Instytut Festival 2018 – relacja

2 210
News
Instytut Festival 2018 – relacja

Muzyka techno nieprzerwanie od kilku lat zyskuje na popularności i zrzesza coraz liczniejsze grono zwolenników. Niełatwo jest stworzyć wydarzenie, które się czymś wyróżni i zainteresuje publikę. Instytut wiedział, jak to zrobić!

Ekipa tworząca Instytut ma niewątpliwie spory wpływ na polską scenę muzyki elektronicznej oraz na budowanie świadomości wśród słuchaczy. Cieszył fakt, że po wielu latach przerwy przedsięwzięcie reaktywowano. Wydaje się, że stworzenie festiwalu było kolejnym, naturalnym krokiem w działalności Groove Control. Powoli opadają emocje po pierwszej edycji Instytut Festival. W ubiegły weekend Twierdza Modlin zamieniła się w prawdziwą mekkę muzyki techno, po brzegi wypchaną znakomitym line-upem. Jak było?

Od samego początku wszyscy dobrze wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać. Ludzie tworzący Instytut robią największe imprezy techno w Polsce, mają za sobą lata doświadczeń. To musiało się udać. Zorganizowanie festiwalu w podwarszawskiej Twierdzy Modlin było strzałem w dziesiątkę. Piękna historyczna przestrzeń w samym centrum Polski, która budziła spore zainteresowanie od samego początku, świetnie sprawdziła się w tego typu przedsięwzięciu. Jednak tym, co najbardziej mnie ucieszyło, był dobór artystów, którzy zaprezentowali się podczas festiwalu.
Podczas całego weekendu spędzonego w Garnizonie Modlin każdy mógł znaleźć coś dla siebie. DJ-e podzieleni zostali na trzy sceny: Main, Rave i Underground. Wśród artystów nie zabrakło typowego, parkietowego grania, jakie zaprezentowali m.in. Dax J czy Kobosil. Obok nich pojawiły się prawdziwe sławy, takie jak Nina Kraviz, Dasha Rush, Speedy J i Chris Liebing.

Zadowoleni byli również fani nieco bardziej wyszukanych dźwięków, rozpływając się w muzyce Orphx, OAKE, Volte-Face czy Polar Inertia. Cała plejada gwiazd okraszona została niemniej świetnymi występami polskich artystów, tj. Concept Of Thrilla, Błażeja Malinowskiego czy VTSS. Bez wątpienia na długo zapamiętam fenomenalny live act Headlessa Horsemana, który swoimi połamanymi bitami przeniósł nas do innego wymiaru! Bardzo długo czekałam na ten występ i w 100% spełnił on moje oczekiwania.

Kolejnym asem był live Perca. Dobrze wiedziałam, czego się po nim spodziewać, ponieważ kilka miesięcy temu na Jasnej 1 zagrał jeden z lepszych lajwów, jakie miałam okazje usłyszeć. Na długo zapamiętam także występ OAKE, którzy wprowadzili publikę w niesamowity trans. Warto było zajrzeć na dj seta czarnego konia ze stajni Pole Group – Oscara Mulero. Szkoda tylko, że podczas jego występu na scenie Main, pojawiły się spore problemy z nagłośnieniem, które wyraźnie utrudniały odbiór muzyki. Jednak największym mankamentem tak świetnie skrojonego line-upu było to, że nie można się było roztroić!

Instytut Festival to nie tylko muzyka. Podczas weekendu można było zaobserwować również sporo wystaw i instalacji artystycznych. Podziwiać mogliśmy m.in. prace Jakuba Glińskiego, znanego ze swojego niekonwencjonalnego stylu. Mimo to, wydaje mi się, że organizatorzy powinni nieco więcej uwagi poświęcić oprawie wizualnej wydarzenia. Nazywając festiwal ,,music and art”, oczekiwałoby się trochę więcej estetyki niż zapętlone wizualizacje na scenie Rave przez obie noce.

Zdaje się, że podczas tych dwóch nocy na dobre zapomnieliśmy o deszczu i kapryśnej pogodzie. Na festiwalu panowała słoneczna, pogodna aura. Chciałoby się, aby wydarzenie potrwało nieco dłużej. Trzymamy kciuki za kolejne edycje i teraz z utęsknieniem czekamy na jesienny event Instytutu na Mory 8.

Zdjęcia: Justyna Duraj / Technowpierdol