Oliver Huntemann: „Chciałbym, żeby chodziło tylko o muzykę” – wywiad

2 669
Wywiad
Oliver Huntemann: „Chciałbym, żeby chodziło tylko o muzykę” – wywiad

Latem zameldował się w Płocku, teraz wróci do Polski, by zagrać w Smolnej. Oliver Huntemann podzielił się z nami swoimi obserwacjami i opiniami na temat tego, co dzieje się wokół współczesnej sceny techno.

23 lata w roli producenta – Oliver Huntemann

Oliver Huntemann to twórca obserwujący. Jako założyciel wytwórni Senso Sounds poniekąd jest zobligowany do tego, by trzymać rękę na pulsie. Huntemann analizuje to, co dzieje się na rynku. Czy goni za trendami? Zdaje się, że już nie musi. Jako producent na scenie obecny jest już 23 lata. Jako DJ – jeszcze dłużej.

Oliver Huntemann

Oliver Huntemann

W ten sposób Niemiec zdążył ugruntować sobie wystarczająco mocną pozycję na scenie. Jego dorobek doceniają zarówno undergroundowi twórcy, jak i ci, którym bliżej do mainstreamu. Niech najlepszym tego przykładem będą zaproszenia do remiksowania utworów od Depeche Mode czy Chemical Brothers.

Oliver Huntemann – „klubowy DJ” niebawem w Polsce

51-letni Huntemann przyznaje, iż bardziej czuje się „klubowym DJem”. Nie przeszkadza mu to jednak przyjmować zaproszenia, by grać na największych festiwalach. Do Polski niemiecki artysta przyjechał m.in. w lipcu, by zagrać na Audioriver. Niebawem wróci nad Wisłę, by zagrać w warszawskim klubie Smolna. Będziemy mogli zobaczyć go już 26 października.

Oliver Huntemann / Audioriver Festival 2019

Oliver Huntemann / Audioriver Festival 2019

Porównując i oceniając

Rozwój sceny techno, w tym rosnące rozmiary klubów, festiwali czy popularności DJów i… błędy popełniane przez nowicjuszy. Każdy dziś może założyć internetowy label, wysłać utwór dowolnemu DJowi na świecie, a następnie usłyszeć go w streamie oglądanym przez tysiące ludzi na całym świecie…

Czy to ułatwia, a może utrudnia osiągnięcie sukcesu? Jak rosnące zainteresowanie kulturą techno potrafi zmęczyć? Czy dziś liczą się jedynie wielkie festiwale, mające budżety pozwalające ściągnąć najpopularniejszych graczy? Oliver Huntemann porównuje i ocenia. Co i kto jest w stanie zwrócić uwagę kogoś, kto regularnie występuje na całym świecie? Odpowiedzi szukajcie w wywiadzie.

Oliver Huntemann: „Czasy zarabiania dużych pieniędzy w wytwórni już minęły”

Hubert Grupa: Kilkanaście tygodni temu rozmawiałem z Anją Schneider o jej nowej wytwórni. Zapytałem ją, jaka jest największa różnica między założeniem wytwórni dziś a w przeszłości. Powiedziała, że ​​dziś jest znacznie trudniej, ponieważ każda nowa marka ma tysiące konkurentów, bez względu na to, kto za nią stoi. Czy – jako właściciel Senso Sounds – zgadzasz się z nią?

Oliver Huntemann: Tak i nie! Oczywiście nowe wytwórnie pojawiają się teraz szybciej, w zasadzie na każdym rogu, szczególnie gdy wydają jedynie w formie cyfrowej. Z drugiej strony prowadzenie własnej wytwórni jest znacznie łatwiejsze, ponieważ nie trzeba inwestować dużych pieniędzy w produkcję płyt winylowych lub płyt CD.

Być może konkurencja wydaje się trudniejsza i czasy zarabiania dużych pieniędzy w wytwórni już minęły, ale jeśli ktoś ma pasję do muzyki, może z łatwością coś zacząć. Czy kreatywnym ludziom nie jest lepiej zacząć coś od pomysłu, a nie określonej kwoty? Wierzę, że naprawdę dobra muzyka (lub sztuka) przetrwa lub odniesie sukces.

