Miss Jools dla Muno.pl – WYWIAD

3 928
Wywiad
Miss Jools dla Muno.pl – WYWIAD

W ekskluzywnym wywiadzie dla Muno.pl rozmawiamy z gwiazdą wytwórni Mobilee - Miss Jools! Artystkę będziemy mieli okazję usłyszeć na żywo już dziś na imprezie w poznańskim klubie 8 Bitów, zaś jutro w warszawskim 1500m2!

Miss Jools odkąd rozpoczęła swoją międzynarodową karierę DJ-ską była – i do dnia dzisiejszego jest – kojarzona głównie za sprawą współpracy z cenioną berlińską wytwórnią Mobilee. To właśnie jej nakładem ukazały się dwa single Jools oraz kompilacja „Mobilee Back To Back Vol. Three”.
Jednak Jools Porter to zdecydowanie więcej, niż jej dyskografia. Ma za sobą bogatą karierę DJ-ską w Londynie, podczas której z bardzo dużym powodzeniem organizowała i promowała swój autorski cykl imprez w jednym z najlepszych wówczas klubów angielskiej stolicy. Jakby tego było mało, niegdyś również współtworzyła wraz z Audiofly projekt Sleeper Thief, który swego czasu spowodował spore zamieszenie kilkoma wydawnictwami.
W dniu jej drugiego występu w Polsce w ramach imprezy Sky’s The Limit With Miss Jools, postanowiliśmy specjalnie dla czytelników Muno.pl dowiedzieć się czegoś więcej na temat historii kariery Miss Jools.

WYWIAD: MISS JOOLS (MOBILEE/BERLIN)

Pamiętasz może tytuł pierwszej płyty, którą sobie kupiłaś?
Pierwszą płytę kupiłam za kieszonkowe od rodziców, które regularnie dostawałam na słodycze. Była to Blondie „Heart of Glass”. Miałam wówczas dziewięć lat i byłam wielką fanką Blondie… 
W jaki sposób zainteresowałaś się muzyką taneczną?
Muzyką elektroniczną zainteresowałam się w 1989. Byłam studentką fotografii i scenę poznałam przez wychodzenie do klubów. Ja i paczka moich znajomych żyliśmy wtedy w oczekiwaniu na kolejny weekend, no i mocno interesowaliśmy się tym co dzieje się na scenie pod względem muzycznym. Mówiąc krótko, dosłownie każdy weekend w całości spędzaliśmy na parkiecie.  
A kiedy i dlaczego postanowiłaś spróbować swoich sił za DJ-ką?
Przez jakieś pięć lat mocno imprezowałam zanim postanowiłam zacząć grać. Mówiąc szczerze, był to dla mnie bardzo naturalny i oczywisty krok, swego rodzaju ewolucja. Po imprezie w klubie, ja i moi znajomi zawsze szliśmy do czyjegoś domu na after, gdzie moi kumple – którzy w większości mieli gramofony – godzinami puszczali płyty. Zawsze lubiłam patrzeć na miksujących DJ-ów i zawsze mnie to fascynowało jako rodzaj sztuki. No i pewnego dnia powiedziałam mojemu znajomemu, że ma mi dać spróbować. I od pierwszej próby sklejenia beatów byłam uzależniona. Resztę tej historii dopowiadać chyba nie muszę.

Kiedyś pewien DJ, który obecnie prowadzi bardzo popularny i długo działający cykl imprez, powiedział mi, że jedynym powodem, dla którego w ogóle zaczął robić własne imprezy, był fakt, że w Londynie było bardzo ciężko o bookingi i nie było gdzie grać. Czy w Twoim przypadku było tak samo?
Gdy zaczynałam organizować Clandestino, ilość bookingów nie stanowiła dla mnie jakiejkolwiek motywacji. W 2002 roku miałem okazję zostać promotorką i rezydentką swojej własnej imprezy w Londynie, tak więc postanowiłam iść za ciosem i spróbować swoich sił. Bardzo się cieszyłam wtedy, że miałam okazję tworzyć coś wyjątkowego, no i coś, co od początku od końca reprezentowałoby moją wizję na to, jak wyjście do klubu powinno wyglądać, zarówno od strony kreatywnej, jak i muzycznej. The End był dla mnie najlepszym wówczas klubem w Londynie, tak więc miałam na prawdę ogromne szczęście. Koniec końców taki był taki, że pierwsza impreza odniosła spory sukces, a kolejne sześć niesamowitych lat stanowiły dla mnie najlepszą możliwą okazję, żeby się rozwinąć za deckami. 
Nie masz na koncie zbyt wielu wydawnictw. Czy uważasz się przede wszystkim za DJ-kę? Czy jeśli rynek by tego nie wymagał, pozostałabyś jedynie przy graniu, a produkcję odstawiła na bok?
Tak, to prawda, nie mam dyskografii długości swojej ręki. Ale szczerze, jestem z tego powodu szczęśliwa, ponieważ była to moja świadoma decyzja. Sama nie czuje presji, żeby robić muzykę. Zamiast tego, siadam w studio wtedy, kiedy czuję taką wewnętrzną potrzebę, i dlatego też produkcja staje się dla mnie czymś wyjątkowym. Uwielbiam siedzieć w studiu pracując i tworząc, ale nie sądzę, bym kiedykolwiek wydawała muzykę średnio raz w miesiącu. Obecnie pracuję nad kilkoma projektami solowymi, które ukażą się jakoś w 2012 roku. Ale DJ-owanie i tak na zawsze zostanie moja pierwszą i jedyną prawdziwą miłością.  

Usłyszymy coś nowego od Sleeper Thief w przyszłości?
Sleeper Thief zawsze będzie miał szczególne miejsce w moim sercu. Byłam bardzo dumna z muzyki, która wydaliśmy razem, oraz z tego, co udało nam się osiągnąć w stosunkowo krótkim czasie. Do dnia dzisiejszego dużo ludzi do mnie podchodzi i mówi, że wciąż grywają te płyty, co za każdym razem wywołuje na mojej twarzy ogromny uśmiech. Mamy plan na powrót, ale póki co pozostajemy w stanie hibernacji.
Skąd pomysł na przeprowadzkę do Berlina? Londyn ma chyba nie najgorszą scenę?
Kocham Londyn i zawsze będę go kochała. Zawsze będę ceniła ten czas, oraz fakt, że Londyn to miasto w którym się rozwinęłam jako DJ. Nie mniej jednak, doszło do tego, że wyrosłam pod pewnymi względami z tego miasta. Czułam się niemalże zbyt wygodnie, potrzebowałam więc nowych wyzwań, twarzy i inspiracji. Można by powiedzieć, że zupełnie nowej sceny. Londyn, nie da się ukryć, ma bardzo żywą scenę muzyki tanecznej, dlatego też Berlin wydawał się naturalnym wyborem do kontynuowania mojej kariery i rozpoczęcia nowego rozdziału w moim życiu. I jestem teraz bardzo szczęśliwa.
Ostatnia płyta, którą sobie kupiłaś?
Kate Simko „Bikini Atol” na Hello? Repeat… 
Ulubiony kawałek pop wszech czasów?
(śmiech). Byłam nastolatką w latach osiemdziesiątych, tak więc kocham praktycznie wszystko co z tą dekadą związane…Wybór mam szeroki, ale jeden z moich ulubionych numerów to Soft Cell „Tainted Love”.  


mobilee podcast 025 – Miss Jools by mobilee records