Up To Date Festival – krew, pot i łzy? Jesteśmy na miejscu!

4 373
Artykuł
Up To Date Festival – krew, pot i łzy? Jesteśmy na miejscu!

Nasz redaktor śledził przez ostatnie 24 godziny organizatorów białostockiego festiwalu. Czy za hasłem "Pozdro Techno" kryją się krew, pot i łzy?

21 września, środa, Białystok, godzina 23:00…
Podjeżdża po mnie Lexus, a w nim Jędrzej i Cezary z Up To Date Festival. Chłopaki mają napięty grafik. Wracają własnie z Radia Białystok, gdzie odbyła się coroczna audycja na temat imprezy. Jedziemy opustoszałym już o tej godzinie miastem, wszystko błyszczy, właśnie skończyło padać. Kiedy mijamy sklep, przed którym pan Stanisław, główny bohater tegorocznego filmu promocyjnego, po raz pierwszy wyciąga siatę „Pozdro Techno”, rozmowa naturalnie schodzi na ten temat.

Przy produkcji wiele razy łzy nachodziły mi do oczu… nie chodziło już tylko o zrobienie znakomitego filmu na swój festiwal, ale też o honor ojca – stwierdza Cezary.
Mijamy piękny Pałac Branickich, w którym odbędzie się Salon Ambientu, a także kilka drewnianych zabudowań, pamiętających czasy przedwojenne, budki z kebabem, klub Metro, cerkwie i kościoły. Zafundowali mi Białystok w pigułce. Przed dotarciem na stadion odhaczamy też spożywczak. Niestety, „śmieciowe” kanapki królują w menu przed festiwalem, po prostu na nic innego nie ma czasu.
Docieramy na Stadion Miejski. Brama zaryglowana na głucho, głucho jest też w środku. Industrialna, szara, pełna rur przestrzeń parkingu jest idealnie wytłumiona. Widać jeszcze pobojowisko produkcji, sznurki, młotki, tablice, strecz i piłki tenisowe (?) walają się tu i tam. Na scenie Technosoul zainstalowano już częściowo oświetlenie, a Jędrzej z dumą zapowiada, że tegoroczna edycja będzie najlepiej nagłośnioną.

Za ścianą, scena Electronic Beats powoli wypełnia się poduszkami. Widok jest naprawdę imponujący, a obie sceny dzieli tylko ściana… bez trudu przeskoczysz ze sceny na scenę. Krótkie oględziny i pora spać. Nikt z organizatorów w ostatnich tygodniach nie spędził w łóżku więcej niż 5 godzin.
Kiedy rano wychodzę z hotelu, Jędrzej czeka na mnie w aucie drzemiąc. Jedziemy do biura festiwalu, przytulnej przestrzeni w klimacie DIY, w starej siedzibie radia Eska Białystok. Tutaj ekipa przychodziła zamawiać spoty reklamowe na pierwszą edycję, a później się tu wprowadzili. Działają jako stowarzyszenie, co oznacza, że często na wypłaty od miasta muszą czekać miesiącami. Z czegoś trzeba żyć, dwa etaty to norma, nie da się inaczej. W biurze podczas pracy leci ambient dla relaksu i „chamski” niemiecki rap dla rozładowania napięcia.

Robimy przerwę w kultowym barze mlecznym „Podlasiak”. Schabowy zaczyna smakować „na ostro” kiedy temat schodzi na współpracę miasta z imprezą. Tegoroczna edycja festiwalu jest bardzo ważna, bo właśnie kończy się aktualna umowa z magistratem i trzeba będzie renegocjować warunki. Jędrzej nie ukrywa, że jest ciężko i trzeba to odczarować. Od tego zależy przyszłość festiwalu. Tu się dzieje magia, coś z niczego, z rozmachem innych polskich festiwali, ale napędzane nie kasą, a szaleństwem, barterem, miłością do tego projektu i pomocą wolontariuszy. Niesamowite, że na ulicy Jędrzej był zaczepiany co najmniej kilka razy przez dzieciaki, które pytały się o to jak mogą pomóc.

W czasie kiedy jedliśmy obiad, Jędrzej dostał kolejne 14 maili. Jedna rozmowa telefoniczna to w tym czasie 5 nieodebranych połączeń. Burza się rozkręca.
Czas wracać na stadion. Po drodze odwiedzamy Węglową, dawny dom Up To Date, a także monopolowy „U Andrzeja”, prawdopodobnie jedyne miejsce na ziemi gdzie można zobaczyć całą kolekcję wlepek „Pozdro Techno”.

Na stadionowym parkingu wrze. Pojawiły się znaki informacyjne, Funktion One’y, dekoracje. Schodzą się także wolontariusze na odprawę. W bazie festiwal ma ich blisko 300, ale w ten weekend będzie ich pracować kilkudziesięciu. O wiele mniej niż na Węglowej, ponieważ odpadają takie zadania jak „rozpieprzanie ścian czy wycinanie krzaków”. Wszyscy się znają, wszyscy są przyjaciółmi. Zapowiadany klimat rodzinnej atmosfery jak najbardziej się spełnia. Up To Date to jak często podkreślają organizatorzy, „akcja społeczna” i „cud”, który by się bez nich nie udał.

Robi się już późno, najwyższy czas na odprawę. Nie ma co ukrywać, wszyscy są już zmęczeni, ale humory dopisują. Trwa to chwilę, zanim przez barowe żarty przebije się rozmowa na temat kolejnych zadań i obowiązków. Opiekunowie artystów dowiadują się, co ich podopieczni jedzą i piją, a kierowcy informacje, które kursy są dość newralgiczne, jeśli chodzi o przejazd Okęcie – soundcheck. Muszą zdążyć.

Spotkanie kończy się wspólnym zdjęciem oraz „rzewnym” postem na Facebooku, który wieńczy ostatnie przygotowania.


Foto: fb.com/UpToDateFestival
Odpalamy siódmy festiwal Up To Date zbudowany nie pieniędzmi, ale miłością do kultury, siłą Waszego wsparcia i przysług ludzi dobrej woli – piszą na swoim fanpage organizatorzy.
Up To Date to nie tylko festiwal, ale i zjawisko w kulturze. To w dużej mierze dzięki nim techno wychodzi z zaściankowych stereotypów i staje się kulturą, w której nie brakuje idei, bohaterów, haseł w języku codziennym, własnych ciuchów czy ruchu wśród młodzieży.
Także jeśli dziś na swojej drodze spotkasz kogoś z plakietką „organizator”, to uściśnij mu dłoń. Albo nawet przytul. Cały rok pracowali dla Ciebie na te dwa dni!

Tekst: Mariusz „Zariush” Zych
Zdjęcie głowne: Up To Date Festival