Paul Kalkbrenner – Icke Wieder

Recenzje

Info

Data wydania:
2011/06/03
Ocena:
Wytwórnia:
Artysta:
„Berlin Calling”, czyli film, w którym wystąpił i do którego ścieżkę dźwiękową skomponował Paul Kalkbrenner okazał się zwrotem w jego karierze.  Od tej chwili, stał się postacią szalenie rozpoznawalną (głównie w Europie), bilety na jego koncerty rozchodziły się w mgnieniu oka, a on sam postanowił odłączyć się od wytwórni BPitch Control (z którą był przez długi czas związany) i tworzyć oraz wydawać muzykę na własną rękę.
Założę się, że większość osób zapytanych skąd zna Paula Kalkbrennera, odpowie, że właśnie z filmu „Berlin Calling”. Zapewne wiele z tych osób, swoją przygodę z jego muzyką skończyło właśnie na soundtracku, a szkoda, bo poza nim, Paul może pochwalić się o wiele szerszym dorobkiem artystycznym. Jego muzyka jest i zawsze była po prostu dobra, i nigdy nie było sensu spodziewać się wirtuozerii. W skrócie, Kalkbrennera dobrze się słucha w domowym zaciszu, jeszcze lepiej w klubie czy na festiwalu. Dlatego też nie spodziewałem się po najnowszym albumie Niemca cudów, ale liczyłem, że będzie trzymał swój określony poziom.
Pierwsze wrażenie? Po kilku minutach musiałem się upewnić czy słucham Kalkbrennera. Sprawdziłem i wyszło na to, ze się nie myliłem. „Icke Wieder” to jednak jego płyta. Dałem sobie chwilę na ochłonięcie, zacząłem słuchać jeszcze raz, tym razem już do końca, będąc pewnym zdobytych wcześniej informacji. Po godzinie obcowania z „Icke Wieder” byłem niemalże przekonany, że ten oto album to żart. Oczywiście po raz kolejny zostałem wyprowadzony z błędu. Ten twór to bowiem pełnoprawny album długogrający. 
Dziesięć utworów, z których dosłownie każdy jest tak bezpłciowy, że bardziej już nie można. Dziesięć utworów, z których ani jeden swoją żywiołowością nie jest w stanie dorównać nawet instrukcji do robota kuchennego. Dziesięć utworów, z których wszystkie sprawiają, że człowiek żałuje każdego wydanego grosza na zakup tego potworka. Słuchając „Icke Wieder” ma się przez cały czas wrażenie, że Paul Kalbrenner tworzył tę płytę na kolanie, pomiędzy jednym koncertem, a drugim i do tego był tak zmęczony, że mu się po prostu nie chciało. Ot, tworzenie dla tworzenia, którego efekty na ogół są mizerne. 
Mimo wszystko, aż dwa kawałki na płycie zwróciły moja uwagę, a mianowicie „Kleines Bubu” oraz „Des Stabes Reuse”. Trzeba przyznać, że niemalże od początku kojarzą się z soundtrackiem do „Berling Calling”. Z soundtrackiem wykastrowanym do granic możliwości, gdzie usunięto wszystkie dobre elementy, a pozostawiono i dodano takie, które sprawiają, że słuchanie tego to mordęga. Na siłę doszukując się jakichś pozytywnych stron tego albumu, można uznać utwór zatytułowany „Gutes Nitzwerk” za w miarę znośny, ale słuchanie go raz na tydzień to i tak za dużo.
„Icke Wieder” można potraktować na dwa sposoby. Pierwszy to trzymać się z dala od tego longplaya i w ogóle go nie tykać, a jeżeli już ktoś miał tego pecha, że go nabył – udać, że go w ogóle nie było i zapomnieć o tym, że Kalkbrenner takie „coś” wydał. Niestety, każdemu zdarza się wpadka i „Icke Wieder” jest idealnym przykładem, że nawet ludzie z bogatym doświadczeniem i umiejętnościami mogą dać plamę.
Bo przyznać trzeba szczerze, że ten album ze swoim stopniem skomplikowania, brakiem jakiegokolwiek klimatu oraz melodyjnością świetnie nadaje się do poradnika „Dziesięć najczęściej popełnianych błędów w procesie tworzenia muzyki”. Teraz pozostaje tylko liczyć na to, że Paul postanowi się zrehabilitować i następne wydawnictwo przynajmniej dorówna temu z „Berlin Calling” czego sobie i fanom Paula życzę.



Polub muno.pl na Facebooku:

Tracklista

01. Böxig Leise
02. Gutes Nitzwerk
03. Jestrüpp
04. Schnakeln
05. Kleines Bubu
06. Des Stabes Reuse
07. Sagte Der Bär
08. Kruppzeug
09. Schmökelung
10. Der Breuzen 

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →