Love Parade zmieniła świat niczym Woodstock – WESTBAM

2 387
Wywiad
Love Parade zmieniła świat niczym Woodstock – WESTBAM

W rozmowie z nami Westbam opowiada o tym jak techno zmieniło wizerunek Niemców na świecie, jak atak na World Trade Center wpłynął na popularność minimal techno i o wpływach czarnej kultury w muzyce klubowej.

Westbam zaczął swoją działalność muzyczną już w 1983 roku, ale największe sukcesy zaczął odnosić od późnych lat 80. Wszyscy znają jego klasyczne utwory takie jak „BeatBox Rocker”, „Hard Times” czy „Celebration Generation”.

WYWIAD: WESTBAM

House i techno są integralną częścią światowej kultury już od ponad 30 lat. Czy miałeś pojęcie, że ten muzyczny ruch nabierze kiedyś tak gigantycznego wymiaru gdy nagrywałeś swoją pierwsza płytę w 1988 roku?

Uznasz, że to śmieszne, ale faktycznie byłem jakimś prorokiem, bo już jako nastolatek – pewnie około roku 1984 uważałem, że DJ-e to przyszłe gwiazdy pop. Wtedy byłem przekonany, że to futurystyczna profesja, pewnie jest to nawet gdzieś nagrane, a więc do udowodnienia! (śmiech)
Tymczasem również w 1989 roku, gdy startowała Love Parade i pojawiło się na niej 150 osób, to wiedziałem, że zaczyna się dziać coś nowego, szczególnego, co będzie częścią historii. I widziałem już wtedy DJ-ing jako cos wyjątkowego, jako nową formę robienia muzyki. W 1989 roku napisałem też artykuł o tej nowej kulturze, która stawała się rewolucją jak kiedyś punk. Z tą jednak różnicą, że punk wieszczył koniec pewnej ery, a techno tę nową erę rozpoczynało.

Twój pierwszy singiel w Anglii ukazał się z grafiką acid-house‘owego Smiley‘a nawiązującą do Hitlera. W tym czasie Niemcy byli wciąż silnie kojarzeni z II Wojną Światową. Twierdzisz, że dopiero techno wpłynęło na zmianę tego wizerunku…

Tak, dokładnie tak uważam. Kiedyś wszyscy mieli wojenne asocjacje z Niemcami. W połowie lat 90. gdy pojechałeś do Meksyku, Amsterdamu czy USA, wszyscy mówili: Niemcy – Love Parade! Stereotypy często długo siedzą w głowach ludzi, ale to fala popularności techno pozwoliła Niemcom wymyślić, określić się na nowo. I pamiętam też mnóstwo Polaków, którzy przyjeżdżali do nas na paradę i tańczyli z Niemcami i obywatelami całego świata. Wszyscy byliśmy razem, to działo się naturalnie, oddolnie. Muzyka pozwalała przewalczać stereotypy. Dlatego Love Parade była ważna w politycznym aspekcie.

W latach 90. techno niewątpliwie odegrało rolę w politycznych przemianach – od Berlina po Europę Wschodnią. Ale czy tak jest nadal? Czy obecnie techno to wyłącznie czysta zabawa i hedonizm?

W całej tej otoczce wokół techno jest na pewno silny aspekt życia chwilą, oddawania się zabawie. Dlaczego w latach 90. house i techno było tak euforyczne i niosące radość? Bowiem właśnie wtedy ludzie żyli zmianami politycznymi, wierzyli w lepsze jutro, wartości demokratyczne, wolność. Tak wiał zachodni wiatr zmian demokratycznych. Dr Motte wieszczył nastanie światowego pokoju za kilkanaście lat. Tymczasem potem pojawił się atak na World Trade Center zmienił się nastrój na świecie. Świat pokrył cień, zmieniło się też brzmienie muzyki na bardziej minimalistyczne. Ludzie nie czuli już euforii, która gnała ich przedtem na ulice. Woleli schronić się w Berghain, ubrać na czarno i słuchać minimalu. To wszystko stało się pewnie podświadomie, ale tak właśnie geopolityka wpływa na kulturę i zmiany w niej zachodzące.

Afrika Bambaataa – jeden z pionierów elektro i kultury hip-hop był i dla ciebie wielkim muzycznym autorytetem i wpłynął na twoje brzmienie. Czy ty lubisz połączenia gatunków muzycznych jak np. hip-hop i house?

