Podsumowanie 2013 – Paweł Chałupa (muno.pl)

5 095
Artykuł
Podsumowanie 2013 – Paweł Chałupa (muno.pl)

Czołowy technoturysta Muno.pl - Paweł Chałupa, treściwie opisuje swoje przygody z rokiem 2013. Kto nie miał okazji lub czasu sprawdzić największych festiwali ostatnich 12-stu miesięcy - zapraszamy na wyjątkowe resume...

RETROSPEKCJA
Rok 2013. W berlińskim metrze starsza para rozmawia o tegorocznym sezonie Svena na Białej Wyspie…
Amsterdam i tamtejsze after parties gromadzą publikę ze średnią wieku powyżej 30 lat – takie obrazki zaczynają być standardem, zwłaszcza w miejscach z zaawansowanie rozwiniętą kulturą klubową…
USA i produkowana tam muzyka pop czerpie garściami z europejskiego ‘nowoczesnego, parkietowego’ brzmienia, stając się przy okazji jeszcze większą tandetą niż jest.
Burning Man zaś w ostatnim czasie z lokalnej, autonomicznej inicjatywy muzyczno-kulturowej zyskał miano masowego obiektu kultu…
Rynek azjatycki zwariował na punkcie charakterystycznych dj-ów, którzy swoim czarnym ‚image’ przyjmują tam postać super bohaterów – jak choćby ubóstwiany Black Asteroid z CLR…
Moskwa zaczęła być ważnym punktem na klubowej mapie świata, ze swoim osławionym, wg wielu najlepszym techno klubem na świecie, Monasterio.
Muzyka taneczna w różnych miejscach na świecie przeżywa coś, co było nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu. Z różnymi skutkami.
MUZYCZNE PUZZLE
Możliwość przebywania na największych halowych imprezach w Mannheim czy Ghent, jeszcze kilka lat wstecz uchodziła w moich kategoriach za swoisty muzyczny Mount Everest . Z czasem przyszły 24-godzinne maratony w Berghain, na których zebrane doświadczenia stanowiły mocne podwaliny do osądu, iż nic nie jest już w stanie zrobić na mnie większego wrażenia.
Radar nie wskazywał innej alternatywy, mogącej wnieść coś więcej w kształtowaniu mojego wewnętrznego poglądu na temat muzyki elektronicznej. Powrót myślami do minionych dwunastu miesięcy utwierdza mnie jednak w przekonaniu, iż muzyka ta jest jak niekończąca się układanka puzzli – każdy miesiąc odkrywa coś nowego, myśl, że już się wszystko widziało i słyszało szybko jest stłamszona przez jej naturalny, ciągły rozwój.
To w końcu definicja sensu jej istnienia – dzięki technologii i przenikaniu się między gatunkowym muzyka ta nieprzerwanie odkrywa tereny jeszcze nam nieznane. Nic nie wskazuje, aby miało się w tej materii coś zmienić. Dobrze trafiliśmy.
POLSKA A ZAGRANICA
Ten rok okazał się wyjątkowy z kilku powodów. Scena z szeroko pojętą elektroniką w Polsce z dnia na dzień wydaje się coraz mocniejsza. Powiększająca się grupa ludzi zaczyna kojarzyć ów nurt z czymś interesującym – zjawiskiem charakteryzującym się bogatym wachlarzem brzmieniowym, dzięki któremu każdy tu znajdzie swoje własne miejsce.
Poprzez umiejętną sztukę muzycznej edukacji przez niektóre podmioty w Polsce, ludzie przestają kojarzyć np. techno z pustą, ubogą w przekaz, narkotykową łupanką. Odnoszę się do naszego podwórka, gdyż obcując z kulturą „klubową” w innych krajach mam wrażenie, iż sukcesywnie zanika tam granica między ‘mainstreamem’ a ‘undergroundem’.
To muzyka puszczana w radiach i kawiarenkach, w niemieckich galeriach handlowych spotkać można młodych wilków, grających deep house z placków. Nadal jesteśmy w tyle za większością – i to o więcej niż jedną długość. Ale jest lepiej.
Audioriver pierwszy raz w historii swojego istnienia ogłosił sold out. Zarówno płocki festiwal jak i kilka pozostałych, programowo stojących na najwyższym levelu nie ma się już co martwić o sukces frekwencyjny. W Polsce jest parcie na ambitną muzykę elektroniczną i koniec kropka.
Do klubów zaczęli przyjeżdżać pierwszoligowcy, na niektórych trzeba było czekać kilka tłustych lat. Niestety przepaść między bogactwem elektroniki w Warszawie, Krakowie i Poznaniu a resztą kraju wciąż pozostaje zbyt duża, aby mówić o progresie w skali ogólnopolskiej.
Kwestia najważniejsza, dająca podwaliny do budowania profesjonalnej, zdrowej, będącej obiektem masowym sceny a nie tylko zajawką grupy klimaciarzy to producenci. I tu zaczyna się problem – podniecanie się światowym sukcesem Catz ‘N Dogz i Sienkiewicza od kilku lat to chwytanie się brzytwy przez tonącego. Mamy słownie dwóch przedstawicieli z międzynarodową sławą, grających na najważniejszych festiwalach i klubach na świecie. Za mało.
TECHNOTURYSTYKA NA KARTACH
Na Polskim rynku poza świetną muzyką, dzienne światło ujrzały dwie książkowe propozycje, absolutne „must have” każdego miłośnika elektroniki. Pierwsza to „Kraftwerk” Davida Buckleya, biografia traktująca o pionierach naszej ulubionej muzyki. Nie wyobrażam sobie nie wiedzieć choćby podstawowych informacji na ich temat – w końcu to, co jest dzisiaj, jest dziełem tego, co stworzyli w latach 70’ „ludzie-maszyny”.
Drugi tytuł „Zagubieni w dźwięku” Tobiasa Rappa to intrygująca wycieczka w głąb berlińskiej sceny klubowej. Solidny kawałek historii najważniejszego dla muzyki technicznej miasta na świecie. Poza zjawiskiem techno turystyki, sporo dowiemy się o kultowych klubach, Villalobosie, polityce, zachodzących wewnątrz społecznych zjawiskach i osławionej na całym świecie kulturze afterowej. Miłość do techno to miłość do Berlina. Obowiązek!
PIOSENKI O TECHNO
Muzycznie to był wyjątkowo niezły rok, zwłaszcza, jeśli chodzi o albumy na mojej ulubionej półce techno. Na wyróżnienie trzy LP, płyty, co do których przekonany jestem, że często powracać będą w moich słuchawkach. Pierwsza z nich to Avianowe dzieło poschizowanego duetu ze Szwecji o prostej nazwie SHXCXCHCXSH. Album nazwali jeszcze śmieszniej -„STRGTHS”. Wbijające odbiorcę mocno w ziemię, nowoczesne, przemyślane, siarczyste techno – będzie o tych panach w maskach jeszcze głośno. Polecam zobaczyć gości na żywo – wyjątkowo eksperymentalna sprawa.

