Kamp!: „Będziemy strzelać nowościami jak z karabinu” – wywiad

782
Wywiad
Kamp!: „Będziemy strzelać nowościami jak z karabinu” – wywiad

Kamp! mają za sobą największe zmiany od lat i... serię jednych z najlepszych występów w karierze w opinii wielu fanów i krytyków. Czy z podobnymi zachwytami ze strony słuchaczy spotka się nadchodzący materiał, którego premierę zapowiadają na najbliższą jesień?

O nowym rozdaniu w swojej karierze, o rozstaniach i powrotach, o muzycznych inspiracjach, o tym, ile znaczą dla nich Joris Voorn i k-pop oraz o ekologii w polskiej branży muzycznej. Kamp! w wywiadzie dla Muno.pl.

Kamp! - Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! 3.0 i przyjaźń mimo rozstania

Hubert Grupa: Chłopaki, macie bardzo intensywny okres, w którym wydarzyły się chyba największe zmiany od dawna. Rozstaliście się z dotychczasowym menadżerem, który zdaje się, że był kimś znacznie więcej niż osobą dbającą o Wasze interesy. Tym samym zmieniliście management. W jakim miejscu jest dziś Kamp! i dokąd zmierza? A może powinienem powiedzieć Kamp! 2.0 lub 3.0

Radek Krzyżanowski: Kamp! 3.0 zdecydowanie! To nasze kolejne wydanie i chyba takie, z którym najłatwiej jest nam się identyfikować od czasów pierwszych EPek i debiutu. Byliśmy wówczas dobrze naoliwioną maszyną idącą do góry, nie szukającą żadnych zmian. Dziś jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu.

Podobnie jest z wątkiem menadżerskim. Nie jest żadną tajemnicą, że Bartek Czarkowski miał zbyt dużo obowiązków w związku z newonce.radio, którego szeregi zasilił w ubiegłym roku i stwierdził, że musi zrezygnować. Daliśmy sobie pół roku swego rodzaju “buforu.” Szczęśliwie szybko znaleźliśmy następcę w osobie Magdy Angulskiej i jej agencji Makes It Happen.

Nie byłbym do końca szczery, gdybym nie powiedział, że ta zmiana tchnęła w nas mnóstwo nowej, świeżej energii, co zbiegło się też z naszą zmianą związaną z myśleniem o muzyce, ale także ze zmianą mentalną.

Tomek Szpaderski: Oczywiście z Bartkiem pozostajemy w jak najlepszych stosunkach. Nie da się ukryć, iż mieliśmy wszyscy wrażenie, iż dotychczasowa formuła w pewny sposób się wyczerpuje. Mowa tu zwłaszcza o formule tria z okresu płyty Dare. Nie czuliśmy więcej satysfakcji z niej.

Podobnie jeśli chodzi o zarządzanie nami jako zespołem czy wewnętrzną komunikację – nie było to już tym, czego chcieliśmy. Ogromnie cenimy fakt, iż mogliśmy rozstać się z Bartkiem w zgodzie. A zatem spokojnie, kochamy się nadal. (śmiech)

Kamp! - Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – bez dogadzania każdemu

Od momentu występu na festiwalu Tauron Nowa Muzyka, który miałem okazję zobaczyć na własne oczy, spada na Was lawina komplementów, zdaje się, że największa od dawna. Czy to efekt “wolnej ręki” jaki uzyskaliście po wspomnianych w poprzednim pytaniu zmianach, czy jedynie zasługa zmiany stylistycznej?

Radek: To na pewno zasługa zmiany stylistycznej i tego, iż o wiele mocniej weszliśmy w scenę techno jako słuchacze. Inspiruje nas narracje powstających w tej estetyce nagrań czy samo brzmienie, które mocno poprawiliśmy, dzięki Łukaszowi, naszemu akustykowi. To również zasługa tego, że słuchamy mnóstwo niemieckiej, “precyzyjnej” muzyki, za sprawą czego zwracamy uwagę na aspekty dotąd nie aż tak istotne dla nas. Dziś uważamy, że są one równie ważne, co muzykalność tego, co robimy.

Czujemy, że to właśnie ten moment, w którym oddajemy w swojej muzyce to, czego naprawdę w niej szukamy. Kiedyś nam tego brakowało. Oczywiście mamy mnóstwo inspiracji czysto didżejskich, lecz nie oznacza to, że zamykamy się jedynie na stylistykę klubową. Eksplorujemy różne brzmienia, zwłaszcza Tomek.

Tomek: Uzupełniając to, co powiedział Radek – wiesz, w końcu wyszliśmy poza tok myślenia, iż musimy dogodzić wszystkim. To dało nam spójność, której brakowało.

