na śmieci były pełne i obrzydliwe (proszę zobaczyć w załączniku, jeden był odwrócony nawet do góry nogami, pełen śmieci nawet nie w plastikowych workach). Dodatkowo, wszelkie śmieci nie były segregowane, a lokal obciążył nas kosztami za wszystkie śmieci, ponieważ firma, z którą współpracują nie jest w stanie przyjąć takiej ilości zmieszanych śmieci. Niedopałki były na całym tarasie. W niedzielę wszędzie panował jeden wielki bałagan, a my prosiliśmy Was, żebyście pamiętali, że w momencie opuszczenia przez Was TMOR Camp, festiwal będzie już bez wolontariuszy. W takiej sytuacji należy wszystko zrobić poprawnie i dokładnie. Nie mogliśmy uwierzyć, kiedy to zobaczyliśmy…

Dlatego z przykrością informujemy, że nie będziemy w stanie zwrócić Wam kaucji, ponieważ praca, którą wykonaliście nie została wykonana poprawnie. Decyzja ta nie była dla nas łatwa, gdyż coś takiego nigdy nie miało miejsca. Na przyszłość prosimy o poważne traktowanie swoich zadań, aby inni nie musieli ich po Was nadrabiać. Chciałabym Was również prosić o to, abyście nie zabierali mi teraz więcej czasu, który powinnam poświęcić dziecku. Myślę, że powiedzieliśmy już wystarczająco dużo. Z góry dziękuję. Miłego dnia.

Kochani, szantażowanie nas, podczas gdy nie byliśmy w stanie się z wami skontaktować lub znaleźć was podczas wydarzenia jest niedorzeczne. Wcale nie było trudno znaleźć mnie lub drugiego organizatora i zapytać, co należało zrobić. Było trzech wolontariuszy, którzy pisali na grupie przez cały czas. Tylko na nich mogliśmy polegać. Ostrzegaliśmy Was już drugiego dnia, że po prostu nie dostaniecie zwrotu pieniędzy, jeśli nadal będzie to tak wyglądać. Nic się nie zmieniło. Pracowało tylko trzech wolontariuszy. Nie możecie nas pytać o zwrot pieniędzy, skoro postawiliście nas w tak nędznej sytuacji. W przypadku takich wydarzeń jak to, łatwo jest powiedzieć „zła organizacja”. Byłoby o wiele lepiej, gdyby ponad połowa załogi nie wybrała imprezowania zamiast pracy, tak jak Vela, który był odpowiedzialny za zarządzanie wami wszystkimi.

To była największa lekcja w moim życiu. Wiem teraz, że na kim nie mogę polegać. Proszę, porozmawiajcie z berlińskimi wolontariuszami lub hiszpańską ekipą, która wcześniej wykonała ogromną ilość pracy. Albo z Giorgio, Nicolą i Juanem. Byłoby to nie fair wobec nich, gdybyście dostali zwrot pieniędzy za to, że nie zrobiliście prawie nic.

TMOR Camp

Fot. Rubén Ontheshoots

Na odpowiedź wolontariuszy nie trzeba było długo czekać. Wystosowany przez zagraniczną część załogi list jest jak dotąd ostatnim formalnym kontaktem z organizatorką:

Droga Załogo TMOR, Droga Organizatorko,

Jesteśmy więcej niż zaskoczeni czytając Twojego maila. Właściwie, to jesteśmy zszokowani. Tak zszokowani, że początkowo myśleliśmy, że to musiał być tylko kiepski żart. Niestety, szybko zdaliśmy sobie sprawę, że tak nie jest. To szokujące, że braki wynikające ze złego planowania, fatalnego zarządzania i całkowitego braku koordynacji, musiały spaść na głowy pracujących tam wolontariuszy. Rozumiemy jakie mieliście trudności, zwłaszcza organizatorka, zmuszona zajmować się planowaniem całego festiwalu. Nie jest to jednak powód, żeby szukać w nas kozła ofiarnego. Opiszemy szerzej to, o czym mówiliśmy wcześniej, bo słowa potrzebują wartości (no chyba, że wyjątkiem są słowa TMOR Crew).

Złe planowanie

Jeszcze raz podkreślamy, że nie mamy zamiaru zrzucać odpowiedzialności na czyjś kark – ani na organizatorkę, ani na drugiego organizatora. Mówiąc o złym planowaniu mamy na myśli konkretne przykłady. Nikt z nas nie miał planu działań. Nie wiedzieliśmy, ile czasu każdy z nas ma poświęcić na dane zadanie, czy może akurat ktoś inny robi to samo. W normalnym środowisku pracy jest to po prostu niedorzeczne. Co więcej, jasne jest, jak to zostało powiedziane kilka dni wcześniej, że sprzątanie w niedzielę po naszym wyjeździe nie należało do naszych obowiązków, ponieważ (i to nie wymaga wyjaśnienia) wyjechaliśmy. Fakt, że w niedzielę jeszcze setki ludzi wciąż były na festiwalu i że spędzili tam jeszcze całą noc (i wiele innych dni). Podkreślamy raz jeszcze – nie należało to do naszych zadań. Pytano nas o to jeszcze przed przyjazdem do Gdańska – kiedy mamy zamiar wyjechać.

Wszyscy jednomyślnie odpowiedzieliśmy, że w niedzielę. Załoga TMOR wiedziała, że nas tam nie będzie. Załóżmy nawet, że gdybyśmy chcieli się bawić w udawanie, że w momencie naszego wyjazdu jeszcze za cokolwiek odpowiadamy, to zapytaliśmy przecież drugiego organizatora. To on nam powiedział, żebyśmy opuścili to miejsce, bo nasz autobus już na nas czekał. Miała po nas przyjechać nowa grupa wolontariuszy, której zadaniem było tylko i wyłącznie sprzątanie miejsca po zakończeniu festiwalu. Tak więc, skoro musieliście się tym zająć, to znaczy, że po raz kolejny planowanie było złe. I szczerze? W ogóle nas to nie dziwi.

