Jurek Przezdziecki w swoim tempie – WYWIAD!

4 765
Wywiad
Jurek Przezdziecki w swoim tempie – WYWIAD!

Jego płyta Biscuit Symphony, to bez wątpienia jedno z najważniejszych tegorocznych wydawnictw w naszym kraju. Z Jurkiem Przezdzieckim rozmawiamy o początkach kariery, inspiracjach i ulubionych popowych utworach.

Nagrywa dla Cocoon Recordings, Boshke Beats, Whirlpoolsex Music i polskiej Recognition Records. Czując potrzebę rozwoju doskonali się w dziedzinie kompozycji i teorii muzyki wspolczesnej. W każdym gatunku muzyki poszukuje oryginalności, jako twórca szuka własnej definicji muzyki, jej emocjonalnego charakteru i estetycznego wyrazu. Mimo silnej potrzeby harmonii lubi eksperymentować i przekraczać konwencje przypisane do stylów.

Jego najnowszy album Biscuit Symphony ukazał się pod koniec kwietnia nakładem niemieckiej oficyny Definition. Wydawnictwo to jest podsumowaniem ostatnich dwóch lat poszukiwania własnego, muzycznego języka. Na Biscuit Symphony znajdziemy wpływy electro, house, minimal, techno oraz trance, polane bardzo energetycznym sosem. Ta płyta aż kipi klubową energią, spodziewać się więc możemy, iż utwory na niej zawarte zagoszczą na niejednej imprezie w nadchodzącym letnim sezonie!

Zapraszamy do lektury wywiadu z Jurkiem Przezdzieckim, którego postanowiliśmy spytać o najnowsze wydawnictwo, początki kariery i muzyczne inspiracje.

WYWIAD: JUREK PRZEZDZIECKI (Warszawa)

W jaki sposób zainteresowałeś się sceną techno?

Sceną techno zainteresowałem się poprzez dj sety mojego przyjaciela Alex’a (Boshke Beats Records). Alex zawsze grał i wydawał ambitną elektroniczną muzykę. Zawsze stąpaliśmy po krawędzi stylów i gatunków. To właśnie na Boshke Beats wydałem swoje pierwsze utwory jako Epi Centrum. Zarówno ja jak i Midimiliz (Extrawelt) swoją muzyczną transformację przeszliśmy pod jego skrzydłami. EP’ka „Sink Master” wraz z remiksem Roberta Babicza była zdecydowanym krokiem w kierunku nowej dla mnie muzyki.

Jaka była pierwsza płyta techno, którą sobie kupiłeś? Czy wciąż ją posiadasz?

To była płyta Lenk – Narcotics. Mam ją wciąż wraz z innymi pierwszymi winylami.

Grywałeś kiedyś jako DJ?

Nie, nigdy. Pisanie muzyki jest dla mnie absolutnie wystarczające. Muzyka działa na mnie jak feromon. Pobudza mnie i aktywuje we mnie kreatywny potencjał. Chcę być w środku twórczego procesu karmiąc tym swoje ego:)

Kiedy postanowiłeś zabrać się za własne produkcje?

Początki to okres studiów na ASP. Tam zawsze było sporo ciekawej muzyki. Towarzyszyła nam w pracowniach i w kasetowych walkman’ach w drodze do domu. Poczułem, że słuchanie mi nie wystarcza i chcę zrobić coś samemu. Zacząłem od eksperymentów. Jedyne co miałem to magnetofon szpulowy ZK 140, na który nagrywałem fragmenty muzyczne oraz mikrofonowe hałasy. Był to okres mocnej inspiracji muzyką industrialną oraz new – beat’em. Potem był pierwszy instrument, komputer Atari i spotkanie z Tromesą (Grzegorz Magnuszewski i Tomek Roehr).

Pierwszy sprzęt studyjny, który sobie kupiłeś?

Pierwszym urządzeniem był syntezator analogowy Korg Polysix. Niesamowite, choć pozbawione midi urządzenie. To był mój pierwszy kontakt z instrumentem elektronicznym i przymiarki do tego co robię obecnie.

Analog czy programy komputerowe w studiu?

Przez kilka lat byłem cyfrowym ortodoksem i żyłem w przekonaniu, że w komputerze można zrobić wszystko. Wszystko zależy od kreatywności a to czy sprzęt jest analogowy czy wirtualny nie ma znaczenia dla artystycznego efektu. Przełomem okazała się inwestycja w analogowy mikser i wysokiej klasy odsłuchy. Od kiedy miksuję na SSL’u moje podejście do brzmienia zmieniło się diametralnie. Słyszę więcej, odkrywam świat, którego wcześniej nie dostrzegałem. Czuję się tak, jakbym przetarł zakurzone okulary…

Jak rozpoczęła się twoja współpraca z Definition Records?

To zupełny przypadek. Pierwotnym wydawcą albumu miała być wytwórnia Whirlpoolsex, dla której nagrałem wcześniej kilka utworów. Niestety problemy finansowe tej wytwórni spowodowały zablokowanie procesu wydawniczego na kilka miesięcy. Czekanie nie miało sensu więc kontrakt został unieważniony. Na początku tego roku „pocztą pantoflową” dostałem informację od studia masteringowego, że wydaniem albumu zainteresowana jest inna niemiecka wytwórnia Definition Records. Napisałem więc do niej w celu potwierdzenia. Jak się okazało była to prawda:)

Ile czasu zajęła ci praca nad albumem? Czy złożenie albumu długogrającego było dla Ciebie wyzwaniem?

Praca nad albumem trwała dwa lata. Pracuję dość wolno i mam tendencję do przesadnego dłubania w szczegółach (z czym walczę :)). System mojej pracy to ciągłe szkice, do których wracam po kilku tygodniach a nawet miesiącach. Czasami prawie skończony utwór odkładam, gdy czuję, że kręcę się w kółko. Dlatego dwa lata w moim studyjnym kalendarzu to całkiem zwyczajne tempo. W tym czasie powstało kilkanaście utworów, których miejsce widziałem na albumie. Selekcję oparłem na prostej, intuicyjnej zasadzie, wedle której wybierałem tylko najciekawsze i najdojrzalsze kompozycje. Nie szukałem pomiędzy nimi związku ani spójności. To zbiór tego wszystkiego co muzycznie jest dla mnie ważne i czym chcę podzielić się ze słuchaczem.

Plany na najbliższy rok? Planujesz jakąś trasę promującą album?

Skupiam się na tworzeniu muzyki i doskonaleniem swoich umiejętności. W planach jest kilka występów ale powiem o nich więcej gdy propozycje zostaną potwierdzone. Granie na żywo jest zawsze konfrontacją tego co ja myślę o muzyce z tym czego oczekuje publiczność. Pouczające i mobilizujące przeżycie. Zawsze sprawia mi ogromną radość.

Największa wtopa jaka Ci się przytrafiła podczas grania live seta?

Zawsze wszystko sprawdzam przed występem mając w pamięci prawo Murphy’go. Pamiętam swój live w Melbourne w 2002 roku kiedy mój przyjaciel wyrwał kable z miksera łapiąc równowagę podczas robienia zdjęć pod sceną. Przez moment była cisza ale muzyka zaczęła grać za chwilę znowu (śmiech)
 
Znasz jakiś świetnych, jeszcze szerzej nie odkrytych polskich producentów?

Nie znam ale nie oznacza to, że takich nie ma.

Ulubione miejsce do grania w Polsce?

Zdecydowanie białostockie Metro. Nie uznaję kompromisów w kwestii nagłośnienia a w Metro jest ono pierwsza klasa. Bardzo dobrze wspominam poznański IQ i Cafe Mięsna.

Jakiej muzyki słuchasz w domu?

Jeśli znajduję na to czas to sięgam po muzykę współczesną szczególnie Mortona Feldmanna , Witolda Lutosławskiego lub Steva Reicha. To jest muzyka, która silnie wpływa na moją wyobraźnię i inspiruje do moich własnych poszukiwań. Gdy mam przesyt intelektualny i chcę odpocząć sięgam po Bacha lub polskie mazurki. Zawsze interesuje mnie to co robi DJ Koze i Jacek Sienkiewicz.

Ostatnia płyta, którą sobie kupiłeś?

Album Mikołaja Pałosza „Cellovator”.

Ulubiony kawałek pop wszechczasów?

Chris Isaac – „Wicked Games”…

Dzięki za rozmowę!

Rozmawiał: Adam Słowiński

 


Jurek Live @ 1500m 18.12.10 by jprzezdziecki