Duńska fala popu zalewa świat!

4 871
Artykuł

Jeśli w minionym roku słuchaliśmy popu, to z pewnością był on duński. W odtwarzaczach znajdowaliśmy takich artystów, jak MØ, Quadron, Oh Land, czy Rhye. Dziś natomiast przybliżymy wam historię niektórych projektów i zdradzimy kto stoi za ich sukcesem.

Jak bumerang powraca pytanie o genezę popularności tzw. skandynawskiego brzmienia, jego wysokiej jakości i charyzmy. Odpowiedzi jest wiele, a zdarza się, że dyskusja po prostu kończy się na rozważaniach o klimacie panującym na Półwyspie. My jednak zawęzimy niniejszą debatę do Danii i przyczynę ekspansji na światowe listy przebojów artystów pochodzących z tego kraju, sprowadzimy do dwóch słów: NO WAV.
NO WAV. to team kompozytorsko-producencki, który tworzą Robin Hannibal, Ronni Vindahl oraz Bjørn Nielsen. Panowie prowadzą studia nagraniowe w Kopenhadze oraz Los Angeles i są bezpośrednio zaangażowani w tworzenie takich projektów, jak MØ, Rhye i Quadron, które w minionym roku odniosły komercyjny sukces i wniosły wiele dobrego do bardziej popularnego nurtu muzyki, jednocześnie zaspokajając gusta najwybredniejszych słuchaczy z kręgu elektro, Indie czy R’n’B.
Zapytana w jednym z wywiadów o wymarzoną współpracę, odpowiedziała: Major Lazor. Niemal natychmiast podchwycili to fani obu projektów i zasypali media społecznościowe komentarzami zachęcającymi do kooperacji. Sprawa nabrała rozpędu po interwencji menadżera Dunki i chwilę później artystka oraz Diplo spotkali się w Amsterdamie aby nagrać wspólny materiał. Tak powstał utwór MØ – XXX 88 ft. Diplo, który dał Karen Marie Ørsted rozpoznawalność i uznanie.
Siedmioletnia MØ zachwycona twórczością Spice Girls postanowiła zostać muzykiem. Od decyzji tej nigdy nie odeszła, w późniejszych latach przechodząc fascynację punk rockiem oraz hip hopem, mocno inspirując się muzyką Sonic Youth oraz Yeah Yeah Yeahs. Miała na swoim koncie pierwsze próby kompozytorskie, gdy na jej drodze stanął producent Ronni Vindahl. Wtedy się zaczęło.
Artystka przyznaje, iż są duetem doskonałym, a nad utworami pracują według wypracowanego i sprawdzonego wzoru. MØ tworzy szkic piosenki grając na pianinie. Nagrywa również swój głos a cappella. Materiał przesyła Ronniemu Vindahlowi, który bierze go na warsztat. Wspólnie dopracowują szczegóły produkcji. Wyśmienite efekty współpracy możemy usłyszeć na debiutanckim albumie MØ- „No Mythologies to Follow”, który ukazał się 10 marca. Na żywo w Polsce zaś artystka wystąpi na tegorocznym Free Form Festival.
Kolejnym duetem doskonałym pod patronatem NO WAV. jest projekt Rhye, który tworzy kanadyjski wokalista Michael Milosh oraz producent Robin Hannibal. Ci artyści z kolei nad każdym elementem produkcji pracują wspólnie, a tworzone przez nich utwory są naturalną fuzją ich odmiennych stylów, wrażliwości i fascynacji muzycznych.
Rhye dla muzyków jest projektem pobocznym. Milosh rozwija swoją solową karierę, natomiast Robin Hannibal na co dzień współpracuje z takimi artystami, jak Aloe Blacc, Pharell Williams, czy Kendrick Lamar oraz współtworzy zespoły Boom Clap Bachelors oraz Quadron. Ich kooperacja rozpoczęła się od remiksu utworu „Slippin” ostatniego wspomnianego zespołu. Po krótkiej korespondencji artyści postanowili spotkać się i nagrać nowy materiał. Od razu przystąpili do pracy i natychmiast skomponowali wspólnie trzy utwory. Decyzja o kontynuowaniu współpracy przyszła więc naturalnie i w jej realizacji nie przeszkodziła nawet przeprowadzka do Los Angeles, najpierw Milosha, a następnie Robina Hannibala.
W marcu ubiegłego roku ukazał się debiutancki album Rhye- „Women”, który zawiera takie przeboje jak „The Fall” oraz „Open”. Tytuł albumu nieprzypadkowy, bo jego powstawaniu patronowały właśnie kobiety. Obaj muzycy w czasie tworzenia projektu byli zakochani po uszy w dziewczynach z Los Angeles. I choć próbę czasu przetrwało tylko uczucie Milosha, który obecnie jest mężem aktorki- Alexy Nikolas, to udało im się stworzyć przejmującą i niebanalną płytę o miłości i zakochaniu, namiętności i tęsknocie.
Projekt Rhye dość szybko spotkał się z zainteresowaniem muzycznych mediów, które intrygowały niedopowiedzenia narosłe wokół zespołu. Artyści rzadko udzielali wywiadów, nie występowali we wspólnych sesjach zdjęciowych do magazynów, dawkowali informacje na temat swojej współpracy. Nie była to jednak zamierzona strategia promocyjna. Muzycy traktowali zespół jako projekt poboczny, w planach mieli wydanie kolejnych solowych materiałów i nie chcieli aby media przedstawiały ich wyłącznie w kontekście Rhye. Kolejną „kontrowersją” wzbudzającą nie lada ciekawość jest głos Milosha, który do złudzenia podobny jest do wokalu żeńskiego.
Na razie nic nie słychać o nowym materiale realizowanym przez Rhye. Milosh skupia się na swojej solowej karierze, natomiast Robin Hannibal wrócił do producenckiej pracy z innymi artystami. Jednym z jego czołowych projektów jest zespół Quadron, który współtworzy z wokalistką Coco O (szerszej publiczności mogła zapaść w pamięci dzięki piosence „Where The Wind Blows” z soundtracku do filmu „Wielki Gatsby”). Muzycy poznali się w Kopenhadze, w sklepie płytowym, którym zarządzał Hannibal. Coco O, która współpracowała z lokalnymi djami jako wokalistka, dołączyła wkrótce do zespołu producenta założonego wraz z kumplami. W pewnym momencie pojawiła się reżyserka Hella Joof, która poprosiła Hannibala o stworzenie muzyki do jej nowego filmu. W realizację projektu została również zaangażowana piosenkarka. Artyści stworzyli dwanaście kompozycji, które postanowili jednak wydać jako osobny album. Tak powstał zespół Quadron oraz jego debiutancka płyta. Był rok 2009.
Media określają muzykę tworzoną przez Quadron, jako „electronic soul”. Sami artyści dość sceptycznie podchodzą do tego terminu, jednocześnie otwarcie przyznając się do swoich soulowych korzeni i inspiracji. Debiutancki album powstał jeszcze w czasach świetności MySpace, dzięki któremu o działalności Duńczyków dowiedział się dziennikarz radiowy z Los Angeles i zaczął puszczać ich utwory w swojej popularnej audycji. Wkrótce po tym kalifornijska wytwórnia Plug Research zaprosiła zespół do Stanów z propozycją wydania albumu za oceanem. Dzięki decyzji o przeprowadzce do USA nie tylko znaleźli się w kraju swoich muzycznych idoli, ale szybko też zaczęli spotykać się w studiu z muzykami, których jeszcze do niedawna traktowali jako niedoścignione bożyszcze.
W zeszłym roku ukazał się drugi album zespołu – „Avalanche”. Jeśli chodzi o warstwę liryczną, Coco O przyznaję, iż jest to bardzo osobisty album, a teksty są próbą odzwierciedlenia jej własnych doświadczeń. Natomiast soulowe brzmienie duetu wyraźnie nabrało tanecznego charakteru.
Kolejną artystką pochodzenia duńskiego, która rozwija karierę w Stanach Zjednoczonych jest Oh Land. Ale to już materiał na zupełnie inną opowieść…. 😉
Tekst: Magda Nowicka Chomsk