Muzyka jest kobietą

Artykuł

Na kogo powinni zwrócić uwagę wielbiciele wokalistki Austry, kto jest nową protegowaną Visionquest, kto może przyćmić talent Dillon? Z okazji Dnia Kobiet nasza redaktorka typuje artystki, wokół których wkrótce może zacząć się kręcić muzyczny świat.

W jednej z najbardziej popularnych amerykańskich serii komiksowych „American Splendor” jest opowieść o kolekcjonerze płyt z muzyką jazzową. Początkowo niewinne hobby przeradza się w niepokojącą obsesję, a nasz bohater staje się sfrustrowanym i wiecznie nienasyconym zbieraczem muzyki. O tym, jak łatwo powtórzyć jego los w dobie Internetu, nie trzeba właściwie wspominać. Przytoczone, w ostatnim wywiadzie z Viadriną, „internetowe śmietnisko” codziennie każe nam przedzierać się przez tony informacji i wydawnictw. W takich warunkach niestety trudno być obiektywnym i wydawać ostateczne wyroki. Dlatego też pozwalamy sobie na dowolność wyboru i opowiadamy o artystkach, które intrygują nas od dłuższego czasu, w których talent mocno wierzymy i które są naszymi faworytkami wyłonionymi z wciąż zdominowanego przez mężczyzn świata elektroniki.
Laura Jones
Właściwie wszystko zaczęło się od filmiku na YT, na którym Matt Tolfrey gra „Love In Me” podczas Get Lost Party odbywającego się w ramach Winter Music Conference 2011 w Miami. W ten sposób, do tej pory właściwie nikomu nieznana Brytyjka, pojawiła się w światowej, pierwszej lidze djów i producentów. Mowa tu oczywiście o Laurze Jones, której debiutanckie produkcje ukazały się nakładem tak prestiżowych oficyn, jak Visionquest, Leftroom oraz Crosstown Rebels.
Laura Jones w dzieciństwie pobierała lekcje nauki gry na pianinie i klarnecie. Ćwiczyła również głos, czego efekty słyszymy we wspomnianym już „Love In Me”. Pod koniec studiów pojechała na Ibizę, gdzie pokochała muzykę elektroniczną miłością absolutną. Po powrocie do Leeds zarobiła na swoje pierwsze decki, wzięła kurs djingu i przez kilka kolejnych lat okazjonalnie udzielała się na lokalnej scenie klubowej.
Mattem Tolfrey’em zaprzyjaźniła się w 2005 roku na Ibizie, Setha Troxlera poznała w 2007 podczas WMC, a rok później supportowała jego i Ryana Crossona w Lauche. Wkrótce do grona jej znajomych dołączył Shaun Reeves, Lee Curtiss, Eli Goldstein. Przyjaźnie te stały się przydatne, gdy Laura postanowiła spróbować swoich sił w produkcji muzyki. To właśnie im jako pierwszym wysłała próbki swojej twórczości, dzięki czemu jej debiutancki materiał pojawił się już wiosną 2011 roku na Visionquest Club Collection.
Kariera Laury Jones rozkręca się. Jej utwór „Love In Me” zawojował klubowe parkiety m.in. dzięki remiksowi Maceo Plex, 13 lutego wydała epke dla Crosstown Rebels, zremiksowała Hollis P.Monroe’a, coraz częściej grywa w zagranicznych klubach. Jeśli tylko nie zwolni tempa, ten rok może należeć do niej!
Malin Dahström z Niki & The Dove
Przez jakiś czas Niki & The Dove mogą mieć trudności z uniknięciem porównań do innego szwedzkiego projektu – The Knife. Porównanie, pomocne przy lokalizacji zespołu na muzycznej mapie świata, z pewnością jednak nie wystarczy do stworzenia pełnej charakterystyki brzmienia jego muzyki.
Sama nazwa Niki & The Dove owiana jest tajemnicą, której twórcy zespołu – Malin Dahlström i Gustlaf Karlöf, nie zamierzają zdradzić. Przez wiele lat artyści okazjonalnie współpracowali przy tworzeniu muzyki na potrzeby spektakli teatralnych oraz filmów. W lutym 2010 roku Gustlaf pokazał Malin napisany przez siebie utwór „DJ Easy My Mind”, który postanowili razem nagrać, a następnie wydać. Oboje od dłuższego czasu fascynowali się muzyką elektro i lubili eksperymentować z innymi gatunkami muzycznymi. Ostatecznie, chęć dalszej współpracy na polu elektroniki została przypieczętowana założeniem Niki & The Dove.