Okropne zarządzanie

Wiele osób przeczytało tego maila przed jego wysłaniem, nie tylko wolontariusze. Mimo to uważamy, że nie trzeba być wolontariuszem, żeby zdać sobie sprawę z tego, jak niemożliwe jest sprzątanie toalety bez rękawiczek. Albo sceny bez worków. Albo taras bez miotły. To nie żart. Załoga TMOR potrzebowała całego dnia, aby dostarczyć nam te bardzo proste rzeczy. Przez pierwszą noc byliśmy w zasadzie bez nich. Organizatorzy, pytani o to, udzielali nam mylnych i niezrozumiałych odpowiedzi. Musieliśmy czyścić toalety gołymi rękami. Musieliśmy zbierać wszystkie śmieci po jednym kawałku. Dla nas to nie był problem. Jedyny problem pojawia się w momencie, gdy jesteśmy proszeni nie upominać się o nasze pieniądze.

Brak koordynacji

Najważniejszym symbolem całkowitego braku koordynacji, z jakim mieliśmy do czynienia podczas dni festiwalu, jest to, że pewnej nocy sami organizatorzy, prosili nas o przyniesienie im piwa, ponieważ nie mogli odejść od budki z biletami. Powód tego jest prosty: nie było nikogo innego, kto mógłby ich zastąpić. Osoby, które miały zostać w budce, w tym konkretnym momencie, były nieobecne. Oprócz nich, nie było też kogoś innego. Stefa, dziewczyna, która miała koordynować wolontariuszy, porzuciła swoje obowiązki już drugiego dnia. I znowu, nikt jej nie wini. Właściwie, to jej stanowisko jest najłatwiejsze do zrozumienia. Kiedy narzekała na całkowity brak strukturyzacji naszej pracy, miała całkowitą rację. Ale nie rzuciliśmy pracy, zostaliśmy do końca. A teraz oczekujemy, że nam za to zapłacicie. Dla każdego jest jasne, że musimy otrzymać nasze pieniądze z powrotem i szczerze mówiąc, powinniśmy je otrzymać już dziewięć dni temu.

Jak powiedzieliśmy na początku, jest to tylko kwestia słów. W tym sensie, że tylko słowa mają znaczenie. Podkreślaliśmy już, że nasz list widziała nie tylko grupa wolontariuszy, ale wiele, wiele osób, które były obecne na festiwalu i widziały warunki, w jakich musieliśmy pracować. Ci ludzie aktywnie uczestniczyli w tym wydarzeniu: mówimy o DJ-ach, fotografach, a przede wszystkim o publiczności, który wiedzą to samo, co my. Ani Ty, organizatorko, ani TMOR Crew nie mieliście przecież zamiaru zawieść nas i kogokolwiek, kto miał przyjemność spędzić czas na Waszej imprezie. Teraz, kiedy mogliście zapoznać się z naszym punktem widzenia dostrzegamy, jak absurdalnie brzmi wątek o nieoddawaniu nam pieniędzy.

Z pozdrowieniami, Wolontariusze.

TMOR Camp

Fot. David Burgos aka madnegative

Ostatnim wątkiem dotyczącym pracy wolontariuszy jest wiadomość jednego z członków 10 osobowej berlińskiej ekipy wysłanej na wspomnianej grupie na WhatsAppie.

Hej wszystkim, ja i Stefan jesteśmy z 10 osobowej ekipy berlińskiej, która budowała cały festiwal tydzień wcześniej. Nie musieliśmy płacić kaucji, nie musieliśmy pracować podczas festiwalu. Ale z organizatorką też mieliśmy problemy od samego początku. Obiecała nam zakwaterowanie na cały czas, jednak ostatecznie musieliśmy spać w namiotach podczas festiwalu. Obiecała wiele rzeczy, np. że zapewni nam jedzenie, ale nie radziła sobie z tym dobrze, więc kucharz (który jest od nas z ekipy) został o wszystko obwiniony. To przecież na nim spoczywał obowiązek kupienia wystarczającej ilości jedzenia, prawda? Musieliśmy wydawać dodatkowe pieniądze na jedzenie. To była naprawdę ciężka praca, a organizatorka była surowa. Chcemy podkreślić, że Jake, Dawid, Paula i Aneta cały czas opiekowali się nami i byli bardzo mili. Starali się pomóc nam w komunikacji z organizatorką. Zawsze pomagali nam wypaść jak najlepiej.

TMOR Camp

 

Bratnia dusza

Od samego początku czułem od Pauli wielkie wsparcie, potrzebę doprowadzenia sprawy do końca. Jej celem nie było i nie jest – jak sama przyznała – zniszczenie organizatorki, lecz ukazanie patologii, której ofiarami są ludzie zaangażowani w stu procentach w projekt TMOR Camp. Odkąd opuściła teren festiwalu planu filmowego, czuła się bardzo zafrapowana doświadczeniami, przez które musiała przejść. Napisanie własnej historii było dla niej sposobem na zamknięcie tematu, swoistym katharsis.

Z głową The Meaning of Rave poznała się dzięki klubowi, dla którego pracuje w Berlinie. Jako że jej główna praca została wstrzymana z powodu Covid-19, miała więc czas żeby całkowicie zaangażować się w projekt. Do głównych zadań Pauli należało nauczenie organizatorki ogółu spraw logistyczno-organizatorskich, komunikacji czy planów podróży. Już na początku sposób działania organizatora kompletnie rozmywał się ze wpajanym systemem komunikacyjnym z artystami. Ten, kto organizował event z udziałem zagranicznych, dużych artystów wie, że wysyłanie wiadomości do artysty przez Instagram, jest – co tu dużo mówić – mało profesjonalne. Tym bardziej gdy artystę reprezentuje agencja.

