Drum & bassowe podsumowanie 2018: Buhhaj (175 BPM)

1 161
News
Drum & bassowe podsumowanie 2018: Buhhaj (175 BPM)

"Cichym zabójcą każdego gatunku muzycznego jest stagnacja i brak nowego narybku w obszarze siły kreatywnej. Na całe szczęście nie można tego powiedzieć o muzyce drum and bass" - Łukasz "Buhhaj" Brzozowski z ekip 175 BPM i WSTRZĄS podsumowuje 2018 rok.

Ostrożnie podchodzę do wszelkiego rodzaju podsumowań, ponieważ przy ich tworzeniu zbyt łatwo popaść w encyklopedyczny ton. Pewnie, że moglibyśmy tu rozłożyć na części pierwsze listę TOP 100 najlepiej sprzedających się kawałków minionego roku, ale w ten sposób chyba zbyt łatwo zgubić „ducha” tego pokręconego fragmentu branży muzycznej.
Pamiętam, że w okolicach lutego miałem za zadanie przygotować plakat na imprezę DNB w jednym z większych polskich miast. Gdy zaprezentowałem skończone dzieło właścicielowi klubu, ten z niesmakiem nakazał mi zrezygnować z tego projektu na rzecz czegoś „bardziej brudnego i podziemnego”. Złapałem się za głowę. Przecież nasz ukochany drum and bass już dawno z tego podziemia wylazł, co więcej, otrzepał się z kurzu, piachu oraz brudu i z powodzeniem wdarł się na klubowe salony i estrady całego świata. Pewnie – tu i tam artyści i promotorzy dnb postrzegają jeszcze swoje środowisko jako kulturę ściśle undergroundową, ale patrząc na to trzeźwym okiem, nie można dawać takiemu podejściu zbyt dużych szans na przetrwanie.
Cichym zabójcą każdego gatunku muzycznego jest stagnacja i brak nowego narybku w obszarze siły kreatywnej. Na całe szczęście nie można tego powiedzieć o muzyce drum and bass, która bez wątpienia przeżywa swój renesans, a jednocześnie ma najlepsze od dawna warunki do rozwoju. Producentów przybywa, wytwórnie mnożą się bez opamiętania, a DJe mają komfort wyboru na skalę w tym biznesie dotąd niespotykaną. Mało kto oparł się, by zawrzeć w secie „Hold Your Color” w remiksie Noisia, ale chyba też nikt nie miał tego za złe, bo numer wywala nas z butów teraz i to samo będzie robił za rok, dwa czy pięć.

Odświeżenie klasyka od Pendulum to nie jedyne dzieło sztuki, w którym trio z Holandii maczało swe producenckie palce. Kiedy myśleliśmy, że w neurofunku a.d. 2018 już nic się nie wydarzy, wpadł nagle Mefjus cały na biało ze swoim monumentalnym „Manifestem” wydanym nakładem Vision Recordings i postanowił jasno wytłumaczyć, jak powinna brzmieć dobrze zaprogramowana perkusja.

Neurofunk, rozgoszczony na swoim tronie najpopularniejszej odmiany dnb ostatnich lat, nie wiedział jednak, że w cieniu, ze sztyletem w dłoni, czai się nowy zawodnik. W zasadzie trzech zawodników. Samozwańczy Kings of The Rollers, czyli Serum, Bladerunner i Voltage do spółki z MC Inja, stworzyli supergrupę, która była dokładnie takim powiewem świeżości, na jaki zasługiwaliśmy. Nie wiem kto pierwszy wymyślił charakterystyczny dźwięk zwany „ship horn”, ale moim zdaniem był to Tyke w swoim utworze „Buzzards” dobre 7 lat temu. Wówczas scena nie była na to gotowa, ale dzisiaj rynek przesycony dość powtarzalnymi kompozycjami jest w pełni gotowy na ekstrawagancję. Prócz powyższych nie można zapomnieć o Benny L, Bou i Turno, którzy nowymi kompozycjami przesuwali granice w zasadzie co miesiąc. Ten ostatni, w duecie z mocarnym A.M.C, uświadomił nas, że mariaż neuro i jump up’u nie tylko jest możliwy, ale może brzmieć elegancko i precyzyjnie, a nie jak dancing dla klaunów.
A co na naszym rodzimym podwórku? Mamy Polaka w RAM Records – pochodzący z Tarnowa Living Plastic zasilił szeregi tej legendarnej wytwórni, dając nam wszystkim powód do dumy. Liczba wysokiej klasy bookingów była chyba najwyższa w historii – Noisia, A.M.C, Mefjus, Magnetude, Loadstar, DC Breaks, London Elektricity, State of Mind… Lista zdaje się nie mieć końca, promotorzy stawali na rzęsach, by zadowolić wilczy apetyt publiczności, a artyści zwiedzili nasz kraj od Bałtyku po Tatry. Klasyków też nie zabrakło, ale jeśli coś jest w życiu pewne, to śmierć, podatki i to, że Black Sun Empire zagra w Polsce przynajmniej trzy razy w roku.

W 2019 roku życzę sobie tego samego co w 2018, tylko więcej. Świetnych bookingów, pięknej publiczności i wysokiej klasy nagłośnienia. Mamy kreatywną, mocną i zaangażowaną scenę, a bycie jej częścią jest po prostu zaszczytem.

fot. Bartek M. Photographer