„Opery Mozarta to moja wielka miłość” – Carla Roca

1 068
Wywiad
„Opery Mozarta to moja wielka miłość” – Carla Roca

Kiedy myślimy o polskim techno, o jego początkach, nie sposób zapomnieć o tej postaci. Carla Roca zagrała niezliczoną ilość imprez, zwiedziła nasz kraj wzdłuż i wszerz, promując energetyczne, techniczne beaty. Posiadając taki bagaż doświadczeń, Carla Roca, dzieli się przemyśleniami dotyczącymi swojej kariery.

CARLA ROCA – WYWIAD dla muno.pl

Paweł Chałupa: Cześć Karolina 😉 Przygotowując się do tego wywiadu mam wrażenie, że przyszło mi obcować z żyjącą legendą polskiej sceny  techno. W jaki sposób Ty postrzegasz swój status na scenie ? Wydaje mi się, że po tych wszystkich latach doświadczasz nieco innego traktowania ze strony promotorów/fanów niż na początku ?

Carla Roca: Po tylu latach grania mam już pełną świadomość swojej wartości i swojego miejsca na scenie polskiej. Od wielu lat otrzymuję niesamowite wsparcie ze strony ludzi, mojej kochanej publiczności, która nie pozwala mi przestać grać! Bardzo się cieszę, że na wszystkich moich imprezach jest dużo ludzi, którzy przychodzą specjalnie dla mnie, a wszystkie moje podcasty i materiały, które ukazują się w sieci cieszą się ogromnym zainteresowaniem. To bardzo wiele dla mnie znaczy, bo dzięki temu wiem, że to co robię ma sens i daje mi kopa, aby dalej to kontynuować. Choć nie zawsze jest łatwo pogodzić to wszystko z pracą zawodową i życiem rodzinnym, to staram się nie zawieść moich fanów. Generalnie podejście promotorów jak i fanów do mojej osoby, nie zmieniło się jakoś szczególnie przez te wszystkie lata. Od początku wszyscy traktują mnie przyjaźnie i z szacunkiem i za to bardzo wszystkim dziękuję .

Paweł Chałupa: Robiąc mały research odgrzebałem wydanie polskiego Dj Maga z 2009, którego byłaś główną bohaterką – na samej górze widnieje cytat “ Zagrałam ponad 1000 imprez”. Boje się  zapytać, ile ich jest w tym momencie…

Carla Roca: Rzeczywiście, kiedyś podkusiło mnie, żeby oszacować liczbę imprez na których grałam i gdy przekroczyłam tysiąc –przestałam dalej liczyć. Od tamtej pory nie zastanawiałam się już nad tym. Prawdopodobnie doszło jeszcze z kilkaset… Nie sadzę jednak, żebym kiedykolwiek dobiła do 2 tysięcy, bo coraz bardziej ograniczam występy i raczej nie wrócę już do tego, aby grać po kilka razy w tygodniu, jak to kiedyś bywało. No chyba, że będę grała do późnej starości, to kto wie… 😀

Paweł Chałupa: Twoje okresy imprezowania/grania to szalona sinusoida. Okres wyciszenia, praca w Londynie, narodziny dziecka…jak to wygląda w obecnej chwili ?

Carla Roca: Sinusoida to może jest, ale tylko od pewnego momentu i to nie aż tak szalona :D. Od kiedy zaczęłam grać w 2001 roku, występowałam nieprzerwanie przez 9 lat i w tamtym okresie nie zdarzały mi się wolne weekendy. Przez wiele lat nie czułam w ogóle potrzeby odpoczynku i tylko raz zdecydowałam się wyjechać na tygodniowy urlop, który był oczywiście połączony z graniem :D. Musiała więc nastąpić w końcu chwila, w której poczułam się zmęczona imprezami, ciągłymi wyjazdami i nieprzespanymi nocami… Nagle poczułam, że mam dosyć wszystkiego co łączy się z dj-owaniem i chciałam uciec od tego jak najszybciej. Dodatkowo zaczęło przeszkadzać mi też to, że praktycznie nie miałam życia osobistego oraz to, że nie miałam czasu właściwie na nic, poza muzyką, pracą i wyjazdami. Jako osoba ambitna chciałam rozwijać się także w innych dziedzinach, dlatego niemal z dnia na dzień podjęłam decyzję o wyjeździe do Londynu. Oczywiście moja rozłąka z gramofonami nie trwała długo, bo jak można się było spodziewać szybko zatęskniłam za graniem, a bookingów za granicą nie brakowało. Nie powróciłam już jednak nigdy do szalonej częstotliwości grania, dzięki czemu znalazłam czas na inne sprawy i zaczęłam realizować się także poza sceną. Kiedy zaszłam w ciążę byłam przekonana, że żegnam się z dj-owaniem już na zawsze, jednak po roku, kiedy syn miał 3 miesiące, znów wyruszyłam w trasę. A więc tak naprawdę miałam dwie przerwy przez te 18 lat, przez ostatnie 9 gram już po prostu w rozsądnych ilościach. Dj-owanie nie jest moim głównym źródłem utrzymania, to od lat moje zajęcie dodatkowe, z którego czerpię wiele radości i zabawy. Na co dzień mam już inne priorytety: rodzinę i pracę, na które muszę pozostawiać duże rezerwy energii. Gdybym grała w każdy weekend, oznaczałoby to dla mnie pracę 7 dni w tygodniu na pełnych obrotach. Staram się więc zostawiać co najmniej jeden wolny weekend w miesiącu i spędzać go zawsze z rodziną.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Krótka Historia Techno – DEAS