Ze względu na śmierć członka rodziny Pauli na początku tego roku, kontakt obu dziewczyn urwał się na jakiś czas. Z upływem mijających tygodni obie strony wróciły do wspólnej pracy nad festiwalem planem filmowym, co przełożyło się na obecność wraz z początkiem czerwca w Krynicy Morskiej. Pierwszy dzień i wspólne przyjęcie z wolontariuszami i współorganizatorami nie zwiastowało późniejszej katastrofy. Tuż przed festiwalem planem filmowym zostały omówione wszystkie szczegóły, włącznie z pełną dokumentacją związaną z artystami. Całość wydawała się dobrze zorganizowana.

Paula opowiada, że tu i ówdzie przydałoby się więcej przejrzystości tak, żeby osoby, które będą zajmowały się artystami, miały wszystkie ważne informacje pod ręką. W dniu pierwszej, oficjalnej części imprezy trzeba było tylko dopieścić ostatnie rzeczy: opaski, żetony na jedzenie i napoje, które, po wcześniejszym dokładnym zanotowaniu, musiały znaleźć się w kopercie. Od teraz Paula mogła zajmować się artystami. Pierwszą niepokojącą sytuacją z artystą w roli głównej było zamieszanie z biletem na pociąg, który jak się okazało, nie został w ogóle zakupiony, przez co artysta musiał takowy zakupić z własnej kieszeni. Druga, ciut nieco bardziej przerażająca, tyczy się nietrzeźwości kierowców i ich notorycznego spóźniania się.

Po powrocie dostałam wiadomość od organizatorki – cytuję: „Potrzebuję numer! Wtf, co się z Tobą dzieje dziewczyno? Jestem Tobą bardzo rozczarowana”. Chodziło o ilość żetonów na napoje, które zapisałam na samym początku. Już dzień wcześniej dałam jej znać, gdzie zapisałam ilości. Wzięłam udział w festiwalu, nie oczekując niczego w zamian. Powodem, dla którego się zgodziłam, było to, że minęło 8 miesięcy, odkąd pierwszy raz mogłam pracować i półtora roku, odkąd nie widziałam się z przyjaciółmi (artystami).

Na czas imprezy nie miałam własnego łóżka. Wtedy, kiedy powinnam spać, byłam ciągle zajęta załatwianiem rzeczy, które powinny być zorganizowane z wyprzedzeniem. Organizatorka raz za razem zwracała się do mnie w sposób, w jaki sobie nie życzyłam: „Dziewczyno, Ty robisz, co chcesz. Ja tobą zarządzam!”. Nie znoszę, gdy ktoś mówi do mnie w ten sposób. Chciałam po tym incydencie opuścić festiwal, jednak zostałam ze względu na artystów. Organizatorka upierała się, że jesteśmy zespołem i że powinniśmy się tak zachowywać. Powiedziałam jej, że nie chcę być częścią takiego zespołu, ponieważ co powiedziała jest kompletnym brakiem szacunku. „Rozumiem, że żyjesz w dużym stresie, ale ja wykonuję dla ciebie dużo pracy i nie przyjmuję takich uwag od nikogo. Jeśli dostanę szczere przeprosiny twarzą w twarz, może uda nam się zakończyć festiwal na dobrych warunkach. Szanuję siebie i moje doświadczenie na polu zawodowym zbyt mocno”. Przeprosin oczywiście nigdy nie dostałam.

TMOR Camp

David Burgos aka madnegative

Na terenie festiwalu planu filmowego nie było gdzie dostać jedzenia. To spowodowało, że Paula od godziny 07:00 nie mogła zajmować się artystami. Miała mdłości, czuła, że zaraz zemdleje. Na jej szczęście w odpowiednim momencie zaopiekował się nią przypadkowo spotkany artysta. Jeśli chodzi o artystów, to kilku z nich miało odwołany lot powrotny do domu. Ten temat był poruszany z organizatorką w sobotę rano. Po południu dostała wiadomość od agencji, że ci nie mogą na niej polegać, dlatego kontaktują się z Paulą. W tej samej chwili przystąpiła do działania. Kiedy na scenie zgasła muzyka, organizatorka przyszła do jej pokoju zapytać, czy nie powinna przypadkiem wszystkiego nadzorować:

Zostałam w łóżku i słyszałam, jak trzaska drzwiami płacząc. Dodatkowo byłam świadkiem, jak wymierzyła jednemu z współorganizatorów karcący policzek.

– komentuje dalej

Paula opowiada, że od początku festiwalu planu filmowego spała sześć godzin. W niedzielę, kiedy przyszła do niej jedna z artystek zeznając, że organizatorka nazwała ją per „suka” i że chce ją wyrzucić z festiwalu planu filmowego, miała dosyć. To przelało czarę goryczy.

Miałam przed sobą osiemnastogodzinną podróż do domu. Wyjaśniłam sytuację ostatnim artystom. Poszłam spać do kwatery poza kempingiem. O 14:00 miał mnie odebrać kierowca. Wyraźnie zaznaczyłam, że nie mogę się spóźnić, bo wtedy spóźnię się na pociąg. Kierowca przyjechał o 14:20. Współorganizatorka rozmawiała z głównodowodzącą, że spóźniłam się na połączenie, na co ta odpowiedziała, że nie obchodzi ją, czy dotrę bezpiecznie do domu, czy nie. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy nie pozwolili, żeby to zaszło tak daleko i jestem im dozgonnie wdzięczna. Ponieważ musiałam pracować następnego dnia, byłam zmuszona zarezerwować lot w ostatniej chwili za 640 euro.

Włos jeży się na głowie

Analogicznie, jak w przypadku pozostałych osób, również i Paula zarekomendowała mi kolejne, do których powinienem się odezwać – Dawid i Aneta, jedni z tych, których berlińscy wolontariusze do dzisiaj wspominają z niezwykłym estymą. Zresztą, oba imiona były już wcześniej wymieniane w kontekście potencjalnych rozmów, jednak nie wiedząc czemu, odkładałem obie rozmowy na później. Historia z ich udziałem opowiedziana i cytowana będzie z pozycji jednej osoby.

Wraz z początkiem swoich doznań, dowiadujemy się, że TMOR Camp od samego początku był ogromnym przedsięwzięciem. Wydarzenie miało miejsce w czasie trwania pandemii, przy ogromnej kreatywności udało się zorganizować to jako plan filmowy. YF Agency współpracowała z TMOR od początku idei. Ich zamysł filmu oraz jego scenariusz przekonał organizację do podjęcia współpracy. Artyści występujący to śmietanka sceny techno. Line-up przyciągnął swoją siłą osoby z całej Europy. Dlaczego więc tyle rzeczy poszło nie tak jak trzeba? Dlaczego pomimo pozytywnych komentarzy na temat eventu pozostał niesmak w oczach wielu osób? Dla większości uczestników imprezy, nieświadomych procesu organizacji wydarzenia TMOR Camp był wyjątkowym miejscem, jednak dla osób powiązanych z organizacją tego wydarzenia czy artystów wydarzenie to niesie za sobą przykre wspomnienia.

TMOR Camp

Fot. David Burgos aka madnegative

Doświadczenie to będzie opisane z perspektywy czysto biznesowej. Stało się to możliwe dopiero po 2 tygodniach od wydarzenia, gdy pierwsze emocje opadły. Dbając o obiektywną perspektywę, nie mającą na celu urażenia nikogo. Te słowa są jednak potrzebne, aby inne osoby podejmujące współpracę w sektorze organizacji festiwali planów filmowych mogły nauczyć się na błędzie tych, którzy ponieśli spore konsekwencje. Dawid i Aneta podkreślają, że przy tak dużym wydarzeniu jest nieakceptowalne to, aby jedna osoba podejmowała wszystkie kluczowe decyzje. Zarządzanie centralne nie jest niczym złym, potrzeba do tego jednak doświadczenia oraz umiejętności pracy w grupie oraz podstawowych zdolności zarządzania. Mało sprecyzowane polecenia prowadziły do licznych nieporozumień. Komunikacja z organizatorką była największym problemem tego wydarzenia. Częsta nieuchwytność, ignorowanie wiadomości, odkładanie zadań na później i polecenia wydawane w formie zdań wykrzyknikowych bez dokładniejszego wytłumaczenia powodowały, że praca pod jej opieką była skrajnie nieefektywna.

Brak stabilności powodował, że gdy była nagła potrzeba rozwiązania problemu, organizatorka potrafiła stwierdzić, że aktualnie nie jest w nastroju, aby rozmawiać na ten temat. Problemy życia prywatnego były przelewane na osoby niezwiązane z tym, które często czekały jedynie na kluczowe polecenia – co zrobić dalej. Prostym rozwiązaniem tej sytuacji byłoby stanowcze oddzielenie życia prywatnego od profesjonalnego.

– komentują

Brak stabilności emocjonalnej odbił się na wszystkich pracujących przy evencie. Częsty brak organizacji, jak i brak planu działania, powodował niepotrzebny chaos i marnowanie czasu. Osoby pracujące nad wizualną częścią wydarzenia często otrzymywały zadania fizycznie takie jak znoszenie drewna na ognisko, przewożenie kamieni taczką czy praca na wysokości na drabinie. Obiecane im wtedy były dodatkowe „tokeny”. Już pierwszy dzień eventu przyniósł pierwsze problemy. Obiecane wynagrodzenie nie zostało wypłacone, co spowodowało wzburzenie wśród wolontariuszy. Był to pierwszy etap, który sprawił, że na koniec każdy z Krynicy Morskiej chciał jak najszybciej wyjechać, czując się oszukanym. Ostatniego dnia wydarzenia nie został tam już nikt.

Największym zaskoczeniem, jeśli chodzi o skalę do jakiego ten problem eskalował, były nękanie i szantaż emocjonalny. Jako że TMOR jest organizacją nieposiadającą statusu prawnego, działającą głównie na werbalnych umowach, naturalnie nie ma żadnej siły wyższej, która mogłaby kontrolować czy sytuacja nie wymyka się spod kontroli. „W TMOR pracuje się 24 na 7!” – to delikatnie wyolbrzymione motto, było wszystkim znane przed eventem, jednak nikt nie spodziewał się jak literalnie zostanie to wprowadzone w życie na festiwalu planie filmowym. Współpracownikom zakazywano spać, budzono ich po znikomej ilości snu(sic!). TMOR zawsze utożsamiany był z rodzinną atmosferą, biorąc pod uwagę, że osoby zaangażowane – prywatnie są dobrymi znajomymi. Stąd ogromny żal związany z brakiem akceptacji najprostszych potrzeb fizjologicznych takich jak sen.

Podczas trwania wydarzenia artyści wyrażali swoje niezadowolenie wynikające z niewywiązywania się z obiecanych warunków umowy. Ze względu na panującego koronawirusa występowały sytuacje, gdzie loty artystów były anulowane. Nie byłoby to problemem, gdyby nie to, że to artyści musieli podejść do osób pracujących przy organizacji i upomnieć się, że „mój lot był anulowany tydzień temu, kiedy mogę spodziewać się informacji o nowym?”. Jedyną osobą, która miała dostęp do środków pozwalających na zakup takich lotów, była organizatorka. Sytuacje te nie były rozwiązywane od razu, ale odkładane na później.

Organizatorka jest niewątpliwie przedsiębiorczą osobą i nikt nie powinien jej tego odjąć. To, co z pewnością można zarzucić to niesłowność i prywatna hierarchia osób pracujących. U niej zawsze jest kolejka osób do zapłaty od tych, którym powinno się prędzej zapłacić do tych, którym najlepiej byłoby nie zapłacić w ogóle. Co więcej, zadawane ironiczne pytania są skrajnie nieprofesjonalne i rzucają cień na obraz całej sytuacji – „Czyli, jak mam wtopę, to mam ze swoich prywatnych pieniędzy płacić ludziom?” – Tak, to są właśnie nieuniknione elementy gry, w którą wchodzisz, z którą również się wiąże ryzyko. Pomimo wielu przedsiębiorczych cech, nietuzinkowej kreatywności i pomysłowości organizatorki, brakuje jej wielu podstawowych zasad moralnych. Znikomy szacunek do ludzi, machiawelizm, próby manipulacji i gra na emocjach to niehonorowe cechy charakteru, które powodują awersję u wszystkich, którzy padli ofiarami tego nieczystego zachowania.

Dawid i Aneta swoją wypowiedź uzupełniają o wątek maseczek festiwalowych, za które organizatorka do dzisiaj nie zapłaciła krawcowej. Mowa o 3 tysiącach złotych, które dla skromnej krawcowej prowadzącej swój warsztat mają dużą wartość. Organizatorka ma czelność okłamywać krawcową informując ją, że nie jest w stanie zapłacić, ponieważ  – jak twierdzi – współorganizator ją oszukał i że to z nim należy się kontaktować. Ten sam współorganizator, który za 5 miesięcy ciężkiej pracy nie dostał ani gorsza z należnego mu wynagrodzenia.

Okrutne jest to, że niewinna pani Bożenka, osoba kompletnie niepowiązana ze sceną, staje się ofiarą organizatorki.

– dodają

Puentując wypowiedź pary można wyciągnąć następujące wnioski – nieważne jak wspaniały zorganizuje się event z wymarzonym line-upem dla największych koneserów tego gatunku imprez, jeśli przy tym wszystkim nie wykażesz się sprawiedliwością, szacunkiem czy życzliwością – reputacja osoby organizującej wydarzenia i prestiż labelu zostanie mocno nadszarpnięty. Jak przyznają na końcu:

Ten tekst jak i inne zawarte w tym artykule słowa i wspomnienia musiały ujrzeć światło dzienne. Da to obraz problemów oraz skalę wydarzeń na polskiej scenie techno.

TMOR Camp

Fot. David Burgos aka madnegative

Wisienka na torcie

Pod koniec czwartego tygodnia czerwca jako ostatnia odezwała się do mnie sympatyczna Wiktoria. „Piszę do Ciebie, ponieważ byłam wolontariuszką na TMOR i nie zwrócono mi wpłaconego depozytu. Słyszałam, że będziesz pisać artykuł w tej sprawie?” – czytam otrzymaną na Messengerze wiadomość.

Moja rozmówczyni zaczyna opowiadać, że pierwsze spotkanie z ekipą TMOR Camp odbyło się wspólnie z grupką Niemców z autokaru, z którymi po przybyciu chciała się wspólnie zameldować. Na miejscu okazało się, że była ona jedną z niewielu osób mówiących po polsku, więc z automatu została jej przydzielona praca „na bramce”. Jej radość z dosyć łatwego i błyskawicznie przydzielonego zadania szybko się ulotniła, kiedy okazało się, że nie dość, że pomimo wpłaconego depozytu nie ma jej na liście wolontariuszy, to na dodatek nie zostało jej przydzielone miejsce do spania. Z późniejszych informacji wyszło na jaw, że reszta wolontariuszy również nie dostała zapewnionego noclegu. Co więcej, ani wówczas, ani później nie dostała obiecanych w ogłoszeniu kuponów na dwa czy nawet trzy posiłki dla wolontariuszy.

Będąc osobą bezkonfliktową Wiktoria podeszła do sytuacji ze zrozumieniem, w końcu organizacja festiwalu planu filmowego dla takiej ilości osób wymaga dużego nakładu pracy… Zdecydowała, że poradzi sobie ze wszystkim sama. Jej pracę utrudniał brak środków czystości i podziału zadań. Nie było rękawiczek, worków na śmieci, ani jakiejkolwiek organizacji pracy. Na domiar złego, w międzyczasie, zepsuły się prysznice – wolontariusze próbowali samodzielnie naprawić usterkę. Po czasie byli zmuszeni przestawić kosze ze śmieciami pod drzwi, by ludzie nie wchodzili do środka. Pomimo zasygnalizowania problemu ekipie TMOR nikt się nie pojawił by zająć się naprawą.

W międzyczasie, jeden z wolontariuszy napisał na grupie wiadomość o tym, że dziewczyna z bramki prosi, żebym podeszła. Nie zrozumiałam, dlaczego przekazywała informacje przez osoby trzecie – mój numer telefonu podałam jej przy pierwszym spotkaniu. Póki sprzątałam, nie zauważyłam tej wiadomości, a kiedy dotarłam, bramka była już zamknięta. Niżej dołączę screenshoty z konwersacji: na nich da się zauważyć, że organizatorka nie odpowiadała na nasze pytania i prośby, przy tym pisząc co jakiś czas o rzeczach, którymi powinniśmy się zająć, typu sprzątania śmieci w różnych miejscach. Ale jej zadania były nie do zrealizowania z powodu braku podstawowych środków czystości, worków na śmieci czy innych rzeczy niezbędnych do utrzymania porządku na festiwalu. Wspomniany wcześniej problem worków dla organizatorki TMOR Camp był problemem nie do pokonania.

Za dnia organizatorka poprosiła o wsparcie w tej „nierównej walce”. Teren festiwalu planu filmowego znajdował się w odległości co najmniej kilku kilometrów od najbliższego sklepu, nie było zatem możliwości dojazdu do cywilizacji. Nikt z szefostwa nie zadeklarował chęci by zawieźć kogokolwiek do miasta na zakupy. Wiedząc, że jeden ze znajomych DJ-ów jest w drodze, został on poproszony o zakupy brakujących worków.

Ze strony DJ-a sytuacja wyglądała komicznie: jadąc grać na festiwal, musiałby zmienić drogę dojazdu, by zahaczyć o sklep i kupić worki na śmieci, przy czym z prośbą zwraca się do niego wolontariuszka, a nie sama organizatorka.

