Jeden dzień w Tataraku – relacja Muno.pl

2 169
Relacja
Jeden dzień w Tataraku – relacja Muno.pl

Specjalnie dla was wspominamy lipcowe festiwale muzyczne. Dziś postanowiliśmy opowiedzieć wam o Tataraku, którego trzecia edycja tradycyjnie odbyła się nad malowniczym jeziorem Ostrowa Wielkopolskiego.

W zeszłym roku opuszczałam Tatarak z mocnym postanowieniem powrotu na kolejne edycje. Zachwyciła mnie jego kameralna atmosfera i niezwykle pozytywna energia. Świetnie bawiłam się na koncertach Kamp! i Rebeki. Tańczyłam do samego końca przy setach Kixnare&Paul oraz Hory’ego. Miałam przed sobą wspaniały dowód na to, że to nie zagraniczni headlinearzy i dwadzieścia tysięcy ludzi decyduje o potencjale festiwalu. Wystarczą dwie godziny jazdy pociągiem aby znaleźć się nad fajowskim jeziorem i spędzić odprężający weekend przy dobrych brzmieniach muzyki elektronicznej.
Być może trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że Tatarak to nie rodzaj festiwalu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Niewielki teren, zaledwie dwie sceny, publiczność liczona w setkach nie tysiącach. Taki widok może wywołać konsternację wśród festiwalowych wyjadaczy. Szybko jednak zwrócą uwagę na bardzo dobre nagłośnienie koncertów i setów, a to przecież w przypadku imprez muzycznych jest sprawą kluczową.
Jeden dzień na Tataraku. Piątek.
„Ostrowski gra w Ostrowie!”- tymi słowami festiwalową publiczność przywitał O.S.T.R, który na scenę wyszedł wraz z Dj Haemem oraz Noise Trio. „Dla wszystkich tych, którzy kochają hip hop”. Chciałoby się rzec- i nie tylko. Bowiem muzyka i teksty O.S.T.R zawsze trafiały do szerszej publiczności, a utwory z takich projektów, jak „Złodzieje zapalniczek”, czy „Jazz w wolnych chwilach” znane są niejednemu słuchaczowi z bardziej undergroundowych kręgów muzycznych. Znakomite brzmienie, fajne aranżacje i energia samego wokalisty od razu zdobyły zgromadzoną widownię. Z czasem jednak O.S.T.R pozwalał sobie na coraz częstsze i coraz dłuższe komentarze na temat obecnej sytuacji politycznej w Polsce, czy wyznawanych przez niego rodzinnych wartości. Mam wrażenie, że wśród części publiczności, nieprzyzwyczajonej do krytycznych manifestów na koncertach, pozytywna energia bezpowrotnie ulatywała, a duch beztroskiej zabawy zanikał.
Koncert zespołu WhoMadeWho był niekwestionowanym gwoździem piątkowego programu. I to nie tylko na papierze. Jak się można było spodziewać, Duńczycy dali niezwykle elektryzujący i porywający występ. Genialnie opanowany ruch sceniczny, charyzma i wdzięk wokalistów, podkręcone gitarami brzmienie działało na publiczność niezwykle hipnotyzująco i nakazywało dobrą zabawę. Tomas Høffding i Jeppe Kjellberg niczym zawodowi wodzireje prowadzili nas przez swoje największe przeboje, takie jak „Inside World”, „Every Minute Alone”, „Bellow The Cherry Moon”, czy nieśmiertelne „Satisfaction”. Trzonem występu były znane i wypróbowane na koncertowej publiczności hity z poprzednich albumów zespołu, w ich wyraźnym cieniu pozostały zaś kawałki z najnowszego „Dreams”.
Jan Blomqvist z zespołem grał już zdecydowanie dla mniej licznej publiczności. Dzięki odpływowi słuchaczy na drugą scenę, gdzie królowały zdecydowanie bardziej techniczne dźwięki, wytworzyła się kameralna atmosfera i iście klubowy nastrój. Berlińczyk uwodził swoim melancholijnym i tajemniczym głosem. Emocje zaś dawkował balansując między delikatnym bitem, a bardziej popowym brzmieniem. Nieco balladowy styl Blomqvista bynajmniej nie uśpił publiczności. Ci bardziej wytrwali mieli okazję obserwować wschodzące słońce nad zalewem Piaski- Szczygliczka w towarzystwie Juniore & Grom, którzy zaserwowali nam bardzo energetyczny i taneczny set.
„Co tu więcej dodać, chcemy zrobić z tego festiwal międzynarodowy”- powiedział jeden z organizatorów podczas video relacji z poprzedniej edycji imprezy. Niewątpliwie zaproszenie do Ostrowa zagranicznych gwiazd takich, jak WhoMadeWho, Jan Blomqvist & Band, czy HVOB jest realizacją tego planu. Uważam jednak, że w kolejnych latach przyjdzie wyraźniejsza potrzeba zdefiniowania samego festiwalu, a przede wszystkim jego adresata. Obecnie Tatarak zdaje się celować do kilku grup odbiorców licząc górnolotnie na ich muzyczną otwartość i elastyczność. Piątkowy line-up przypominał nieco radiową play listę, w której każdy znajdzie coś dla siebie i jest na tyle dobra, że nie chce się zmieniać programu. Z czasem może to jednak nie wystarczyć by zjednać sobie publiczność, która na festiwal jedzie po to aby eksplorować muzykę artystów reprezentujących konkretny krąg ich muzycznych zainteresowań…
foto: źródło organizatora