Na początku wszyscy przecież grali podobną muzykę, nie dzielili jej gatunkowo. A gdy w Detroit stworzono techno, to funkcjonowało ono pod nazwą electro-funk. Jak posłuchasz wczesnego hip-hopu „Wildstyle” „Planet Rock”, „Looking For The Perfect Beat” to zobaczysz, że była to po prostu innowacyjna muzyka taneczna. Potem powstawały masowo nowe gatunk jak new beat, trance czy gabber. Tak samo było z house’em i hip-hopem, które były sobie pokrewne. Ale tak naprawdę wszystko pochodziło z jednego punktu.

Jesteś współautorem dwóch legendarnych i historycznych dla muzyki tanecznej projektów: Mayday i Love Parade. Jak to jest, gdy teraz nie jesteś z nimi już związany?

Można patrzeć na to z różnych stron, Z jednej byłem pogodzony i zadowolony, że odpuszczam robienie parady czy Mayday. Z drugiej zaś strony czułem pewien żal czując wciąż duchowe połączenie z tymi projektami. Zauważyłem, że Polacy są bardzo świadomi historycznie – wasz naród trzyma przy życiu pamiętanie, tymczasem w przypadku mojego narodu jest to zapominanie. To oczywiście pokłosie doświadczeń wojennych. W Niemczech więc często brakuje mi tego pamiętania tradycji. Tak więc u nas za sterami danego projektu lądują nagle nowi ludzie i nie interesują się, nie dbają kto za tym stał wcześniej, co zrobił, czym się zasłużył. To popada w naturalne zapomnienie. Trochę jest to smutne, ale trzeba iść do przodu.

Twój nowy album, „Risky Sets” zawiera featuringi wielu gości, jak był klucz ich dobierania?

Muzyka EDM jest echem europejskiej kultury techno, która jest echem czarnej kultury amerykańskiej. Tymczasem wykonawcy EDM-owi zaczęli niejako czyścić te wszystkie czarne wpływy w swojej muzyce. Mnie się to nie podoba, bo sam wiem jak bardzo czarna kultura wpłynęła na mnie i globalną muzykę klubową. Wiem, skąd to wszystko przyszło. Jest to więc dla mnie honor zaprosić tych ludzi na moja płytę: od Drake’a po Tyler The Creator.

Jeden z nowych singli nosi tytuł „No Facebook”. Czy media społecznościowe powodują więcej dobra czy szkody w biznesie muzycznym?

Lubię prowokacyjne, rewolucyjne hasła jak kiedyś „No More Fucking Rock’n’ Roll”. To taka moja polityczna strona. Ale pamiętaj, że promowałem singla „ No Facebook” na… Facebooku! (śmiech). Nie namawiam wszystkich do porzucenia Facebooka czy Twittera, ale przypominam o potędze mówienia czasem „nie”.

Czy jest obecnie jakiś młody twórca, którego określiłbyś jako swojego następcę? Ktoś, kto robi równie istotne rzeczy, jest utalentowany…

Ja rzeczywiście byłem szczególnym przypadkiem, bo udzielałem się na wielu polach: nagrywałem muzykę, pisałem sobie teksty oraz książki, robiłem teledyski, pracowałem nad inicjatywami muzycznymi. I bardzo miło, że widzisz te rzeczy właśnie w aspekcie historycznym.

Obecnie jest mnóstwo festiwali, ale żaden nawet nie zbliża się kultowością do Love Parade…

Tak, tymczasem w Niemczech nastolatki znają np. Tomorrowland,a nie mają pojęcia o Love Parade i nic więcej ich nie interesuje, bo Tomorrowland jest t e r a z. Kontekst historyczny jest dla nich nieistotny. Ja też nie chcę absolutnie potępiać czy narzekać na Tomorrowland, tak jak kiedyś narzekano na naszą paradę: rzekome siedlisko zepsucia, zaśmiecania środowiska, upijania się itd. Tymczasem Parada Miłości była niczym Woodstock – imprezą, która zmieniła cały świat. Więcej dobrego z muzyką, niż zrobiła to Love Parade, już się chyba nie da zrobić.

I za to jesteśmy ci wszyscy bardzo wdzięczni!

Rozmawiał: Artur Wojtczak