Ostatnia noc dla Wiktorii należała do tych z kategorii „co ma być to będzie”. Widziała śmieci, ale nie miała, jak ich zbierać. Nie widziała właściwie nikogo z „kadry zarządzającej”.  siedząc na backstage’u zauważyła ogrom butelek, niedopałków, kubków plastikowych i innych śmieci. Czuła lekkie zgorszenie przed DJ-ami, którzy są zmuszeni „siedzieć w syfie, jak bezdomni pod śmietnikiem”.

Uważam, że w wizji organizatorów TMOR Camp by odzyskać depozyt, idealny wolontariusz musiał być istotą nadprzyrodzoną, która miała wytrzymać bez snu i jedzenia od 2 do 4 dni, posiadającą zdolności magiczne, by stworzyć z niczego przedmioty niezbędne do utrzymania czystości, a w razie nieposiadania takowych zastępować je zdolnościami kreatywnymi, odnajdując możliwości na wykonanie niewykonalnych zadań. Niestety, do grona takich istot nie należeliśmy, więc organizatorka poinformowała nas o swoim rozczarowaniu wraz z wiadomością o tym, że wpłacony depozyt nie zostanie nam zwrócony”.

TMOR Camp

Fot. Rubén Ontheshoots

Post Scriptum

Po zebraniu wypowiedzi i materiałów oraz skonstruowaniu pierwszej wersji niniejszego artykułu, odezwałem się do organizatorki. Etyka dziennikarska nakazała mi poznać opinię drugiej strony odnośnie przedstawionych faktów na temat jej samej, jak i festiwalu planu filmowego. Jedna, dwie, może trzy osoby mogą się mylić, przeinaczać fakty, kilkadziesiąt – trudno byłoby mi w to uwierzyć. Wystosowałem maila z prośbą o ustosunkowanie się do zadanych przeze mnie pytań dotyczących wszystkiego, czego dowiedziałem się w trakcie zbierania materiałów. Poprosiłem o udzielenie odpowiedzi w terminie 48 godzin. Przyjąłem dłuższy termin niż zwyczajowo, tak by druga strona miała jak największe szanse na obronę przed słowami, wypowiedzianymi przez jej współpracowników. Organizatorka nadesłała odpowiedzi na godzinę przed publikacją artykułu. Oto, co otrzymałem:

1. Dlaczego ratownicy medyczni i ochroniarze zostali poinformowani o tym, że wydarzenie jest planem filmowym, a nie festiwalem na kilkaset osób? Efektem tego, jak dobrze wiesz, było niewystarczające zaopatrzenie się ratowników do zaistniałych okoliczności.

TMOR CAMP 2021 był jednym z planów filmowych, który ma miejsce na pierwszym festiwalu po pandemii, odbywającym się w Polsce, 3 km od granicy z Rosją. Główna akcja rozgrywa się pomiędzy Natalie, która przyjechała na festiwal sama z Berlina, a Marianne, która jest Polką. Wszyscy uczestnicy to aktorzy, statyści filmowi lub dublerzy, którzy przyjeżdżali dzień później niż inni i w ten sposób każdego dnia mogliśmy mieć świeżych tancerzy na plan filmowy. Wszyscy musieli podpisać umowę i zgodzić się na filmowanie. Polskie prawo w czasie pandemii pozwala na kręcenie filmów. Tak jak w Berlinie, gdzie były kręcone pierwsze ujęcia filmu krótkometrażowego. Film zostanie opublikowany po zakończeniu prac montażowych. Używanie nazwy festiwal w tym artykule wprowadza bardzo mocno w błąd. Jeśli o samych ochroniarzy chodzi to na kilka tygodni przed wydarzeniem przyjechali do nas zobaczyć teren, gdyż to zawsze leży w ich zwyczaju. Oprowadziłam ich i dokładnie wytłumaczyłam co się będzie działo i na co mają się przygotować. Pan Robert – właściel firmy Horus, która świadczyła nam usługi potwierdzi wszystko w razie wątpliwości.

2. Dlaczego ratownicy medyczni nie dostali pełnej wypłaty, która nie dość, że została obniżona o 1700 zł na głowę to również stawka godzinowa była nieadekwatna do skali wydarzenia?

Ratownicy dostali 1450 euro na dwie osoby za pracę od 2-7 czerwca. Mniej tylko o 240 zł, ponieważ o tyle zrobili “zniżkę” za ten jeden dzień, poprzedzający rozpoczęcie produkcji filmowej, kiedy nie pracowali. Agata, która się z nimi kontaktowała podjęła samodzielnie decyzję bez konsultacji i zaprosiła ich do pracy już od środy 2 czerwca, o czym nie zostałam poinformowana nawet przez samych medyków, którzy przyjechali dzień wcześniej, że zaczynają pracę. Dowiedziałam się o tym w sobotę, kiedy ratownicy przyszli się rozliczyć, nie chcąc podpisywać żadnej umowy, nie wystawiając żadnej faktury, nie odstępując mnie na krok i wywierając presję. Przez osobę, która załatwiła nam tych ratowników na TMOR CAMP było ustalane, że będą pracować na zmianę, a jak się okazało w sobotę, pracowali cały czas, wliczając w to nawet sen. Podczas całego czasu trwania planu filmowego 3-6 czerwca ratownicy mieli trzy interwencje, z czego na jedną w ogóle nie dotarli, ale zajęliśmy się potrzebującą osobą z ochroniarzami.

3. Dlaczego jednemu z pracowników, który pracował przy organizacji festiwalu na długo przed jego rozpoczęciem, do dzisiaj nie zostały wypłacone pieniądze pomimo wykonanej pracy (dowód w postaci screenów rozmowy)?

Jeśli chodzi o osobę, która dołączyła do projektu żeby bez jakiegokolwiek doświadczenia, ale wspólnymi siłami, budować TMOR CAMP 2021 to owszem ustaliliśmy, że w przypadku profitu zostanie on wynagrodzony, a w przypadku straty nie otrzyma wynagrodzenia i nie będzie pokrywał straty z własnych pieniędzy. Natomiast nawet jeśli byłby profit, tak jak zakładaliśmy, to niestety przy ilości problemów, które stworzyła ta osoba przy planie filmowym, wypłacenie premii byłoby absolutnie niezasadne. Mówimy tutaj o poważnych zaniedbaniach, tj. zignorowanie wielu komunikatów np. braku paliwa do agregatu, po czym kosztowało nas to 3 razy więcej niż jakby było załatwione na czas, “jestem out” odpisane po kilku godzinach, kiedy to wszyscy bardzo potrzebowaliśmy właśnie tego drugiego współorganizatora, mającego zobowiązania w tym czasie, gdzie najważniejszym było zastąpienie w miarę możliwości mnie, ze względu na fakt świeżej kontuzji kolana i poruszania się ledwo o kulach…

Cała sytuacja skończyła się tak, że ową osobę przyprowadziła do nas w niedzielę nad ranem ochrona, ponieważ nie było na to innego sposobu. Gdyby tego było mało, gdy owa osoba dowiedziała się, że mamy stratę finansową i zgodnie z umową nie dostanie wynagrodzenia (a nazywała się moim przyjacielem…), zabrała wszystkie pozostałe osoby znajdujące się na terenie i pojechała zostawiając mnie o kulach z zepsutym autem, bez jedzenia, na dosłownym końcu świata. Zostawiając masę śmieci do ogarnięcia, ponieważ nie mogłam liczyć też na wielu wolontariuszy, mających między innymi sprzątanie jako obowiązek. Dodatkowo druga osoba, która pracowała również na długo przed samym TMOR CAMP zgodnie z naszą umową dostała 6 tysięcy. Osobiście nie zarobiłam na tym projekcie. Nie oszczędzałam, ponieważ najważniejsze dla mnie było stworzenie wyjątkowego doświadczenia jak i idealnego planu filmowego, stąd na przykład do scenografii zostały zaproszone profesjonalistki – wielokrotnie nagradzana Honorata Martin oraz Julia Porańska, zajmująca się scenografią w teatrach na codzień.

4. Dlaczego pracownicy byli zmuszani pracować 48 godzin albo i więcej?

Żaden pracownik nie był zmuszany do pracy 48 godzin albo i więcej. Jeśli zamiast odpoczywać szli w tango, mogło im się wydawać, że ciągle pracują.

5. Skąd wziął się pomysł na to by dziewczynę, która przedawkowała narkotyki, wywieźć poza teren festiwalu – o czym zdążyła mnie poinformować większość rozmówców?

Tą sytuację opisywałam już jakiś czas temu wstawiając zdjęcie kapelusza, który wykonała dla mnie w podziękowaniu za to jak ją potraktowałam dzień wcześniej i jaka byłam dla nich dobra. Pomysł pojawił się od wyżej wspomnianych ratowników medycznych, którzy nie znali języka angielskiego i nie byli niestety w stanie porozumieć się z dziewczyną ani jej chłopakiem. Zadzwonili do mnie przez ochronę, żebym przyszła i pomogła ją wyprowadzić, ponieważ zamówili karetkę. Nie było łatwo, dziewczyna ciągle wpadała w ataki paniki, nie miało to zbyt wiele współnego z przedawkowaniem, zważając na fakt, że drugiego dnia znów była radosna i pełna energii, a karetka nawet jej nie zabrała do szpitala, pomimo tego, że wg ratowników kilkanaście minut temu “schodziła”.

6. Czy uważasz, że na 4 dni festiwalu jeden kontener z dwiema toaletami i dwa prysznice to wystarczające zaplecze sanitarne mające zapewnić komfort setkom uczestników?

Kontener mieszany to świetne rozwiązanie w stosunku do drewnianych homemade prysznicy, których liczba rzadko kiedy przekracza dwa na taką samą lub nawet większą ilość osób w przypadku projektów odbywających się na świeżym powietrzu. Toalety w kontenerze były dwie, a do tego dwie w budynku głównym. Na czas awarii kontenera, który się zatkał, a skontaktowanie się z firmą w celu załatwienia naprawy kończyło się fiaskiem, otworzyliśmy dodatkowy prysznic z toaletą w budynku głównym. Na samym ośrodku w towarzystwie namiotów campingowych znajdowało się prawie trzydzieści domków i kilka prywatnych hotelowych pokoi, każdy wyposażony w prywatną toaletę z prysznicem.

7. Dlaczego osobie towarzyszącej jednego z artystów nagle została podniesiona stawka za nocleg (o 30 zł) bez wcześniejszej konsultacji?

Nic mi o takiej sytuacji nie wiadomo. Zapytałam również artist care polskich artystów i wstawiam odpowiedź poniżej.

TMOR Camp

 

8. Na jakiej podstawie pobrano od wolontariuszy depozyt w wysokości 145 euro (dowód w postaci maila) i dlaczego im go nie zwrócono do 6 czerwca, czyli do dnia, kiedy każdy miał zapewnienie o jego zwrocie?

Deposit z angielskiego to kaucja, nie depozyt. Są to dwa różne pojęcia. Depozyt – to przechowanie pieniędzy, a kaucja to określona suma pieniędzy, której zadaniem jest zabezpieczenie roszczeń w przypadku niewywiązania się lub niedbałego wykonania umowy. Kaucja może być wykorzystana na pokrycie strat wynikłych z realizacji umowy. Kaucja nie została zwrócona w przypadku zaledwie kilku osób, które na początku deklarowały chęć wolontariatu, a później urwał się z nimi jakikolwiek kontakt i zostawiły nas samych z całą pracą. Podobny system był stosowany w przypadku Ploetzlich Am Meer, gdzie żeby podjąć się wolontariatu, trzeba było rónież zapłacić kaucję. To było przedostatnie Nagle, gdy pracowałam jako wolontariusz zbierając śmieci podczas wydarzenia, pomimo tego, że aspirowałam ku bardziej artystycznym zajęciom. Pamietam, że trochę się stresowałam, że mogę nie dostać prawie 500 zł spowrotem, więc bardzo się starałam

9. Dlaczego części artystów nie została udzielona pomoc z zakresu transportu, przez co sami na własną rękę i z własnej kieszeni musieli zapłacić za samolot, pociąg itd.?

Każdy artysta, który nas poinformował o problemach, miał udzieloną pomoc z zakresu transportu. Jeśli trzeba było się dodatkowo rozliczyć za coś, za co artysta płacił z własnej kieszeni, było to uregulowane niezłocznie po otrzymaniu faktury lub okazaniu biletu.

10. Czy uważasz, że sprzątanie toalet bez rękawiczek czy zbieranie śmieci bez worków na śmieci jest należytym wyposażeniem mającym zapewnić czystość w trakcie festiwalu?

Był przez pewien moment problem z rękawiczkami, natomiast ciągle informowaliśmy, że mają je w dość sporych ilościach ratownicy medyczni, których niestety wolontariusze “nie mogli znaleźć”. Jeśli chodzi o worki i środki czystośći, to zapas był na bieżąco uzupełniany.

11. Dlaczego niektórym wolontariuszom i pracownikom nie został przydzielony nocleg pomimo tego, iż każdy miał mieć takowy zapewniony?

Wolontariusze pracujący podczas planu filmowego mieli zapewnione miejsce na polu campingowym, nigdy nie mieli powiedziane, że na czas kręcenia na planie filmowym będą mieli nocleg w domku. Jeśli chodzi o pracowników, to nikt nie został zmuszony do opcji bez noclegu. Nie mogę odpowiadać za sytuacje, w których gdy brakuje noclegu na ośrodku, pewne osoby decydują się zająć niestandardowe pomieszczenie. Jeśli jakikolwiek pracownik czuł się źle, powinien w takiej sytuacji poprosić organizatora o nocleg gdzie indziej. Z przyjemością bym go zapewniła gdybym tylko otrzymała taką informację.

TMOR Camp

Fot. David Burgos aka madnegative

Epilog

Historie przeze mnie przedstawione nie miały prawa się wydarzyć. Gdyby nie pomoc wszystkich pokrzywdzonych do dzisiaj zapewne tkwiłby wyłącznie w świadomości osób zaangażowanych w przedsięwzięcie. O powstaniu tekstu nie byłoby w ogóle mowy. Pewnie dlatego, że mało wiarygodnym artykułem byłyby osobiste odczucia spisane na papier bez podparcia jakimkolwiek innym źródłem niż jedna czysto spontanicznie zasłyszana plotka.

W trakcie pisania dostałem od Pauli dość proste wydawać by się mogło pytanie: „Nie jest Tobie ciężko czytać tyle gówna o jednej osobie?”. Z jednej strony łatwo, ponieważ przyzwyczaiłem się, że w życiu nic mnie już nie zaskoczy. Z drugiej, nie zdawałem sobie sprawy z eskalacji absurdów i pomyłek mających miejsce w trakcie TMOR Camp. Bo o ile jestem w stanie zrozumieć fuck upy wynikające ze złej komunikacji, niedomówień, złego zarządzania czy problemów natury – nazwijmy to – organizatorskiej, tak manipulacja, nieuczciwość, chciwość i zwykły wyzysk nie będą nigdy przeze mnie akceptowane.

Tym bardziej jestem wdzięczny każdemu, kto dołożył swoją cegiełkę do powstania tego tekstu. Artystom, wolontariuszom, koordynatorom, ratownikom medycznym, pracownikom, przyjaciołom i wszystkim innym, których przez ten czas spotkałem na swojej drodze. Bez Was, prawda nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Bez Was, organizatorka The Meaning Of Rave Camp traktowałaby wszystko to, co miało miejsce, jako normalny element budowania sceny. Tylko jakim kosztem?

Wydarzeń takich jak te zapewne było i pewnie będzie jeszcze dziesiątki. Niektóre w mniej i lub bardziej obszerny sposób ujrzą światło dzienne, czy to za sprawą posta na Facebooku czy zwykłej opowieści przy piwie w gronie znajomych. Tym artykułem, chcę wyrazić brak zgody na tego typu zachowania na naszej scenie. Historie tego typu zasługują na rozgłos znacznie przekraczający facebookowe zasięgi i pocztę pantoflową. Mając możliwość publikowania swoich tekstów na łamach Muno.pl poniekąd wierzę, że wszyscy, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji co moi rozmówcy, wyjdą z szafy i na drugi raz odważniej podejdą do problemu, a przede wszystkim, że unikniemy takich sytuacji w przyszłości.

Ktoś, kiedyś napisał, że milcząc przyzwalamy na zło. I choć mowa jest srebrem, a milczenie złotem, w tym przypadku jest dokładnie na odwrót.

________________

W związku z pojawieniem się screenów z moich prywatnych rozmów z października ubiegłego roku z organizatorką TMOR Camp chciałbym najmocniej przeprosić wszystkie osoby zaangażowane w powstanie tego tekstu. Moje prywatne relacje z organizatorką TMOR Camp pozostają bez związku z relacją osób uczestniczących TMOR CAMP i uznających się za poszkodowane. Wiem, że to może nadszarpnąć Wasze zaufanie do mnie, ale głównym celem artykułu nie była prywatna zemsta na organizatorce TMOR Camp, a przede wszystkim próba ukazania patologii towarzyszących i ujawnionych przez pracowników i współpracowników TMOR CAMP.

 

Polub muno.pl na Facebooku:

BOILER ROOM X INSTYTUT FESTIVAL

Biletomat.pl
195 PLN

Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →