Lucy dla Muno.pl – WYWIAD

Wywiad

Rozmawialiśmy z jednym z najciekawszych reprezentantów muzyki techno nowego pokolenia i szefem słynnej wytwórni Stroboscopic Artefacts - Lucy'm, który jeszcze dziś wystąpi podczas imprezy halloweenowej we Wrocławiu.

Lucy to DJ, producent oraz założyciel wytwórni Stroboscopic Artefacts, który przez ostatnie lata swoją ciężką i ambitną pracą zasłużył na miano jednej z najlepiej rokujących gwiazd Techno nowego pokolenia. Współpracuje z samym Speedy J – obaj panowie tworzą projekt Zeitgeber, w ramach którego odkrywają bardziej abstrakcyjne brzmienie muzyki techno.

Lucy dziś ponownie odwiedzi Polskę, tym razem Wrocław, gdzie wraz z Dinky zagra podczas imprezy Halloween: Monsters Inside Us w niecodziennej miejscówce, jaką jest Sala Gotycka. Niecały miesiąc później Lucy odwiedzi Poznań.

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

31.10.2014 | HALLOWEEN WITH LUCY & DINKY | SALA GOTYCKA | WROCŁAW


22.11.2014 | LUCY | PROJEKT LAB | POZNAŃ

 

WYWIAD: LUCY (Stroboscopic Artefacts)

 

Cofnijmy się na chwilę do przeszłości – pamiętasz decydujący moment, w którym stwierdziłeś, że techno to będzie ten aspekt, którym zajmiesz się na całe życie? Co to było? Utwór muzyczny, artysta, może wyjście do klubu?

Na początku dawkowałem muzykę w dość naturalny sposób. Zanim zdecydowałem, że jej produkcja będzie czynnością, którą zajmę się na całe życie, przez dłuższy czas robiłem to czysto hobbistycznie. Kiedy miałem 24 lata główną aktywnością, w której się spełniałem, która była najbliższa mojemu sercu, było pisanie aniżeli produkcja muzyki. Byłem wtedy przekonany, że to będzie ta droga, którą chcę obrać w życiu. Doszedłem jednak do momentu, w którym przestałem z pisania czerpać przyjemność. Zaraz po tym skupiłem się głównie na muzyce, chwilę później przyszło już pierwsze wydawnictwo…

Chciałbym wiedzieć gdzie urodziły się twoje fascynacje do mrocznych, ciężkich, eksperymentalnych dźwięków. Pochodzisz ze słonecznej Sycylii, w której podejrzewam nie ma zbyt wiele mroku, jak na przykład w Berlinie, w którym teraz mieszkasz. Gdzie leży źrodło twojego spojrzenia na muzykę?

Tak naprawdę wizja muzyki nie zależy od miejsca, w ktorym się znajdujesz, ani jakie środowisko cię otacza. Z tym czymś się rodzisz, masz to głęboko w sobie. Dwa lata temu scena w Berlinie była bardzo świeża, obecnie mam wrażenie, że wszyscy grają praktycznie to samo. Można powiedzieć, że scena zjada swój własny ogon. Starałem się jednak robić swoje bez względu na panujące trendy i wszczepiać swój autonomiczny pierwiastek do muzyki techno. Zawsze byłem bliżej bardziej undergroundowego brzmienia, nawet w baśniowym miejscu jakim jest Sycylia.

Podobnie jak wielu producentów techno dość wcześnie przeprowadziłeś się do Berlina. Jaki był główny powód obrania właśnie takiego kierunku? Tańsze życie, znalezienie się w centrum muzyki elektronicznej?

Na początku faktycznie najważniejszym czynnikiem było tanie życie w Berlinie, zwłaszcza, że wcześnej studiowałem w Paryżu. To był wyjątkowy czas w moim życiu, szczególnie, że zawsze chciałem uczyć się w stolicy Francji – udało mi się kontynuować naukę rozpoczętą we Włoszech na uniwersytecie w Paryżu. Po jej zakończeniu stwierdziłem jednak, że chciałbym robić w życiu coś innego. Kiedy przeprowadziłem się do Berlina sześć lat temu, wszystko było łatwiejsze i o wiele wiele tańsze niż jest teraz. Miałeś niesamowite wsparcie od środowiska i czułeś się bezpiecznie. To było coś, czego brakowało mi zarówno we Włoszech jak i Francji.

Rozmawiając o Berlinie nie mógłbym nie zapytać o twój związek z Berghain. To obecnie najgorętsze miejsce na technicznej mapie świata – miejsce które kilka lat temu było znane wyłącznie fanom techno, teraz wie o nim praktycznie każdy. Czy dla Ciebie, jako artysty, to najlepsze miejsce w którym przyszło Ci grać?

Niewątpliwie jest to szczególne miejsce w kontekście rozwoju mojej kariery tutaj w Berlinie. Mój pierwszy booking pamiętam szczególnie dobrze, było to jakieś 5-6 lat temu – to było prawdziwy honor oraz niesamowicie zaskakująca informacja, zwłaszcza, że dopiero co przeprowadziłem się do stolicy Niemiec. Pytałem się w tamtym czasie, dlaczego do cholery właśnie ja mam zaszczyt zagrać w takim miejscu – właściciele klubu obdarzyli moją osobą i moim podejściem do muzyki niesamowitym zaufaniem. Jestem im za to niesamowicie wdzięczny. Berghain jest wyjątkowym miejscem przede wszystkim ze względu na otwartość publiki – mało takich miejsc na świecie, gdzie parkiet w pełni tego słowa znaczeniu oddaje się temu co robisz.

2014 to wyjątkowy rok dla Ciebie i Twojej wytwórnii Stroboscopic Artefacts. Obchodzicie pięciolecie jego istnienia. Z pewnością każda EP’ka, album oraz showcase jest ważny, jeśli jednak miałbyś wymienić wyłącznie 3 rzeczy, ktore się wydarzyły od 2011 roku, z którymi się najmocniej identyfikujesz, które by to były?

Pierwszą rzeczą jaka przychodzi mi do głowy, z którą wiążą się z mojej strony naprawde silne emocje, to seria Stellate. To był szalony czas, kiedy chcieliśmy robić swoją własną muzyką głównie z pobudek artystycznych, nikt nie myślał wtedy o zarabianiu piniędzy – i faktycznie na początku ich nie było. Skompletowani artyści zaufali nam, co dało nam jeszcze więcej motywacji do rozwijania wytwórnii. Nie mogę nie wymienić dwóch albumów, dzięki którymi wypłynęliśmy na głębsze wody – to mój debiutancki LP oraz album od Dadub. No i imprezy – niezliczona ilość pojechanych, magicznych nocy wspólnie z najlepszymi przyjaciółmi to jest coś, czego się nie zapomina.

Goa, Concrete, Berghain, sesja Boiler Room – z okazji 5-lecia odwiedzacie najważniejsze kluby na świecie. Który showcase wspominasz najlepiej?

Szczerze mówiąc mieliśmy wiele zapytań ze sporej ilości klubów na całym świecie w sprawie zorganizowania właśnie u nich swojej imprezy z okazji 5-lecia istnienia SA. Zdecydowaliśmy wybrać tych kilka najważniejszych, w których nie gościliśmy za często. Paryż był niesamowity, nieprawdopodobną imprezę zaliczyśmy również w Corsica Studios w Londynie. Jeśli pytasz mnie jednak o tą najlepszą – bez chwili zastanowienia odpowiadam – Berghain. To była wyjątkowa noc dla każdego z nas, przede wszystkim dlatego, że wszyscy tutaj żyjemy. Berghain to klub, który mijamy codziennie, każdy z nas ma z nim szczególne relacje – ponad 24-godzinna sesja Stroboscopic Artefacts wewnątrz była czymś szczególnym.

Jedną z najciekawszych kolaboracji w techno ostatnich lat jest projekt Zeitgeber. Absolutna legenda Jochem Paap w połączeniu z twoją wizją muzyki to coś wyjątkowego. Jak do tego doszło? Kto był inicjatorem całego zamieszania?

Kilka lat temu Speedy J zaprosił mnie na jedną ze swoich imprez Electric Deluxe – tam się właściwie poznaliśmy. Jakiś czas później otrzymałem od niego maila, czy nie miałbym ochoty przyjechać do niego do Rotterdamu odwiedzić jego studio. Bardzo spodobał mu sie mój styl grania, to było dla niego coś bardzo świeżego i interesującego. Nie mogłem odmówić, szczególnie, że Jochem jest moją inspiracją i jednym z większych bohaterów w techno. Siedząc w studio stwierdziliśmy, że to co wyprodukowaliśmy to nie jest tylko luźny jam-session, że to nie są tylko trzy kawałki. Następstwem był wyprodukowany w bardzo krótkim czasie album jako Zeitgeber.

Zagraliście magiczny występ w Trouw, roznieśliscie namiot podczas Awakenings Festival oraz byliście odpowiedzialni za jeden z najlepszych występów podczas tegorocznego Audioriver. Przygotowujecie się jakoś do tych performanców? Czy znacie się na tyle, że wszystko wychodzi spontanicznie…

Na scenie zachowujemy się podobnie jak przy produkcji, wszystko wychodzi bardzo naturalnie. Żaden z nas nie planuje wcześniej tego co zagra, nie skupiamy się na pojedynczych kawałkach. Mamy wspólny język w muzyce, wychodzimy na scene i bez słów robimy to co umiemy najlepiej. Uwielbiam grać z Jochemem, podczas tych występów sam siebie zaskakuje pod względem wyborów niektórych utworów.

Wczoraj przesłuchałem najnowszą kompilację “Aphylion” dla wiodącej wytwórnii z muzyką techno – Token. Zestaw artystów prawdziwie imponujący – wśród nich Ty, ze swoim kawałkiem „Sana Sana Sana Cura Cura Cura”. Jak do tego doszło?

Nigdy wcześniej nie współpracowałem bliżej z Krizem, właścicielem wytwórnii. Jesteśmy przyjaciółmi od wielu lat, więc gdy przyszła okazja aby przygotowac dla niego kawałek, nie wahałem się ani chwili. Wszystko to co robi obdarzam wielkim szacunkiem, także znalezienie się obok takich artystów jak Surgeon czy James Ruskin było dla mnie honorem. Kawałek przygotowywałem około dwóch tygodnii. Najbardziej podoba mi się tytuł mojego kawałka – ma to związek z uleczaniem poprzez szamańskie ceremonie. Czyli trochę to co robię 🙂

Wszyscy znamy Cię z uwielbienia do długich występów. We Wrocławiu zagrasz 4-godzinnego seta, mamy nadzieję, że odrobine dłużej. Czego możemy się spodziewać?

Mam bardzo bliski związek z polską publiką, byłem u was kilka razy i zaprzyjaźniłem się z paroma naprawdę świetnymi ludźmi. Postaram się wam dać to, czego jeszcze nie wiecie, że chcecie ode mnie 🙂 Liczę na świetny soundsystem. Do zobaczenia we Wrocławiu!

Rozmawiał: Paweł Chałupa

Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →