Podsumowanie 2012 – Norbert Borzym

Artykuł

Swoje spostrzeżenia dotyczące sceny muzycznej AD 2012, zebrał i spisał dla nas dziennikarz radiowej Czwórki, współtwórca kolektywu Last Robots, jeden z najbardziej doświadczonych DJ'ów w kraju - Norbert Borzym aka DJ Bert

PODSUMOWANIE 2012 – NORBERT BORZYM (Czwórka Polskie Radio/ Last Robots)

W roku 2012 niezwykle modnym stało się słowo „hejter”. Ludzi plujących jadem można znaleźć wszędzie – na forach dyskusyjnych o filmie, polityce i muzyce.

Nie mam nic przeciwko wyrażaniu opinii, o ile jest to konstruktywna krytyka, a nie podszyte kompleksami i emocjami bezmyślne ataki.

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Niestety, wyrażanie opinii, zwłaszcza negatywnej często jest postrzegane jako „hejterstwo”. Tak więc Swedish House Mafia uznała DJ Sneaka za „hejtera”, bo ten publicznie powiedział, że Szwedzi niewiele mają wspólnego z prawdziwym housem, a co najwyżej z komercją. Amerykanin nie mylił się, choć rozdmuchana w internecie afera, nie zasługiwała na taką uwagę. Na pewno na „nienawiść” zasłużył klub The Mansion w Miami. Do florydzkiej dyskoteki trafił DJ Shadow, który został przegoniony zza deków przez właściciela (bo nie grał komercji). Ktoś nakręcił film i chwilę później wiedział o tym cały świat.

DJ Shadow

Wszystko to zasługa internetu – medium bez którego dzisiejszy świat nie mógłby się obejść. A w internecie dzieje się i to dużo. Walutą stały sie lajki, a liczba wyświetleń na youtubie ma dziś taką wartość jak sakwa pełna złotych guldenów w średniowieczu. Lajki zbiera sie też na fejsowych fanpejdżach. Zgodnie z myślą Machiavellego, że cel uświęca środki – liczy się liczba lajków, a nie sposób ich zdobycia. Dużo mówi się o didżejach i producentach (nie tylko polskich, ale i zagranicznych), którzy lajki kupują.

Muzyczna pauperyzacja (lub jak kto woli komercjalizacja) jest widoczna także w Polsce. W tym roku poproszono mnie, żebym zagrał „Ona tańczy dla mnie”, „coś co gra się w Warszawie, bo ja bywam w klubach w Warszawie, a tego się nie gra” oraz „przeboje z radia, a nie jakieś techno”. I takie jest właśnie gros polskiej publiki – prymitywne i słuchające znanych melodii z komercyjnych stacji. A rozgłośni grających niekomercyjną muzykę jest coraz mniej – na zakończenie roku Roxy, „jedyna rozgłośnia grająca muzykę alternatywną” (szumne to słowa i nieprawdziwe), postanowiła przejść na ciemną stronę mocy i zrezygnowała z muzycznych audycji autorskich. Na antenie znowu mają zagościć znane przeboje.

Weekend

Na szczęście wciąż jest Czwórka (i kilka mniejszych rozgłośni, np. Kampus), która prezentuje muzykę nowoczesną i niekomercyjną.

Tak naprawdę jednak nie jest aż tak źle. W 2012 roku miało miejsce dużo ciekawych i wartych odnotowania wydarzeń. Cieszy mnie nominacja Audioriver w notowaniu UK Festival Awards 2012. Płocki festiwal wprawdzie nie wygrał, ale i tak to duży i zasłużony sukces. Zgodzi się z tym każdy, kto był na tegorocznej edycji Audioriver.

W 2012 roku w Polsce wystąpili artyści, na których czekałem całe lata. Na Openerze zagrali New Order, niestety bez charyzmatycznego Petera Hooka, który z kolegami nie chce mieć już nic wspólnego. Zagrali też Justice, tak gorąco wyczekiwani przez młodzież. Trudno powiedzieć, jaki charakter miał ich występ, bo  Francuzi więcej machali do dzieciaków niż kręcili gałami. Gwiazdy czasami schodzą na ziemię – już po występie jeden z członków grupy pojechał do Sopotu, gdzie doskonale bawił się do białego rana z nowo poznanymi kompanami.

Justice

W osłupienie, a potem w rozbawienie wprawił mnie Francuz Kavinsky, który w trakcie występu w Płocku zgasił sobie papierosa na gołym przedramieniu. I to na oczach tłumu. To był zresztą najjaśniejszy moment setu Kavinskiego, który można zaliczyć do bardzo mizernych. W Polsce wystąpił też po raz pierwszy długo wyczekiwany przeze mnie Leftfield. Brytyjczycy, którzy przed laty zasłynęli z tego, że uszkodzili słuch kilkuset osobom, tym razem, na szczęscie, grali ciszej. Na uwagę, zasługuje też Tauron Nowa Muzyka, jeden z najciekawszych festiwali w Polsce. W ubiegłym roku byłem w Katowicach po raz pierwszy i zapewne pojawię się i w tym roku.

Jednak miano najlepszego festiwalu otrzymuje Bestival (główna nagroda według UK Festival Awards 2012). Czterodniowy festiwal odbywał się w rezerwacie przyrody na angielskiej wyspie Wight.  Jak co roku obowiązywał dresscode – tym razem motywem przewodnim był WILDLIFE, dlatego nikogo nie dziwiły tłumy przebrane za lwy, małpy, lisy, niedzwiedzie i pszczoły. Zagrali tam prawie wszyscy artyści, których słyszeliśmy na polskich festiwalach oraz dużo dużo więcej. Headlinerem był Stevie Wonder (rewelacyjny występ), obok którego zagrali m.in. Florence & The Machine, New Order, Kevin Saunderson, Hot Chip, The xx, Justice i Soulwax. Rewelacyjna organizacja, świetna pogoda, przyjazna atmosfera – to wszystko sprawiło, że chcę tam wrócić.

Na Bestivalu usłyszałem też świetny występ Django Django, szkockiej grupy, która nagrała, według mnie, najlepszy album 2012 roku (zatytułowany Django Django). Jestem przekonany, że będzie o nich bardzo głośno w tym roku. Także na Bestivalu usłyszałem najlepszego didżeja – Grega Wilsona, legendę brytyjskiej sceny klubowej. Anglik wygląda na 40 lat, choć ma 52, a granie wciąż sprawia mu niesamowitą frajdę. Jako jeden z niewielu ludzi na świecie Wilson wykorzystuje magnetofon szpulowy z lat 80., z którego do setów dodaje różne efekty dźwiękowe.

Na koniec szybkie podsumowanie:

Za najlepszy klubowy utwór roku uważam „Inspectora Norse” Todda Terje, zaś najlepszy polski album nagrała grupa Kamp! Z uwagą śledzę poczynania Psychemagik i Waze & Odyssey, i to właśnie im kibicuję w 2013 roku.

Wszystkiego dobrego!

Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →