Tales Of A Kleptomaniac

Recenzje

Info

Data wydania:
2009/05/08
Ocena:
Wytwórnia:
Artysta:

Na swoim nowym albumie Laurent Garnier połączył techno z energią rocka, zadziornością hip hopu, funkową radością, a nawet drum’n’bassem. To nic nowego, bo do tego słuchaczy zdążył już przyzwyczaić, ale tym razem, za jego muzyką stoi coś więcej. 

Przede wszystkim jest o wiele bardziej energetycznie niż na ostatnim albumie Francuza. Klimaty przeplatają się na tyle niezauważalnie, że tworzą coś w rodzaju nowej jakości, a dograne żywe instrumenty dodają całości charakteru, podkreślając jednocześnie organiczne brzmienie produkcji Garniera. Już sam początek zdradza nam, że przez najbliższe 75 minut nie będzie nudno. Album złożony z dwunastu kompozycji, raz mniej, raz bardziej, ale cały czas trzyma napięcie, a wytchnienie daje dopiero zakończenie krążka.

Najbardziej rzucają się w uszy tradycyjne dla Laurenta kawałki ‚Gnanmankoudji’ – nie bez powodu wybrany na pierwszy singiel, a także ‚Back To My Roots’ z wiele mówiącym podtytułem ‚Back To My Technodiziak Roots’. Oba kawałki charakteryzuje hipnotyczny, galopujący bit, w przypadku tego pierwszy wybijany na żywych bębnach oraz szaleńcza, wręcz rytualność. A owa rytualność to nie jedyny element nasuwający skojarzenia z korzennym czy etnicznym posmakiem. Najwięcej słychać go w wieńczącym album numerze ‚From Deep Within’ – leniwy, dubowy, wzbogacony w utrzymany w klimacie bełkot. Podobnie dubowy jest poprzedzający go utwór ‚Food For Thought’. Producent obiecał dubstep, a tak naprawdę z całego słowa pozostał jedynie człon ‚dub’. Mimo wszystko nie można mieć do niego żalu, gdyż pozbywając się pierwotnego pomysłu, udało mu się stworzyć spójny koncept, który ‚step’ jedynie by zepsuł.

Uwagę przykuwa również nieco mroczny utwór ‚Dealing With The Man’. Jest on wręcz trip hopowy, pojawia się recytacja samego Garniera, zaś subtelna trąbka brzmi niczym wydobyta z zadymionej, małej klubokawiarni. Tuż po nim wchodzą niesamowicie żywiołowe kompozycje, z których zdecydowanie najciekawsze są ‚Pay TV’ oraz ‘Bourre Pif’. Oba to stosunkowo agresywne kawałki, z rockowym wykopem. Ten pierwszy jest najlepiej zbalansowany pod względem napięcia na płycie, a mroku i pazura dodaje udział Justine Bonneville‚ – na czym polega, przekonajcie się sami… Drugi to szybki, drum’n’bassowy, ciężkawy track, który z pozoru może wydawać się na wyrost, jednak w rzeczywistości do zestawu pasuje jak ulał. 

Nasuwają mi się dwa wnioski dotyczące tego albumu. Pierwszy to taki, że Laurent Garnier bez wątpienia wypracował styl produkcji i brzmienie do perfekcji. Drugi wniosek dotyczy odbioru krążka. Jest coś, co nie pozwala mi się w pełni zachwycić ‘Tales Of A Kleptomaniac’. Swoisty mur, którego nie da się przebić i chociaż jest miło, to po odsłuchaniu płyty zostaje niedosyt. Tak jakby do stuprocentowej radości brakowało dosłownie kilku dźwięków. Kilku, ale jak widać kluczowych. Ważną rzeczą jest też fakt, że kompletny odbiór tej muzyki jest możliwy przy dokładnym wsłuchaniu i wyłapaniu pozornie niewielu niuansów. Tylko wtedy z czystym sumieniem można stwierdzić, że opowieści Francuza są porywające. Bez tego, chociaż wciąż taneczne, bywają jedynie ciekawe.

Polub muno.pl na Facebooku:

Tracklista