Srebrny medal wędruje do wytwórni Token i ich najważniejszego dziecka w tym roku – albumu „Frames of Reference” niejakiego Ø [Phase]. Ashley Burchett nagrał płytę ciężką, surową, minimalistyczną w przekazie – pomimo tej oszczędności album gęsto ocieka energetycznym techno. Majstersztyk.
Na podium wskakuje jeszcze weteran Berlińskiej sceny Marcel Dettmann – ze swoim drugim krążkiem „Dettmann II”, naczelny rezydent Berghain kontynuuje kierunek, obrany na swoim debiutanckim albumie. Jest niepokój, mrok i tajemnica – słuchając płyty robi się klaustrofobicznie. Palce lizać.
Z nieco innych terenów nie sposób zapomnieć o albumach Boards of Canada, Autechre i Trentemollera. Tych najlepszych cechuje to, że nigdy nie pozwolą sobie zejść poniżej swojego najwyższego poziomu – tak jest w przypadku wszystkich trzech płyt. Klasa światowa.
BYĆ ALBO NIE BYĆ
Od zawsze kibicowałem muzyce elektronicznej prezentowanej na żywo niż w domowym zaciszu. Płyty już nie porywają tak jak kiedyś a i obecne soundsystemy doszły do takiego pułapu, że już lepiej raczej nie będzie.
Melt! Festival i Amsterdam Dance Event to wydarzenia, z którymi podpisałem dożywotnie kontrakty. Pierwszy ma miejsce w połowie lipca, nad jeziorem pod Berlinem w opuszczonej kopalni odkrywkowej – 40.000 ludzi nie może się mylić – to najważniejszy letni festiwal w Europie, kto wie czy nie na świecie.
Amsterdam kusi pięcioma jesiennymi dniami, gromadząc łącznie 450 imprez, dziesiątki konferencji i warsztatów – raj dla wkręconych w te klimaty. No i to miasto…

Polacy nie gęsi, swoje imprezy mają. Najlepiej wypadł Audioriver, którego program z roku na rok jest coraz ciekawszy. Xhin i Function udowodnili, że muzyka techno na płockiej plaży to coś, co trzeba kontynuować w następnych latach. Szkoda jedynie, że kolejny rok to ponowny zawód w związku z nieprzybyciem mojego faworyta ze składu.
Najpierw Luciano, z powodu pracy nad albumem (podejrzana sprawka, Lucek miał booking dzień przed i nazajutrz AR) a teraz Raresh, który wolał spędzić ostatni weekend lipcowy z rodziną, o czym nie wiedział jego agent.
Szef Vagabundos i cała załoga A:rpia:r na przyszłej edycji i zapominam o sprawie.
Z imprez klubowych pozamiatał głównie Pets Recordings Night we Wrocławiu, który miałem okazję współorganizować z ekipami Suck My Bass, C&C Bookings i Das Lokalem. Zupełnie nie dziwi tegoroczny złoty medal dla Dixona wg Resident Advisor – magiczne, przejmujące, wielowątkowe granie. Miód!
GET LUCKY!
Z ciekawostek na pewno trzeba napisać o powrocie Daft Punk w… no właśnie, ani to wielki, ani stary styl. Po prostu wrócili z jednym wielkim hitem i raczej tyle w temacie.
David Lynch genialnym reżyserem jest, nieco gorzej wypadła jego przygoda z muzyką elektroniczną. Miało być tak, jak przyzwyczaił nas w swoich filmach – psychodelicznie, eksperymentalnie, zaskakująco. Wyszło jedynie ciekawie.
No i Richie Hawtin, który zwariował na Ibizie. Co roku zapraszają się wzajemnie z Papą do wspólnego grania na swoich imprezach w Space i Amnesii – Ryśka ostro poniosło, najpierw nie potrafił zgrać dwóch kawałków, później wywalił mixer w publikę. Albo na odwrót. W każdym razie święci, wszystko wiedzący eksperci wielce się oburzyli, bo jak to tak przystoi ikonie gatunku. Jeśli chodzi o mnie – tak – lubię takie akcje.

SYLWESTRA CZAS ZACZĄĆ
Wszystkiego technicznego dla czytelników Muno.pl! Uważajcie na balach sylwestrowych. Ja nie zamierzam na swoim nieco przedwczesnym w Berlinie. Trzech króli na dole – Liebing, Mulero,Hood, wspomagani premierowo w tym miejscu przez Ninkę. Krzysiek z closing setem, rekord wisi w powietrzu. Poproszę podobny, cały nadchodzący rok.
text: Paweł Chałupa