Pożar Firestartera nadal płonie

2 176
News
Pożar Firestartera nadal płonie

Żegnamy Keitha Flinta z The Prodigy, który w ubiegły weekend popełnił samobójstwo.

Jeśli byłeś nastolatkiem w latach 90-tych sielankowy spokój „skakania po kanałach” telewizyjnych od czasu do czasu przerywał istny szaleniec z niezliczoną ilością złomu w twarzy, podwójnym irokezem i bluzą w flagę USA. O co tu chodzi? Cały jego look, wicie się w „pajęczynie”, niepokojąca ekipa gdzieś za jego plecami nie pozwalała oderwać się od telewizora czy zapomnieć o tym co się zobaczyło. Jeżeli poszedłeś dalej, wsłuchałeś się w tekst, to było jeszcze gorzej. „Jestem dziwką, której nienawidzisz, zakochaną w brudzie”. „Firestarter” odcisnął piętno na wielu młodych (może zbyt młodych) ludziach, i zaraziło miłością do brudu sączącego się z „Fat Of The Land” jednej z najlepszych płyt muzyki elektronicznej ever.

Mimo geniuszu Liama Howletta do cięcia i sklejania niezliczonej ilości sampli z dźwiękami wykręconymi na kultowych syntezatorach i automatach perkusyjnych to jednak piorunujący look fajerstartera był jednym z głównych powodów sukcesu grupy. Skacząc po kolei po wszystkich radiowych i telewizyjnych chartach dotarli na największe festiwalowe sceny świata, gdzie Keith uwalniał swój cały taneczny potencjał. Byli takimi popkulturowymi gwiazdami, że w 1996 roku mieli nawet okazję zagrać przed… Davidem Bowie.

Ich fenomen trwał latami, ukazywały się kolejne płyty i odcisnęli po raz kolejny ciekawe piętno w Polsce w 2011 roku. The Prodigy z Keithem na czele wystąpiło na Przystanku Woodstock. Padł dotychczasowy rekord festiwalu, na ich koncert przybyło ponad 700 tysięcy osób. Wielu z nich, w tym ja, wybrało się tam po raz pierwszy i jedyny i do dziś pamiętam docinki „stałych bywalców”, którzy narzekali ile to „technozjebów” przyjechało na ich święty rockowy festiwal.

Ciężko wyobrazić sobie The Prodigy bez Flinta, ciężko wyobrazić sobie muzykę elektroniczną bez The Prodigy. Zaledwie w listopadzie 2018 ukazał się ich ostatni album, w którym gdzieniegdzie czuć było powiew starych, najlepszych czasów. Co będzie dalej? Pewnie jest jeszcze za wcześnie stawiać takie pytanie. Grupa na ten moment z oczywistych względów odwołała wszystkie swoje nadchodzące koncerty i razem z fanami pogrążyła się w żałobie, złości i żalu.
Od wieści o samobójstwie Keitha Flinta mija już dwa dni, w tym czasie kultowy teledysk, coś co pozostawił po sobie na wieki został odtworzony ponad 7 milionów razy. Pożar Firestartera nadal płonie.