Oliver Huntemann: „Underground żywi się mainstreamem i odwrotnie”

Myślę, że dziś techno jest bardziej popularne niż kiedykolwiek wcześniej. Najlepsi DJe i producenci osiągają taki sam poziom popularności jak gwiazdy hip-hopu czy popu. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy to dobrze, czy źle dla gatunku i całej branży. Z jednej strony kultura techno wciąż rośnie – mamy coraz większe festiwale, większe kluby i większą rozpoznawalność itp. Ale z drugiej strony spora część osób, które odkrywają techno przez najpopularniejszych producentów, nie rozumie spektrum tego gatunku i stojącej za nim kultury. Dla tych ludzi techno nie jest już czymś undergroundowym. To tylko duży nurt. Wielu z nich lubi najpopularniejszych producentów techno w taki sam sposób, w jaki lubimy zespoły rockowe i piosenkarzy pop. Jaka jest Twoja opinia jako długoletniego producenta i ważnej osoby dla kultury?

Ta dyskusja nie jest nowa. Od samego początku techno we wczesnych latach 90. zawsze istniała rozbieżność dotycząca „to już nie jest underground” itd. Kogo obchodzi czy muzyka jest właściwie rozumiana? Przestać lubić coś, ponieważ odnosi sukces, nie ma dla mnie żadnego sensu. Czy artysta powinien zmienić swoje brzmienie, ponieważ dociera ono do coraz szerszego grona odbiorców? Czasami takie rzeczy po prostu się zdarzają.

Honoraria mogą być wyższe, bo coraz większe są festiwale czy kluby, ale ostatecznie to właśnie dzięki wielkości klubów czy festiwali i wielkości nazwisk jakie ściągają, większy jest zysk takich miejsc. W pewny sposób to błędne koło. Wszystkie te zmiany pomogły całej scenie utrzymać się przy życiu przez tak długi czas, zwłaszcza że zysk ze sprzedaż płyt przez wytwórnie zwykle wystarcza by pokryć koszty i wyjść na zero. Underground żywi się mainstreamem i odwrotnie.

Oliver Huntemann: „Chodzi o to, jak poradzisz sobie z wyborem numeru, którym przecież będziesz kontrolować tłum”

W poprzednim pytaniu wspomniałem o coraz większych klubach i festiwalach. Dla wielu nowych użytkowników skala przedsięwzięcia jest równa jego jakości. Wiesz, większa scena = większa nazwisko = a więc pewnie wyższy poziom muzyki. Wiemy jednak, że to nieprawda. Grałeś w większości najlepszych klubów na świecie i na największych festiwalach. Czy wobec tego nadal lubisz grać w małych klubach lub na mniejszych scenach? Ostatnimi laty jako słuchacz bardziej interesuje mnie szukanie ciekawych koncertów czy imprez w mniejszych miejscach niż bycie częścią szalonego tłumu przed główną sceną gigantycznego klubu.

Oczywiście lubię mniejsze kluby i festiwale, to coś bardziej intymnego i intensywnego zarazem. Myślę, że przez większość czasu byłem bardziej stricte klubowym DJem ze względu na moje brzmienie. Bycie blisko moich fanów podczas występu to zawsze duży plus. Otrzymujesz bezpośredni feedback od każdej osoby w klubie. Ale wygląda na to, że to się zmienia i bardzo mi się to podoba.

Zauważyłem jednak, że zdarzają się sytuacje, gdy wiele osób nie może wejść do klubu, ponieważ po prostu jest za mały. W niektórych krajach moi fani podróżują na wiele sposobów by zobaczyć jak gram i przykro mi słyszeć od nich, że nie mogli wejść.

Oliver Huntemann: „Nie chodzi o to, jak szybko możesz grać”

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że uważasz, że techno głównego nurtu stanie się jeszcze mocniejsze. Będzie prostsze i jeszcze szybsze. Chris Liebing powiedział nam, że nigdy nie lubił definiować muzyki według tempa. Myślę jednak, że wielu ludzi właśnie tak robi.

Kiedy moi znajomi, którzy grają techno, przyjeżdżają by zagrać w nowym miejscu, ludzie pytają ich jak szybko będą grać. Sam nigdy nie zapytałem o to jakiegokolwiek DJa. Jakie jest Twoje zdanie?

Zabawne, słyszałem kiedyś to pytanie. Nikt jeszcze mnie nie zapytał osobiście, ale lokalni DJe, szczególnie młodzi, naprawdę pytają się nawzajem jak szybko będą grać. Kiedyś podszedł do mnie młody DJ, spojrzał na CDJ i był zaskoczony jak mogłem grać w szczycie z „tylko” 125 uderzeniami na minutę. Dla mnie nie chodzi o to, jak szybko możesz grać. Chodzi o to, jak poradzisz sobie z wyborem numeru, którym przecież będziesz kontrolować tłum.

Oliver Huntemann: „Chciałbym, żeby chodziło tylko o muzykę, ale media społecznościowe są teraz częścią tego zawodu”

W swoim ostatnim wywiadzie dla Muno powiedziałeś, że wiele wytwórni lub artystów ukrywa się za „byciem w undergroundzie” by zakryć swoje straty. Zgodzę się z tym w połowie.

Żyjemy w erze dystrybucji cyfrowej – jest wiele internetowych wytwórni, wiele sposobów promocji i wielu producentów. Więcej niż kiedykolwiek. Z jednej strony nigdy nie było tak łatwo zostać gwiazdą – najpopularniejsi DJe i producenci grają przed tysiącami ludzi w dużych salach i internecie za pośrednictwem streamu (Boiler Room, Cercle itp.). Jeśli jeden z nich zagra utwór anonimowego nowicjusza i porwie tym tłum, istnieje duża szansa na początek kariery dla twórcy tego nagrania. Jednak z drugiej strony wielu młodych i utalentowanych producentów wciąż nie wie co zrobić by zwrócić na siebie uwagę wytwórni. Wiedzą jak tworzyć muzykę, ale nie jak ją promować.

Czy współczesny artysta powinien być bardziej wszechstronny, cierpliwy i zdeterminowany by zwrócić uwagę wielkich nazwisk w branży? Wiesz, „rozwijaj się, pracuj ciężko, wysyłaj dema i pchaj to wszystko dalej”? A może dobra muzyka broni się sama i ktoś ważny w końcu ją odkryje, bez względu na wszystko?

Cierpliwość jest rzeczą, której wielu młodych artystów powinno się nauczyć. Przesłanie wersji demo 10 razy w ciągu tygodnia wcale nie pomoże. Są dość duże szanse, że moja skrzynka mailowa potraktuje to jako spam, więc nigdy nawet nie zobaczę takiej wiadomości.

Można być nachalnym i wysyłać przypomnienia – bez obaw. Ale zaakceptujmy sytuację, gdy wytwórnia odmówi lub w najgorszym przypadku nawet nie odpowie. Po prostu nie jest możliwe udzielenie odpowiedzi na każde demo. Poza tym ważne by być miłym. Niektórzy naprawdę obrośli w piórka tylko dlatego, że jeden ich utwór został kiedyś zagrany przez jakieś duże nazwisko

Ważne by prowadzić dobrą komunikację. Prócz czysto fizycznych znajomości z prawdziwymi ludźmi, należy trochę zagłębić się w sieci społecznościowe. Chciałbym, żeby chodziło tylko o muzykę, ale media społecznościowe są teraz częścią tego zawodu.

Dziwne nazwy niemieckich festiwali, studenckie imprezy i rzeczy robione od serca

Jako ktoś, kto bierze udział w festiwalach od prawie 10 lat, jestem teraz w momencie, w którym szukam nowych doświadczeń, mniejszych festiwali z niepowtarzalną atmosferą, w ciekawych miejscach, gdzie line-up jest spójny i ambitny.

W Polsce mamy boom na tego rodzaju festiwale. Jest wiele mniejszych imprez w fantastycznych miejscach ze wspaniałymi, często początkującymi artystami. Czy pamiętasz ostatnie takie miejsce, które naprawdę zrobiło na Tobie wrażenie? Właśnie z powodu samego miejsca, atmosfery czy czegoś innego? Oczywiście pytam o mniejsze festiwale.

Byłem naprawdę zaskoczony Jungle Beats w zeszłym roku na południu Niemiec. Nazwa była dość dziwna jak na niemiecki festiwal, nie spodziewałam się zbyt wiele. Kiedy przyjechałem, przywitał mnie zespół niesamowicie miłych ludzi, którzy oprowadzili mnie po tym małym festiwalu. Wiesz, taka grupa studentów uniwersytetu, którzy chcieli urządzić sobie imprezę na podwórku i w lesie. Po kilku latach to porządny, choć wciąż niewielki festiwal przykładający wielką miłość do szczegółów. Także Bucht der Träumer w pobliżu Berlina to coś robione od serca. Uroczy festiwal z sympatyczną, pozytywną aurą.