Eklektyczna dojrzałość. Floating Points z albumem „Crush” – recenzja

711
Artykuł Muzyka
Floating Points - Fot. Dan Medhurst

Swoim drugim długogrającym albumem Sam Shepherd stawia kilka kroków w przód - przede wszystkim w kategorii wyrazistości i dojrzałości brzmienia. Na Crush Floating Points nikogo nie zawiódł.

Floating Points, Four Tet i Caribou. Bez podążania na ślepo za wzorcami

Gdy cztery lata temu na półkach sklepowych pojawiła się Eleania, od razu było wiadomo, że mamy do czynienia z graczem wprawionym w bojach. Brytyjczyk szlifował swój debiutancki materiał przez niemal pięć lat, konsekwentnie zbierając doświadczenie w nieistniejącym już londyńskim klubie Plastic People. Jego bliskimi przyjaciółmi stali się tam koledzy po fachu – Four Tet oraz Caribou, ale artysta bynajmniej ślepo nie podążył wytyczoną przez nich drogą. Floating Points zaserwował za to zestaw skrupulatnie skomponowanych piosenek, w których od razu daje się wyczuć znamiona autorskiego, charakterystycznego stylu.

Floating Points - Fot. Dan Medhurst

Floating Points – Fot. Dan Medhurst

Floating Points. Równowaga środków

Surowość syntezatorów modularnych równoważy w nich wielominutowe, instrumentalne wstawki. Połączenie dwóch tak oddalonych od siebie światów w większości przypadków mogłoby skończyć się eklektyczną katastrofą. Shepherd z niełatwego wyzwania wyszedł jednak z obronną ręką. Usatysfakcjonowani mogli być zarówno ci, którzy widzieli w nim czarnego konia wyspiarskiej muzyki klubowej, jak i miłośnicy jazzujących brzmień z elektronicznymi naleciałościami. Nie bez powodu sznyt Anglika dostrzegł magazyn Resident Advisor, nazywając Eleanię najlepszym krążkiem wydanym w 2015 roku. Wyróżnieniu wtórowały zaproszenia do prestiżowych sal koncertowych i na największe festiwale. Dość powiedzieć, że poprzeczka została zawieszona całkiem wysoko. 

Floating Points. Pięć tygodni jak pięć lat

W przypadku Crush, które ukazało się nakładem renomowanej wytwórni Ninja Tune, Floating Points postawił na nieco inną strategię twórczą. Co prawda właściwy okres nagrań również poprzedziła seria występów. Wystarczy wymienić choćby support przed grupą The XX w 2017 roku. Tym razem producent nie spędził tyle czasu na cyzelowaniu dźwięków. Zamiast pięciu lat – tylko pięć tygodni. Wydawać by się mogło, że przez taki przeskok materiał straci na jakości i będzie znacznie bardziej niedbały. Nic bardziej mylnego: co prawda faktycznie nie jest aż tak dopieszczony jak debiut, ale nadrabia improwizacyjnymi smaczkami i śmiałością w przekraczaniu barier gatunkowych. 

Floating Points - Crush

Floating Points – Crush

Floating Points. Balansowanie na granicy

O tym, jak zmienną i bogatą paletą dźwięków dysponuje Shepherd, wiele mówi już otwierające album Falaise. Niewinnie startująca sekcja smyczkowa wchodzi w nim w otwarty dialog z innymi instrumentami i elektronicznym tłem, przeobrażając się z niepozornego intra w polifoniczną suitę. Już kilka sekund później z zaskoczenia atakuje nas pierwsza wolta stylistyczna. Singiel Last Bloom to utwór o zdecydowanie bardziej tanecznym potencjale. Takiej pozycji w swoim katalogu nie powstydziłby się SBTRKT albo eksperymentująca strona Jamiego XX.

Podobnych kontrastów jest na krążku znacznie więcej. Anasickmodular to IDM-owy ukłon w stronę twórczości Skee Maska. Sąsiadująca z nim wariacja Requiem for CS70 and strings mogłaby być hołdem złożonym kultowemu syntezatorowi o łagodnym, ciepłym brzmieniu. Oparte na mechanicznym takcie automatu perkusyjnego Bias napotyka zaś kolejne mgliste, leniwie snujące się Birth, a ambientowe Sea-Watch neutralizuje nieco bardziej abstrakcyjny dytpyk Apoptose.

Floating Points bez cienia skrępowania bada możliwości swojego elektronicznego arsenału. Niekiedy sprawia to, iż Shepherd balansuje na granicy przesytu i przerostu formy nad treścią. Ostatecznie układa wszystko w płynną – niczym kolory na okładce – całość. 

Floating Points. Przekaz przysłonięty muzyką

Dostrzegam tylko pewien problem związany z przekazem, jaki towarzyszy opowieści Brytyjczyka. W eksplikacji utworów przygotowanej dla serwisu Apple Music artysta opowiada, że mnogość tonów, stylów oraz towarzyszące im napięcie odzwierciedla niepewność czasów, w jakich żyjemy.

Floating Points

Floating Points

Shepherda drażni brak empatii we współczesnej polityce, wylesianie czy konserwatywny Michael Gove, jeden z głośniejszych zwolenników Brexitu. Jak przeczytamy, jeden z utworów, przywołane już Sea-Watch, producent zadedykował Caroli Rackete. Rackete jako kapitanka statku niemieckiej organizacji pozarządowej, ratowała Syryjczyków rozpaczliwie uciekających przed wojną w swojej ojczyźnie. Doceniam społeczne zaangażowanie Brytyjczyka, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mogłoby rezonować ze znacznie większą siłą. W wywiadzie z organizatorami festiwalu Unsound, jaki dla Krytyki Politycznej przeprowadziła Kaja Puto i Konrad Wojnowski, pada opinia, że „artyści klubowi nie potrzebują słów, żeby wyrazić własne zdanie”. Na potwierdzenie swojej tezy Matt Schulz wspomina choćby zeszłoroczny, długogrający debiut Pauli Temple. Jej płyta zatytułowana Edge of Everything miała traktować o kryzysie uchodźczym i zmianach klimatycznych. W wielominutowych, upstrzonych pulsującymi beatami i surowymi syntezatorami kompozycjach Niemki trudno jednak odszukać jakiekolwiek polityczne odniesienie. Bardzo podobnie jest w przypadku Crush.

Gdybym nie sięgnął do rozmowy z Floating Points, najprawdopodobniej nie znalazłbym żadnej korelacji między eklektyzmem kawałków a obecną sytuacją społeczną. Wnioski dla słuchacza pozostają dwa: albo próbuje uważniej wychwytywać niemuzyczne konteksty, albo koncentruje się na samej warstwie audialnej. Pytanie, czy można współcześnie tworzyć, nie opowiadając się za żadną ze stron powszechnych konfliktów, wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Shepherd uzupełnia je kolejnym polem do snucia wątpliwości.