Kamp!: „Połączenie elektroniki z hip-hopem jest dla nas bardzo inspirujące” – wywiad

445
Wywiad
Kamp!

Zespół Kamp!, w ramach projektu Lech Music: Festiwale Inaczej, stworzył własną wersję klasyka Molesty - Wiedziałem, że tak będzie. Michał i Radek opowiedzieli nam, jak wyglądała praca nad interpretacją.

Zespół Kamp! wziął udział w projekcie Lech Music: Festiwale Inaczej, zrealizowanym przez markę Lech, wspólnie z wytwórnią Alkopoligamia. Muzycy wzięli na warsztat utwór Wiedziałem, że tak będzie Molesty.

Albo Inaczej – Kamp! – Wiedziałem, że tak będzie – Lech Music 2020

O tym, jak wyglądała praca nad tym wyjątkowym projektem, porozmawialiśmy z Michałem i Radkiem z Kamp!. Przeczytajcie:

Kamp! – wywiad

Jestem pod ogromnym wrażeniem Waszej interpretacji klasyka Molesty. Od początku mieliście w głowach właśnie taki pomysł na ten utwór? A może rozważaliście inne możliwości interpretacji? Ta, którą wybraliście, brzmi dla mnie trochę jak z katalogu wytwórni Afterlife.

Radek: Dzięki wielkie! Porównania z Afterlife zawsze cieszą, bo to dla mnie jeden z punktów odniesienia i ciągłe źródło inspiracji. Nie było to jednak zamierzone i jeśli to słychać – wynika to wprost z muzycznej wrażliwości.
Podejść było kilka, każda w innym sosie, bo też były pewne oczekiwania w stosunku do naszej interpretacji – jako „krajowi specjaliści od tanecznej muzyki” mieliśmy zrobić „letniego hita”, co każdy inaczej pojmuje. Ostatecznie wersja jaką znacie, była tym naturalnym środowiskiem, gdzie muzyka klubowa i jej walor taneczny stoi na równi z emocjami i muzykalnością.

Dokonaliście swego rodzaju dekonstrukcji utworu. Jak wyglądała praca nad powstaniem tej interpretacji?

Radek: Sam pomysł instrumentalny powstał zeszłej jesieni, na potrzeby nowej wersji utworu z naszego debiutu – International Landscapes. Graliśmy go na koncertach na sam koniec i publiczność świetnie na tą wersję reagowała. Czuć było, że to coś w co ludzie wchodzą od razu!
Ten motyw ma w sobie coś bardzo podniosłego, smutnego i euforycznego zarazem. To coś, co mnie ujmuje w holenderskiej szkole trance i gatunków pokrewnych progressive house i techno – melodie balansujące na granicy piękna i kiczu. Tego typu emocje najlepiej się sprawdzają wtedy kiedy publiczność jest już rozgrzana i gotowa na zejście w głąb swojej emocjonalności ;).

Jest na YT set Jorisa Voorna z Audioriver 2017, on tam miesza granie beatowe z emocjonalnym i widać, jak bardzo publiczność na te kontrasty reaguje.

Na koncertach gramy ten utwór powściągliwie, w wersji studyjnej poszliśmy dalej. Niewykluczone że zrobimy wersję stricte klubową, która w pełni zaprezentuje potencjał muzyczno-taneczny.

Kamp! – International Landscapes

Zadam dość klasyczne pytanie – najpierw bit, czy nawijka? Wyprodukowaliście utwór, a następnie dobieraliście pasujące wersy, czy może było na odwrót? Wokół konkretnych wersów staraliście się zbudować odpowiedni anturaż dźwięków?

Michał: To nie było łatwe zadanie i w sumie mieliśmy kilka podejść do tego tematu. Wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z jednym z najważniejszych polskich numerów hiphopowych, ale nie chcieliśmy go traktować jako świętości. Inna sprawa, że 85BPM to zupełnie nie nasze tempo, więc spadły nam początkowe plany zsamplowania oryginału. Potem przedstawiliśmy naprawdę luźną interpretację, na którą nie chciało się zgodzić Albo Inaczej, więc finalnie wzięliśmy temat muzyczny, który gramy od jakiegoś czasu na koncertach, zrobiliśmy nową strukturę i wtedy do wokali usiadł Tomek. Dla niego to było bardzo duże wyzwanie, bo nigdy nie śpiewał po polsku i już po drugiej wersji miał dosyć, a było ich jeszcze klika. Całość konsultowaliśmy z Albo Inaczej, którym zależało na jak największej ilości oryginalnego tekstu, nam natomiast na zachowaniu rytmu i dopasowaniu go do naszej wizji. To była „walka” o każdy wyraz i trwała do ostatniego „tejka”.

Kamp! fot. Przemek Chudkiewicz

Kamp!, fot. Przemek Chudkiewicz

Gdyby ktoś nie znał twórczości Molesty, to mógłby pomyśleć, że to Wasz autorski kawałek nagrany w ostatnim czasie. Brzmi dokładnie tak, jak Wasz najnowszy materiał live. Być może to dobry dowód na to, by pójść za ciosem i przy nagrywaniu nowych kawałków postawić na język polski?

Michał: To jest oczywiście zawsze kusząca wizja, ale na razie nie ma planów na kontynuację polskich tekstów, chyba że w jakimś collabie.

Radek: Ja bym powiedział że to dobry dowód na to, żeby pójść za ciosem i wejść w muzykę klubową jeszcze mocniej.

Skoro krążymy wokół tematu hip-hopu – czy sami słuchaliście lub słuchacie rodzimych raperów? Wielu z nich coraz chętniej sięga po klubowe bity lub współpracę z artystami z okolic muzyki elektronicznej.

Michał: Nie jesteśmy jakimiś znawcami polskiego hip-hopu, ale mamy kilku artystów na radarze: Miły ATZ, Gverilla, PRO8L3M, czy Młody Dzban.
Otarliśmy się też o klasykę, ale żaden z nas nie wszedł w hiphop po całości, natomiast to połączenie elektroniki z hip-hopem jest dla nas bardzo inspirujące.

W wielu krajach mariaż hip-hopu i muzyki elektronicznej odbywa się już dość regularnie. Podam przykłady Disclosure, którzy regularnie zapraszają raperów do swoich numerów, lub Kiddy’ego Smile’a, który stał się czołową postacią francuskiej sceny rapowo-klubowej i występował zarówno na festiwalach hip-hopowych, jak i elektronicznych. Czy jest ktoś wśród polskich artystów hip-hopowych, kogo słyszelibyście w swoim utworze? Myślę, że Pezet pięknie nawinąłby na skomponowanej przez Was melodii.

Radek: Pezet ma Auera, który robi świetną robotę, chociażby w Gorzkiej Wodzie, my natomiast mieliśmy już taki collab z Gverillą – taneczny numer Demony, ocierający się o melodic techno z autotunem. Numer przeszedł trochę bokiem, bo Gverilla trafił na pechowy czas, wydając płytę w pierwszy dzień lockdownu. Myślę, że to jednak nie koniec w tym temacie i tego typu połączenie to kwestia czasu.

Gverilla feat. Kamp! – DEMONY

Sporo uwagi poświęca się teledyskowi. Przyznam, że gdy go oglądałem po raz pierwszy, to nie mogłem oderwać oczu. Skąd pomysł na właśnie taki koncept? Czy ingerowaliście w scenariusz wideoklipu, czy pozostawiliście to innym, w tym reżyserowi, Piotrowi Matejkowskiemu?

Michał: Trzeba przyznać, że to chyba pierwszy raz kiedy zawierzyliśmy wszystko reżyserowi. Muszę przyznać, że skrypt nie do końca nas przekonał, ale rozmowa z Piotrkiem mnie bardzo uspokoiła. On wie co robi, ma ogromne doświadczenie i trzeba dać się ponieść. Do ostatniej chwili zajmowaliśmy się utworem, więc było to dla nas komfortowe, że klip jest na czyjejś głowie. Finalny efekt był zupełnie inny niż to, na co się „umawialiśmy” (z różnych przyczyn musieliśmy zrezygnować z pierwotnej wersji kręconej na plaży), ale jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Uwielbiam ten nerwowy taniec, to jak został sfilmowany i przede wszystkim zmontowany, to bardzo mocno dodaj energii muzyce.

Kamp!

kadr z klipu

Kamp!

kadr z klipu