Marco Carola – Play It Loud

2 572
Recenzje
Marco Carola – Play It Loud

Info

Data wydania:
2011/02/07
Ocena:
Wytwórnia:
Artysta:

Urodzony w Neapolu weteran techno długo milczał w związku z wydawaniem kolejnych pełnowymiarowych albumów. Ostatni wyszedł spod jego ręki osiem lat temu („Question 10”). Absencję albumową tłumaczy pokrętnie. A to nie czuł się dobrze, a to brakowało wyraźnego konceptu, lecz EP-ki produkował jak zawsze hurtowo, więc z drugiej strony po co album…

Lepiej zacząć od początku, a ten określić można w dniu spotkania się i dobicia targu przez Richiego Hawtina oraz Marco Carolę wiosną 2007 roku. Więzy połączone, telefony włączone, produkcje ukończone, fabryka rusza, a promocja nie ustaje. W ten sposób Włoch wydaje kolejne EP-ki i single nakładem legendarnej Plus 8, by już dwa lata później przypuścić szturm na DJ charty za pomocą flagowego labelu Hawtina – Minus.

I tu naszemu bohaterowi wszystko powoli wraca do normy, odzyskuje siły witalne, gra na najlepiej obstawionych gigach na całym globie, zaczyna kiełkować myśl o albumie, który wyrasta po roku wytężonej pracy i ukazuje nam się wielki, prężny, dumny.

Nie ukrywam, że z tego wszystkiego najbardziej zauroczyła mnie szczerość Marca, który głosi, że to przede wszystkim tak zwany DJ tool, że nie potrafi tworzyć piosenek, że przede wszystkim jest DJ-em, co automatycznie dyskwalifikuje go jako taśmową produkcję radiowych powerplayów. Przyznam, że nie myli się ani przez chwilę.

Z „Play It Loud!” zapamiętam dwa momenty. Kiedy wcisnąłem przycisk PLAY oraz gdy album się skończył, kwitując jego zawartość uśmiechem. Nie, nie z radości, że wspaniały materiał – z ulgi… Niby należy go słuchać głośno. Ale nie dlatego, że jest tam coś ukryte, jakieś kosmiczne nowinki. Nie. Poza dudnieniem żadna ze zmyślnie zmiksowanych kompozycji nie ma nam nic do zaoferowania.

Wyobrażam sobie tylko typ człowieka, który jest szczerym ortodoksem minimal techno i równie szczerze egzaltuje się zawartością płyty. Jedyne co mi na myśl przychodzi – niemożliwe. Jeszcze pokrótce można wspomnieć o nieobecności przełamań w rytmice, deficycie napięcia, braku jego stopniowania, niedoborze jakiejkolwiek melodii i mamy pełne spektrum surowizny tu zawartej.

Szkoda czasu i słów na podsumowania. Jedno z moich bardziej traumatycznych muzycznych przeżyć w tym roku.

Tracklista

01. Suspense
02. The Jingle
03. The Method
04. Black Box
05. Equinox
06. Freak On
07. Groove Catcher
08. Kimbo
09. Light House
10. Magic Tribe
11. One Man Show
12. Over Love
13. Play It Loud! (Complete Album Mixed Version)
14. Play It Loud!
15. Pop Up
16. Question Of Time