Paweł Chałupa: Przez te wszystkie lata od kiedy zaczęłaś grać techno, nurt ten ciągle ewoluował. Od zawsze jednak byłaś kojarzona z tą, która gra mocno. Wielu artystów wypaliło się z tak szybkiego grania, zaczęli szukać formy wyrazu gdzieś indziej… Z drugiej strony ciężko nie zauważyć, że jesteśmy świadkami ponownego hype’u na szybkie, czasami mordercze tempo. Jak brzmią teraźniejsze sety Carli Roci ?

Carla Roca: W czasach kiedy zaczęłam grać, tempo ani moc moich setów nie były czymś niezwykłym. Większość dj-ów grała techno w taki właśnie sposób. Sięgałam po pumpin’ i tribal techno, lubiłam dużą różnorodność, melodię i dużą dawkę pozytywnych dźwięków, które sprawiały, że sety były energetyczne, niż mocne. Nigdy nie lubiłam monotonnego tłuczenia i nie grałam setów schranzowych czy całkowicie w stylu hard techno. Bywały kluby czy eventy na których zdarzało się poszaleć z mocą czy tempem, ale to były naprawdę wyjątki i zawsze był to jednak miks różnych stylów techno z domieszką tech-housu, progressive czy electro. To co gram, zawsze musi mieć konkretne “oparcie,” czyli dobrą “stopę” podpartą bogatą aranżacją. Takie techno po prostu mi się podoba, a tzw. „pitolenie” absolutnie do mnie nie przemawia. Uważam, że na imprezach techno, muzyka musi porywać ludzi do tańca. Musi być ruch na parkiecie! Tempo nigdy nie było dla mnie formą wyrazu, jeśli już o tym wspomniałeś. A czasy kiedy grałam naprawdę szybko minęły już, co najmniej, 10 lat temu. Wraz z nadejściem nowych odmian techno, w sposób naturalny ewoluował także mój gust. I być może nie gram techno w wersji “light”, ale też zdecydowanie nie należę do grupy polskich dj-ów, którzy graja najszybciej i najmocniej. To propaganda. W muzyce techno zawsze szukam silnego i klarownego brzmienia, co wcale nie oznacza, że to co gram ma być mocne i szybkie. Wolę energię, która pochodzi z właściwego połączenia dźwięków, melodii i z całokształtu kompozycji granej w tempie, nazwijmy to, szybszym – umiarkowanym .

Paweł Chałupa: Z własnej perspektywy oraz jako obserwatorka sceny od wielu lat, uważasz, że dj’ki mają obecnie łatwiejszą drogę do kariery? Masz swoje ulubione, które mogłabyś nam polecić?

Carla Roca: W tej chwili dj-e ogólnie mają dużo więcej narzędzi, którymi mogą się posługiwać w ramach promocji. Dzięki mediom społecznościowym jest też możliwość poznania całego środowiska branżowego z całego świata i nawiązywania kontaktów jak i współpracy z przeróżnymi agencjami bookingowymi, klubami, promotorami itd.. Jest wiele warsztatów i imprez, gdzie można poznać innych dj-ów i nawiązać dobre relacje. To jest ogromna i zasadnicza różnica w porównaniu do tego czym dysponowaliśmy 20 lat temu… Pomijając już powyższe kwestie na kobiety dj-ki nie patrzy się już jak na kosmitę i sądzę, że dziewczyny nie muszą już słuchać tekstów w stylu “gra tylko dlatego, że jest kobietą” – które mi zdarzało się słyszeć. Obecnie kobiety dj-ki są na równi traktowane z dj-ami, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Nie mam zbyt wielu okazji usłyszeć jak grają inne dj-ki, ale bardzo podobały mi się ostatnio występy Vi oraz dj-ki PAKA. A z takich grających globalnie, niezmiennie trafiają w mój gust, np. Rebekah, Charlotte de Witte, Paula Temple czy Tawa Girl.

Paweł Chałupa: Zagrałaś w zeszłym roku pamiętny b2b z Diana d’Rouze w Katowickim Spodku. Jeśli mam być szczery, jesteś pierwszą osobą która przychodzi mi do głowy gdy słyszę słowo Mayday. Jak wspominasz ten występ oraz w kilku zdaniach, jeśli to możliwe, powiedz o swojej relacji z tym eventem.

Carla Roca: W moim odczuciu Mayday istnieje od zawsze. Prawie nie pamiętam czasów kiedy tej imprezy w Polsce jeszcze nie było. Od samego początku był to bardzo ważny i znaczący event. Przez wiele lat nie było innej imprezy podobnego formatu i skali. Mayday w pewnym stopniu wyznaczał trendy w jakim podążała klubowa Polska i weryfikował to, co działo się na naszej scenie. I nawet jeśli podobnych imprez jest coraz więcej, to Mayday i tak zawsze będzie wyjątkowy oraz jedyny w swoim rodzaju. Choćby ze względu na miejsce w jakim odbywa się impreza, jak również ze względu na emocje jakie wzbudza wśród ludzi. Grałam na Mayday wielokrotnie na przestrzeni 11 lat. Było to 7 albo 8 występów… za każdym razem było to cudowne doświadczenie ze względu na wspaniałą publiczność, niesamowite nagłośnienie no i oczywiście niepowtarzalną oprawę wizualną. Nie da się pozostać obojętnym na takie wrażenia. I choć jest więcej dużych eventów w Polsce, to według mnie zawsze zaszczytem jest zagrać na Mayday. Nie jestem zwolenniczką setów b2b, ale sety z Dianą uważam zawsze za udane. Mamy już duże doświadczenie jeśli chodzi o duże eventy i potrafimy odnaleźć się w każdej sytuacji. Choć gramy różne style, to myślę, że całkiem dobrze się wzajemnie uzupełniamy. Nie ukrywam jednak, że marzy mi się choć raz jeszcze zagrać na Mayday solo.

Paweł Chałupa: Jakiej muzyki słucha Carla Roca, kiedy nie jest to techno? Znajdujesz w ogóle czas aby wyskoczyć na nie-elektroniczny koncert? Jest jakiś, który szczególnie zapamiętałaś?

Carla Roca: Jeśli nie robię czegoś, co ma związek z dj-owaniem, to nie słucham techno wcale. Sięgam zazwyczaj po muzykę klasyczną, bo to jest moja namiętność już od dziecka. Jeśli mam potrzebę wyciszenia lub odprężenia się, to siadam do fortepianu i gram sama, zamiast słuchać czegoś w czyimś wykonaniu. Gram zazwyczaj na poważnie – Bacha czy Chopina, ale dla zabawy lubię także grać kawałki Scotta Joplina typu “Maple Leaf Rag” i “Ragtime”. Bardzo lubię też muzykę filmową. A ostatni koncert, który zrobił na mnie wrażenie, to było “Wesele Figara” Mozarta w Teatrze Wielkim w Poznaniu. W głównej obsadzie występowały moje koleżanki ze Szkoły Muzycznej, więc było naprawdę wyjątkowo. Opery Mozarta to moja wielka miłość, więc zawsze robią na mnie duże wrażenie. Na Mozarta wybieram się za każdym razem, jak jego utwory są w programie opery czy filharmonii poznańskiej.

Paweł Chałupa: W zeszłym roku odnotowany niesłychany wzrost sprzedaży winyli w naszym kraju. Kiedyś byłaś znana z brudnego, winylowego grania – nie brakuje Ci występowania z czarnymi krążkami? Nabywasz je nadal, czy kompletnie porzuciłaś ten format muzyki ?

Carla Roca: Zostałam dj-ką tylko dlatego, że kochałam winyle i miałam ich ogromną kolekcję. Już rodzice zaszczepili we mnie tę miłość, a zabawy przy gramofonie były już na porządku dziennym gdy miałam ok. 4- 5 lat. Puszczałam ciągle bajki dla dzieci i muzykę z winyli i bawiłam się płytą na różne sposoby. Jako dj-ka grałam z winyli przez 10 lat. Gdy era czarnych płyt zaczęła przeżywać swój zmierzch, to myślałam, że ja także zakończę swoją karierę. Nie umiałam sobie wyobrazić siebie grającej z CD playerów. Było to dla mnie coś, do czego nie mogłam się bardzo długo przełamać. Tylko dzięki temu, że Redhead namówił mnie do grania z Serato przy użyciu czarnych płyt z kodem cyfrowym, przeszłam jakoś ten etap adaptacji na format wave grany już z różnych urządzeń. Obecnie wielką frajdę sprawia mi granie z przeróżnych maszynek, które dostarczają wiele możliwości, aby zaszaleć. Najmniej lubię CD playery, bo granie z nich wydaje mi się po prostu nudne. Granie z winyli jest zajmujące, cały czas coś się dzieje. Można przekładać igłę to tu, to tam. Obracać, cofać.. Dosłownie widzisz muzykę jak na talerzu i możesz zrobić z tym wiele rzeczy. Z CD kontakt jest praktycznie żaden. I oczywiście, że brakuje mi czasów, kiedy granie z winyli było powszechne, jednak nie jest aż tak źle, bo imprezy z gramofonami przeżywają swój renesans, więc od czasu do czasu zabieram case z winylami na niektóre imprezy.

Paweł Chałupa: Nie jestem fanem wspominania dawnych, złotych czasów w stylu ”kiedyś to było”, tak, jakby teraz nie było niczego. Czy są jednak rzeczy, za którymi tęsknisz, których nie dostrzegasz na obecnych imprezach? Idąc dalej w opozycji – co wymieniłabyś za najbardziej wartościowe w obecnej kondycji sceny.

Carla Roca: To czego według mnie teraz nie ma, a kiedyś było, to swoboda i naturalność ludzi na imprezie. Nie twierdzę, że dotyczy to wszystkich, ale teraz, niemal zawsze podczas moich setów widzę mnóstwo telefonów, ludzi, którzy zamiast się bawić, stoją i nagrywają… pozują do zdjęć, piszą posty, robią live streamy… ehh. Czy nie lepiej to po prostu przeżyć i zapamiętać wrażenia i obrazy widziane własnymi oczami, a nie przez kamerkę w telefonie?! Jeśli chodzi o scenę polską, to przeżywa ona niesamowity rozwój. Myślę, że takiego postępu jeszcze nie było w historii naszego clubbingu. I mam tu na myśli zarówno ludzi, którzy tworzą niesamowite rzeczy i odnoszą wspaniałe sukcesy także za granicą, jak również mam na myśli wysyp eventów, które są przygotowywane na najwyższym światowym poziomie. Przeżyłam te “złote czasy” do których tak się wzdycha i rzeczywiście było w tym coś wyjątkowego. Przede wszystkim to, że byliśmy wtedy młodzi i inaczej patrzyliśmy na świat. Potrafię obiektywnie ocenić to, że teraz jest tak samo wspaniale, a pod niektórymi względami nawet lepiej. A ludzie, którzy teraz zaczynają swoją przygodę z imprezami, są młodzi i wolni, będą właśnie obecne lata wspominać jako te najlepsze. Jak świat istnieje, zawsze tak było.

Paweł Chałupa: W najbliższą środę zagrasz we Wrocławiu w klubie Transformator na imprezie Dark Trinity. Czego możemy się spodziewać?

Carla Roca: Jak zawsze zagram w swoim stylu. Wyraźnie i konkretnie. Na specjalne życzenie organizatora – Kuby, który akurat będzie świętował swoje urodziny, być może dodam coś ze starego repertuaru techno z lat 2000-2010. Zobaczymy… tak naprawdę wyjdzie na miejscu. Takich rzeczy nie da się do końca przewidzieć, bo atmosfera stworzy się dopiero jutro w Transformatorze. A ja postaram się jak najlepiej wpasować w ten klimat.

Paweł Chałupa: Dzięki za poświęcony czas, do usłyszenia 🙂

Carla Roca: Również dziękuję i pozdrawiam całą ekipę i czytelników Muno.pl. Do zobaczenia na szlaku!

Rozmawiał: Paweł Chałupa