Elektroniczne brzmienie podkreślane wyraźną linią rytmiczną perkusji oraz charyzmatyczny wokal Malin Dahström sprawia, że obok Niki & The Dove trudno przejść obojętnie. Autorką wszystkich tekstów jest Malin, która przyznaje iż nie wyobraża sobie śpiewać słów napisanych przez kogoś innego. Na tym jej rola w zespole jednak się nie kończy. W przeciwieństwie do wielu kobiet z synth-popowych duetów, Malin Dahström jest również współkompozytorką i współproducentką utworów Niki & The Dove.
W maju ukaże się debiutancki album zatytułowany „Instict”, który jak zapowiadają jego twórcy, będzie sporym wydarzeniem.
Kari Amirian
Przez lata przyzwyczailiśmy się do myśli, że Północ rodzi najbardziej unikalne i majestatyczne głosy. Prym oczywiście wiedzie Skandynawia, w tyle nie pozostają jednak Niemcy i Wielka Brytania. Od jakiegoś czasu również polskie mroźne zimy wydają się mieć pozytywny wpływ na umiejętności wokalne naszych artystek. W 2011 roku dużo słuchało się Julii Marcell, ten rok może należeć do Kari Amirian, która w grudnia wydała swój debiutancki album „Daddy Says I’m Special”.
Kari Amirian odebrała gruntowne muzyczne wykształcenie, jest absolwentką Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie oraz Podyplomowego Studium Jazzowego. Prywatnie żona kompozytora Roberta Amiriana, który jako autor tekstów i reżyser nagrań współtworzył solowy album Kari. Do pracy nad LP został zaproszony również zespół multiinstrumentalistów. Udało im się stworzyć oryginalne brzmienie, które w połączeniu z aksamitnym wokalem Kari Amirian tworzy nową jakość na polskim rynku muzycznym.
Cztery lata temu na składance „RAM Cafe 3” ukazał się utwór zespołu Royksopp zatytułowany „In Sound”, w którym Kari Amirian użyczyła swojego głosu. Niestety mało kto o tym wiedział i tak naprawdę o tej współpracy zaczęto przypominać sobie dopiero gdy płyta artystki znalazła się już na sklepowych półkach. Na szczęście, podobny los nie spotkał długogrającego debiutu artystki.
Zola Jesus
W tym przypadku przyznajemy się do małego oszustwa. Będziemy mówić o artystce, która debiut ma już dawno za sobą, a w zeszłym roku wydała swój trzeci album, który zresztą na świecie odniósł ogromny sukces. Mamy jednak poczucie, że w Polsce nie jest tak znana i doceniania jak być powinna, stąd postanowiliśmy zwrócić na nią waszą uwagę.
Będziemy mówić o artystce, której charakterystyczny wokal otwiera album „Hurry Up, We’re Dreaming” zespołu M83, która pojawiła się na krążkach formacji Former Ghosts oraz Orbital i która nazywa się Zola Jesus. Nika Roza Danilova, bo takie jest jej prawdziwe nazwisko, jest 23-letnią Amerykanką rosyjskiego pochodzenia. Podobnie jak wokalistka zespołu Austra, Katie Stelmanis, we wczesnej młodości uczyła się klasycznego śpiewu operowego. W liceum jednak postanowiła zrezygnować z kariery śpiewaczki i założyła swój solowy projekt o nazwie Zola Jesus.
Było wiele prób określenia gatunku muzyki wykonywanej przez Zole Jesus. Niektórzy, wbrew otwartym protestom artystki, tkwili przy nazwie Goth. Inni używają określeń: lo-fi, Witch House, a nawet „Weird Girl music from the Midwest”. Danilova odcina się od tych definicji, zaprasza do współpracy różnych instrumentalistów i fascynuje się elektroniką, w której z założenia panuje chaos i anarchia.
Ponadto, Zola Jesus ma jedną zasadę, którą ostatnio złamała. Nie zgadza się na remiksowanie swoich utworów. Nie odmówiła tylko Davidowi Lynchowi, który na warsztat wziął kawałek „In Your Nature”. Jak się nie trudno domyślić powstał utwór nad wyraz wyjątkowy.
Tekst: Magda Nowicka Chomsk

Polub muno.pl na Facebooku: