Podsumowanie 2012 – Łukasz Napora

Artykuł

Podobnie jak przed rokiem, do naszego podsumowania zaprosiliśmy dziennikarzy muzycznych z całego kraju. Na pierwszy ogień idzie Łukasz Napora z radiowej Czwórki.

Łukasz Napora, dziennikarz, DJ, producent, rzecznik prasowy Audioriver, oraz współzałożyciel nieistniejącego już serwisu Soundrevolt.com. W każdy czwartek prowadzi audycję w Czwórce Polskim Radiu.

Zapraszamy do zapoznania się z podsumowaniem roku 2012, stworzonym specjalnie dla Muno.pl:

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

PODSUMOWANIE ROKU 2012 – ŁUKASZ NAPORA (Audioriver/Czwórka)

Na wstępie muszę przyznać, że nie przepadam za podsumowaniami roku w muzyce. Przecież płyt i utworów wychodzi w tej chwili tak wiele, że nie sposób znaleźć redakcję, która słyszałaby wszystko i miała prawo napisać: „lepszych płyt niż te, świat w tym roku na pewno nie słyszał”. Ja – w każdym razie – mogę pisać tylko i wyłącznie o podsumowaniu mojego roku. Nie wszystko jednak w tym tekście będzie oparte na subiektywnych ocenach i doświadczeniach. Będzie też trochę bezsprzecznie obiektywnej prawdy. A prawda jest taka, że trudno podsumować rok 2012 bez odniesienia się do Ultra Music Festival, który w lipcu miał się odbyć w Warszawie.
Miał, ale – jak pewnie wszyscy czytelnicy Muno.pl doskonale wiedzą – został odwołany na jakiś tydzień przed planowaną datą wydarzenia. Będąc rzecznikiem Audioriver i nie chcąc być posądzanym o stronniczość, staram się zawsze trzymać zasady, by o innych festiwalach mówić tylko dobrze albo wcale. Jednakże to, co wykonali organizatorzy polskiej edycji Ultra Music Festival, powinno być piętnowane z każdej możliwej strony. Mieliśmy się cieszyć z wielkiej amerykańskiej marki, która miała spaść – niczym manna z nieba – na nas, biednych Polaczków. W pierwszej puli mieliśmy zapłacić jedyne 340 zł plus jakiś niedorzeczny koszt wysyłki w kwocie 100 zł za występy m.in. Tiësto, Kraftwerk, Richiego Hawtina i Johna Digweeda. Szkoda mi osób, które zapłaciły za bilety i nie mogły iść na swoich ulubionych artystów. Jeszcze bardziej szkoda tych, którym organizator do dziś nie zwrócił pieniędzy za wejściówki. Niemniej jednak ta impreza po prostu nie miała szans się udać! Cena? Z kosmosu jak na polskie warunki. Line up? Świetne nazwiska, ale bardzo wymieszane, więc – na przykład – fan techno miał tylko kilka gwiazd, które były dla niego. Pozostałe, jak Afrojack czy Above & Beyond, zupełnie go nie interesowały. Zapłacić 440 zł za występ kilku DJ-ów? Nie sądzę… Za organizację Ultra Music Festivalu wzięli się skrajni ignoranci albo zwykli oszuści i następnym razem, gdy zobaczę taką akcję, będę krzyczał zawczasu. Część osób pomyśli pewnie, że będę się w ten sposób starał podkopywać konkurencję Audioriver, ale trudno. Może mniej ludzi zostanie na lodzie.
A co z najlepszą muzyką 2012 roku? To był dla mnie szczególny okres, bo sporą część wszystkich weekendów spędziłem na graniu w klubach. Ta przygoda – która obecnie jest odłożona na bliżej nieokreślony czas – i wewnętrzna potrzeba miksowania ciągle to nowych numerów, sprawiły, że słuchałem przede wszystkim techno, tech house’u i tanecznego house’u (nie mylić z tym modnym, rozlazłym). Czy będę teraz wymieniał najlepsze kawałki klubowe, które po prostu rozrywały parkiety? Nie, bo nawet tych najlepszych numerów nie byłem w stanie zagrać więcej niż dwa-trzy razy. Po prostu szybko mnie nudziły, a nie sądzę, by coś co męczy po kilku przesłuchaniach, zasługiwało na wymienienie w podsumowaniu roku. Większość muzyki klubowej ma dziś skrajnie krótką przydatność do spożycia – niemal wszystko jest robione hurtowo. Jednym uchem wchodzi, a drugim wylatuje. I choć mam ulubionych producentów i ulubione numery, z premedytacją ich tutaj nie podam.
Piano Interrupted
Podam za to kilka tytułów, których słuchałem już kilkanaście i kilkadziesiąt razy, a pomimo tego nadal mi się nie znudziły. Album roku? Mam dwie płyty, które mną wręcz zawładnęły. Jedna wyszła niedawno i jest autorstwa pianisty Toma Hodge’a i francuskiego producenta Franza Kirmanna. Ów duet nazywa się Piano Interrupted, a jego debiutancki album „Two By Four” ukazał się na początku grudnia. Ta płyta to magiczne połączenie klasyki i elektroniki. Kompozycji i dekompozycji. Wspaniałych melodii i genialnych aranżacji. Nie chcę pisać zbyt wiele, by nikomu nie zepsuć niespodzianki. O drugim ukochanym albumie też nie będę się rozpisywał, ale już z innych powodów. „What’s The Meaning?” kwartetu Mole to płyta jazzowa, a na tym gatunku znam się za słabo, by się wymądrzać. Co ciekawe, w ogóle nie przepadam za jazzem, a ten album rozłożył mnie na łopatki, więc albo ta płyta jest tak dobra, albo ja się powoli otwieram także na ten gatunek.
Najlepsze utwory? Jedna z moich ulubionych grup rockowych, North Atlantic Oscillation, wydała kolejny udany album, na którym znalazł się numer „Empire Waste”. O tę ścianę dźwięku obijałem się wielokrotnie, z premedytacją i wielką przyjemnością. Poza tym jeden z najciekawszych raperów jakich znam, Busdriver, wydał swoją najdojrzalszą jak dotąd płytę. W dużych dawkach jego głos i pomysł na muzykę mogą być męczące, ale większość patentów zastosowanych na płycie „Beaus$Eros” wprawia w zdumienie i zachwyt.
Busdriver
Nie znaczy to jednak, że w 2013 roku zupełnie odwrócę się od tanecznych klimatów. Nic podobnego, bo pomimo ulotnej natury dzisiejszego house’u i techno, nadal są to najczęściej i najchętniej słuchane przeze mnie brzmienia. Poza tym do klubów coraz bardziej przyciąga mnie muzyka garage, 2-step i UK funky, więc jeszcze nie raz spotkamy się wszyscy na parkiecie.
Tekst: Łukasz Napora
www.lukasznapora.com

Visual – Piano Interrupted from Guillaume Massol on Vimeo.

Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →