Open’er królem polskich festiwali? RELACJA

3 713
Relacja
Open’er królem polskich festiwali? RELACJA

Kiedy emocje już powoli opadają, czas spojrzeć obiektywnym okiem na to, co działo się w ubiegłym tygodniu w Gdyni. W jakiej formie jest Open'er po 15 latach?

Trudno uwierzyć, że kilka dni temu zakończyła się już piętnasta edycja festiwalu Open’er. Przez te wszystkie lata gdyńska impreza przeszła długą drogę i wyrosła na jeden z najbardziej rozpoznawalnych festiwali w całej Europie, z dużym dorobkiem nagród i wyróżnień. Open’er to dziś zaufana i sprawdzona marka dla dużego grona miłośników muzyki oraz letnich festiwali. Nie dziwi więc fakt, że wielu z nich długo przed ogłoszeniem artystów decyduje się na zakup karnetu. Alter Art nie może narzekać na wyniki sprzedaży biletów – podaje, że na tegorocznej edycji bawiło się 120 tysięcy osób.
Tradycyjnie najbardziej obleganymi scenami pozostał Orange Main, Tent oraz Alter. Nowa, malutka scena „Firestone”, prezentująca muzykę młodych polskich artystów, odbiła się bez echa pod względem zainteresowania i frekwencji.

Spełnione oczekiwania publiczności

Organizator bardzo dobrze i szybko poradził sobie z odwołanymi koncertami Mura Masy i Maca Millera. Ten pierwszy został zastąpiony aż piątką nowych artystów. Za Millera natomiast pojawił się bardzo popularny w Wielkiej Brytanii raper Skepta, który świetnie otworzył pierwszego dnia scenę główna.
Fenomenalny koncert dała PJ Harvey ze swoim zespołem. Materiał z nowego krążka Brytyjki w akompaniamencie jej zespołu brzmiał rewelacyjnie. Absolutnym hitem frekwencyjnym pierwszego dnia okazał się występ Florence and the Machine. Artystka dała długi i bardzo energiczny koncert. Gorąco i żywiołowo było również podczas występu Foals. Publiczność w blasku zachodzącego słońca wyśpiewała wszystkie największe hity zespołu. Jeszcze goręcej zrobiło się, kiedy na scenie pojawili się panowie z Red Hot Chili Peppers. Na setliście zalazły się same perły z poprzednich albumów, a także utwory z nowej płyty. Świetne brzmienie gitar i fantastyczna scenografia to tylko niektóre elementy, które spowodowały, że dla wielu był to najlepszy czwartkowy koncert.
Piątek należał do magicznej grupy z Islandii – Sigur Rós. Zjawiskowy, melancholijny występ wyspiarzy zostanie w pamięci dla wielu jego uczestników. Bardzo ciasno zrobiło się, gdy na scenie w namiocie pojawił się Dawid Podsiadło. Nic dziwnego, pan Podsiadło zagrał wyśmienicie, a publiczność bawiła się fantastycznie. Ostatni dzień festiwalu był najbardziej taneczny. W namiocie popisowo zaprezentowali się CHVRCHES i Grimes. Koncert Pharella Williamsa zakończył się pięknym pokazem fajerwerków, a Kygo swoim setem okraszonym wizualizacjami i efektami pirotechnicznymi zamknął scenę główną festiwalu.

Nie tylko muzyka

Pole namiotowe dosłownie na godziny przed rozpoczęciem imprezy zostało całkowicie wyprzedane. Pomimo, że wielu uczestników zdecydowało się przybyć dużo wcześniej, to i tak musieli zmierzyć się z długimi kolejkami podczas pierwszego wejścia na jego teren. Jeszcze bardziej frustrujące pozostały powtarzające się od wielu lat kolejki do pryszniców, sklepów oraz punktów gastronomicznych.
Duże zainteresowanie wśród festiwalowiczów miały aktywności niezwiązane z koncertami. Kino, teatr czy muzeum Open’era przyciągały wielu festiwalowiczów każdego dnia. Wzmożony ruch panował również przy Silent Disco oraz Fashion Stage. Boiska do piłki nożnej i siatkowej bardzo rzadko stały puste.
Pogoda, mimo iż czasem bywała grymaśna i nie doczekaliśmy się tyle słońca, co w roku ubiegłym, to w ostatecznym rozrachunku się udała. Bywało upalnie, czasem pochmurnie. Była tez wielka ulewa.

Małe rzeczy też cieszą

Organizatorowi należą się duże słowa uznania za utworzenie specjalnej strefy kibica, pomimo wcześniejszej informacji, ze takowa nie stanie na terenie festiwalu. Mecz Biało-Czerwonych przeciwko Portugali przyciągnął sporą część widowni, uszczuplając zarazem frekwencje na koncertach Red Hot Chilli Peppers i Marysi Peszek. Wspomniani muzycy w bardzo pozytywny sposób odpowiedzieli na trwający równolegle mecz. Kilka chwil po strzeleniu bramki przez Roberta Lewandowskiego ze sceny namiotowej dobiegł okrzyk „1:0 dla Polski!” wykrzyczany przez Marię. Kilkadziesiąt minut później gitarzysta Red Hotow, Michael Balzary, wyśpiewał polskiej publiczności „Polska, biało-czerwoni”. To drobnostki, jednak dały ogromna frajdę i radość wszystkim zgromadzonym pod sceną oraz tym, którzy śledzili mecz przy telebimie.

Open’er królem polskich festiwali?

Występy artystów tegorocznej edycji odbywały się na planowo i bez zakłóceń, praca świateł i nagłośnienie stały na bardzo dobrym poziomie, choć od czasu do czasu zdarzały się potknięcia, kiedy to partie wokalne i instrumentalne nawzajem się zasłaniały lub bas zagłuszał całkowicie muzykę. Mały niedosyt pozostawiła scenografia koncertów – niewielu artystów zdecydowało się udekorować scenę czy uzupełnić ją dodatkowymi rekwizytami. Ciekawe wizualizacje pojawiły się tylko na koncertach headlinerow – szkoda.
Po 15 edycjach śmiało można stwierdzić, że festiwal Open’er jest w świetnej formie. Organizacja od lat pozostaje na najwyższym poziomie. Do Gdyni co roku wracają dziesiątki tysięcy fanów festiwalu. Organizator dba o zbudowanie bardzo dobrego, stojącego na europejskim poziomie line-upu, nie zapominając przy tym o polskich równie zdolnych artystach. Wspomniane wcześniej drobne niedociągnięcia nie są w stanie zabrać Open’erowi korony króla polskich festiwali.
Tekst: Marek Cisek