Przez długi czas siedząc w studiu czy stojąc na scenie myśleliśmy o ludziach, którzy lubią Cairo, o tych, którzy wolą Breaking A Ghost’s Heart czy o tych, którzy wciąż wracają do pierwszych nagrań… Jak to wszystko “upchniesz do jednego wora” to wyjdzie Ci koncertowy misz-masz, który trwa godzinę i dziesięć-piętnaście minut… Dlatego w następstwie tych wszystkich zmian, poszliśmy za ciosem. Przygotowaliśmy zupełnie nowy set, nagraliśmy zupełnie nowy materiał, stworzyliśmy nową identyfikację, znaleźliśmy nowy kontakt między nami a muzyką, jakiego do tej pory nie było… I nie chodzi tu tylko o spójność brzmienia. Zaczęliśmy tez mocno myśleć o wizualnej oprawie naszych koncertów, żeby show Kamp! było doświadczeniem pełniejszym, a czasem nawet interaktywnym

Radek: Przez ostatnie miesiące udało nam się stworzyć siedem nowych kawałków, które stanowią większość naszego obecnego seta. Ze starszych numerów gramy jedynie Dalidę, Early Days, czasem Doriana. Tymczasem nasze apetyty są dużo większe. Po tym, jak zrobimy sobie przerwę po intensywnym okresie grania, planujemy wrócić do studia i dalej robić nowy materiał. Mamy mnóstwo pomysłów, mnóstwo energii i chcemy, by wszyscy się o tym przekonali.

Tomek: A co za tym idzie, na pewno wkrótce coś wydamy.

Kamp! - Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – nowy materiał w drodze

Właśnie, skoro mowa o planach wydawniczych. Macie naprawdę intensywny okres, w dodatku pojawił się Beskres, czyli swego rodzaju Wasz side project… Kiedy zamierzacie wejść do studia? Jak i gdzie się to odbędzie? Pytam, gdyż w przeszłości nagrywaliście zarówno w Polsce, jak i za granicą. Czy nowy materiał ma szansę ukazać się jeszcze w tym roku?

Radek: W zasadzie to przygotowując nowe rzeczy, cały czas spędzamy w studiu. Utwory, które w tej chwili przygotowaliśmy na potrzeby występów na żywo, zapewne trafią w zmienionej formie na najbliższy materiał. Oczywiście wcześniej jeszcze coś przy nich pogrzebiemy. (śmiech) Będziemy starać się, by jednak ten proces “zamykania” ostatecznych aranżacji utworów był szybki.

Mieliśmy plan, by wydać EPkę nadchodzącą jesienią, lecz w międzyczasie wydarzyła się pewna niespodzianka, o której jeszcze nie możemy mówić… A zatem coś może się zmienić, lecz nowe rzeczy od Kamp! pojawią się jesienią, albo na jej początku, albo później. A potem będziemy strzelać nowościami jak z karabinu maszynowego. (śmiech)

Tomek: Nareszcie jesteśmy w sytuacji, gdzie wydawniczo nie musimy nic planować. Oczywiście możemy założyć sobie, że coś nowego wydamy jesienią, ale przebywając ze sobą i na bieżąco pracując nad materiałem, nie mamy poczucia, że musimy powiedzieć sobie “ej, chłopaki, zamykamy się w studiu, mamy pół roku i za pół roku musi być płyta”.

Cały czas pracujemy nad materiałem, dopracowujemy go, analizujemy. Wszystko to robimy w naszym studiu, więc czujemy, że mamy wolność. Oczywiście są tam jakieś deadline’y, ale wiesz, jak to z nimi jest. Damy radę. (śmiech)

Radek: W gruncie rzeczy z tego materiału, o którym mówimy, moglibyśmy złożyć całą płytę. Jak sam słyszałeś na koncercie, te numery to długie formy, preferujemy obecnie rozbudowane aranżacje, a ponadto mamy mnóstwo pomysłów w zanadrzu. A zatem nie wiem czy będzie to jedynie EPka… Może od razu cały album, może jeszcze coś innego? Niezależnie od tego, jesienią trafi to do słuchaczy.

Kamp! - Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – polska elektronika na salonach

Przyznam się szczerze, że czuję się zmęczony polską elektroniką. Mam wrażenie, że pięć-sześć lat temu tworzyło się u nas sporo świetnego, świeżego brzmienia i gdzieś to wszystko osiadło na mieliźnie. Dawno nie zetknąłem się z czymś, co w jakiś znaczący sposób by mnie zaskoczyło w pozytywny sposób. Co Wy sądzicie? Czy w ogóle obserwujecie to, co tworzy się w polskiej elektronice czy spoglądacie na inne gatunki, np. na hip-hop?

Radek: To ciekawe, co mówisz i muszę się z tym zgodzić. Ci “bohaterowie” sprzed pięciu-sześciu lat, w tym my, zaczęli uciekać w jakąś niszę, z której – wydawać by się mogło – już się wybili. Podam przykład ze światowej sceny, choćby LCD Soundsystem. Chwilę temu zespół-gigant, a dziś…?

Jednak nie nazwałbym to procesem, a jakimś nieokreślonym zjawiskiem czy momentem. A może to po prostu duch czasów? Zmieniły się preferencje słuchaczy, zmieniły się też preferencje muzyków. Sami zaczęliśmy o wiele częściej chodzić na imprezy klubowe.

Tomek: Umówmy się. Od pięciu, może siedmiu lat, elektronika rozgościła się w mainstreamie, czy to sama, czy to w towarzystwie artystów, którzy po nią sięgali i którzy ją z mainstreamem “oswajali”. Elektronika zaczęła pojawiać się na festiwalach, gdzie dotąd dominował rock, czy nawet w telewizji śniadaniowej. Sami mamy za sobą tego rodzaju “flirty” i nie wiem jak innym zespołom, lecz nam to nic nie dało.

Radek: Muzyka uległa polaryzacji. Choć elektronika weszła na salony, to z jednej strony mamy jej mainstreamowe oblicze, a z drugiej to niszowe, klubowe. Trudno być dziś po środku, tak jak my próbowaliśmy być przez pewien czas. Zebraliśmy wnioski i poszliśmy w swoją stronę, i to chyba nasz największy sukces.

Zdołaliśmy otrząsnąć się z różnych pomysłów, które może nie do końca były nasze, lecz nie żałujemy, że ich spróbowaliśmy. To była cenna lekcja, dzięki której dowiedzieliśmy się gdzie jest nasze miejsce, a gdzie nie. Dowiedzieliśmy się robienie jakiej muzyki sprawia, że jesteśmy szczęśliwi.

Kamp! - Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – rekomendacje i wzorce

Parę ładnych lat temu, w jednej z gazet natrafiłem na Wasze muzyczne rekomendacje. Wśród nich znalazłem jedną, w której absolutnie się zakochałem. Dziś powiem bez zwątpienia, że dzięki Wam odkryłem płytę i artystę wpisujących się w sort tych najbardziej ulubionych. Mowa o Danie Bejar aka Destroyer i płycie Kaputt, gdzie znalazł się polecany przez Was kawałek Bay Of Pigs

Tomek: Kurde, to musiał być 2011, 2012 rok…

… tymczasem mamy rok 2019 i słucham kolejnych rekomendacji z Waszej strony! Co ostatnimi czasy w szczególności przypadło Wam do gustu i wylądowało na Waszych playlistach?

Radek: Dobrze, że wspomniałeś o playlistach, bo ostatnio mamy spore “zapędy playlistowe”, staramy się wykorzystać potencjał narzędzi i serwisów, które umożliwiają ich tworzenie i dzielenie się nimi. Mowa tu też o zbieraniu inspiracji, przesiewaniu ich.

Od paru lat mam zajawkę na coś, co sam sobie określam jako romantic techno, czyli techno – może nie z “ludzką twarzą” – lecz na swój sposób emocjonalne, wywołujące u mnie określone reakcje. Nie będę zbyt oryginalny, ale uwielbiam Jorisa Voorna. Wszystko to, czego się dotyka począwszy od produkcji, przez granie setów, aż po niesamowity talent bycia elastycznym w zależności od tego, gdzie gra. Czy gra w środku lata na Ibizie, gdzie stawia na lżejsze, bardziej taneczne rzeczy, czy jesienią na industrialnym festiwalu w Niemczech, gdzie brzmi o wiele mocniej…

Joris doskonałe łączy różne emocje w swoim secie, co jest dla nas wyznacznikiem tego, jak powinniśmy grać live’y. Kiedyś baliśmy się zagrać określony utwór w obawie, że “zabije on klimat” lub odstaje od reszty materiału. Dziś wiemy, że chodzi o wywołanie konkretnych emocji, a czasem o ich rozładowanie.

Tomek: U mnie ogromnie dużo k-popu, nazwałbym to “fazą koreańską”. (śmiech) Ostatnio słucham też sporo muzyki z pogranicza ambientu. Mowa tu jednak o czymś, co nie jest “muzyką tła” czy muzyką do medytacji, np. Celer i Catarina Barbieri.

Lubię też zagłębiać się w nietuzinkowy hip-hop. Young Thug, obecnie chyba mój ulubiony hip-hopowy artysta, właśnie wydał płytę. Co prawda jeszcze nie przypadła mi do gustu tak, jak krążek sprzed dwóch lat. Cieszę się jednak, że jest ktoś w obrębie tego gatunku, kto nadaje mu w pewny sposób “androgeniczny” charakter, niczym David Bowie.

Radek wspomniał o playlistach, a ja dodam, iż sporo nowej muzyki przedstawiamy w naszej audycji w newonce.radio, gdzie cały czas staramy się dostarczać świeżych propozycji.

Kamp! - Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – Fot. Katarzyna Mieszawska

Kamp! – ekologia a polska branża muzyczna

Pomówmy o ekologii. Proekologiczna uświadamianie innych, w tym kolegów z branży, towarzyszy Wam od pewnego czasu. Na każdym kroku podkreślacie jak istotny jest to temat. Czy myślicie, że świat muzyki ma szansę zmienić ludzkie zachowanie, a może chociaż sam siebie?

Mowa tu choćby o festiwalach. Coraz częściej pojawiają się proekologiczne inicjatywy. Mam na myśli choćby punkty czerpania darmowej wody zdatnej do picia czy kubki wielorazowego użytku. Jednak wydaje mi się, że to wciąż za mało, a niektóre, zwłaszcza największe podmioty na rynku, nie robią w zasadzie nic, by zmienić tę sytuację. Radiohead grając w Poznaniu w 2009 roku już wówczas wymusiło na organizatorach koncertu zakaz sprzedaży napojów w kubkach z plastiku. Dostępne wtedy kubki były zrobione z kukurydzy, były 100-procentowo biodegradowalne.

Radek: Pytanie czy rozpoczniemy od potępiania tego, co już udało się zrobić, nawet w małym stopniu, czy jednak będziemy krytykować. Moim zdaniem jeśli coś zmienia się na lepsze, to zmienia się za wolno. Czasem wszyscy mamy wrażenie, że są to bardziej ruchy PRowe niż realne działanie na rzecz ekologii.

Z drugiej strony naprawdę warto docenić to, co już udaje się robić. Należy podkreślić też rolę opinii publicznej, która wywiera coraz większą presję na organizatorach i stymuluje zmiany. Ekologia to tak istotna sprawa, że organizatorzy festiwali – a są to w dużej mierze rozsądni ludzie czy firmy – będą mieć to na uwadze i tempo zmian może szybko przyspieszyć.

Tomek: Oczywiście cieszymy się, że nasze działania spotykają się z pozytywnym feedbackiem, choćby w przypadku ekologicznego wydania płyty Dare, które powstało w całości z recyklingu. Jednak wiemy ile jeszcze musimy się nauczyć w tym zakresie, ile aspektów wymaga poprawy. Często słyszymy od kogoś “chłopaki, dobra robota, ale spójrzcie jeszcze na to czy na tamto”. Wiesz, zastanawiamy się czy w ogóle jeszcze wydamy muzykę fizycznie. Z drugiej strony, gdyby spojrzeć na to, ile ciepła generują serwery utrzymujące wszystkie dane w chmurze…

Nie czujemy się specjalistami w tej dziedzinie, ale staramy się wiedzieć o niej jak najwięcej, następnie zamieniać tę wiedzę w czyny, patrzeć na innych. Choćby wspomniane przez Ciebie Radiohead, które już 10 lat temu pokazywało, że plastikowe kubki nie są niczym, czego nie można zastąpić nieszkodliwym dla środowiska zamiennikiem. Gdyby wtedy w Polsce zaczęto mówić o tym głośno, na pewno dziś byłoby dużo łatwiej dbać o ekologię na festiwalach czy koncertach. Musimy o tym rozmawiać coraz więcej i głośniej.

Radek: Oczywiście każdemu zdarza się w określonych warunkach kupić wodę w plastikowej butelce, gdy nie ma żadnej alternatywy, ale nie oznacza to, że mamy się za to samobiczować, bo zwariujemy. Należy jednak zwracać uwagę na to wtedy, gdy tylko się da, a przez to uczyć siebie i innych.

Tomek: Dokładnie! To, że organizator nie doczytał naszego ridera, gdzie jest napisane, by woda była w szklanych butelkach, nie oznacza, że powiemy mu, by zaraz pojechał autem po nie, bo to znowu niepotrzebne zużycie paliwa, itd. Po prostu zwracajmy uwagę, rozmawiajmy o tym i pokazujmy, że to ekologia to nie jest fanaberia tylko wspólny interes nas wszystkich.

Posłuchaj playlisty z naszymi ulubionymi utworami autorstwa Kamp!