Die Antwoord – Donker Mag

Recenzje

Info

Data wydania:
2014/06/03
Ocena:
Wytwórnia:
Artysta:
Recenzowanie Die Antwoord jest jak walka z Niemcami na MŚ – cholernie trudne. Po pierwsze mają własny wypracowany styl, po drugie – nie ważne w jakiej są formie to i tak wygrywają, po trzecie – przy ich całej „gwiazdkowości” – zawsze są nieprzewidywalni i solidni. Należy odróżnić w takim wypadku szczerą muzyczną jakość oraz wulgarne, rave’owe, kiczowate brzmienie stosowane specjalnie i z wyrachowaniem.
Ta trójca złamała w swojej historii, w teledyskach, na albumach już chyba wszystkie bariery cywilizowanego, muzycznego świata i chcąc podpiąć gdzieś ich brzmienie, prędzej Polska wyjdzie z grupy, aniżeli rozpisze się na czynniki pierwsze, jak Jacek Gmoch ich muzykę. Tu grają w filmach, tam angażują się w akcje charytatywne ale przede wszystkim nagrywają futurystyczne, kipiące dzikością płyty, przy których pierwszy tańczyłby Suarez. Kolejnym syfem, który wytatuują na Waszych mózgowych płatach będzie napis „Donker Mag” – ich najnowszy album.
Po krótkm Intro ala rozmowie telefonicznej dostajemy pierwszy wpadający w ucho „Ugly Boy„, przypominający poprzednie dokonania zespołu. Nie jest to może szczyt producenckich możliwości, ale z pewnością wiele osób rozbujałoby to na parkecie. Charakterystyczny głos Jo Landi i hasła rzucane przez Ninję w piekielnie rave’owym „Happy Go Sucky Fucky” zapewne doskonale sprawdzą się na wielkich eventach, jakie kiedyś robiło The Prodigy. Bardzo ciekawy, przemiodny „Raging Zef Boner, prezentujący bardziej eksperymentalny beat to kolejny killer na rozgrzane parkiety i rzucanie staników na scenę.
„Cookie Thmumper!” pokazuje do jakiej perfekcji w raperskich poczynaniach doszła pani Visser, a singlowy „Pittbull Terrier” to, jak poprzednio pisałem kolejne złamanie barier. Czy ktoś jeszcze będzie się kłócił ze stwierdzeniem, że Die Antwoord nie mają nic z głową? Po tanecznych rave’ach zespół zaskakuje chillowo-gitarowym „Strunk”. Romantyczni Die Antwoord? Jakby to pisał Komorowski – „Morzna? Morzna!”. Kończące długograjka utwory to trapowe tańce z Dj’em Muggsem, trance’owe akordy w „Sex” oraz melancholijne „Moon Love” oraz „Donker Mag”.
Kiedyś, ktoś po poprzedniej płycie zapytał mnie czy Die Antwoord to już mainstream. Odpowiedziałem: oczywiście, że tak. Od czasów kiedy zespół wydawał pierwsze numery w odległym Kapsztadzie w RPA, kiedy ich muzykę znało kilku sąsiadów, minęło trochę czasu. Przez ponad 5 lat scena muzyki elektronicznej na świecie zdążyła się przyzwyczaić, że istnieje coś takiego jak rap-rave, a napiszę nawet więcej. Die Antwoord wypełnili lukę jaka powstała po kończącym dyskografię The Prodigy – „Invaders Must Die”. Ewidentnie brakowało kogoś takiego, a ekscentryczny zespół wykorzystał szansę doskonale. Do wyżej wspomnianego „mainstreamu” doszli ciężką pracą i pomysłem na siebie, czego brakuje wielu artystom współczesnej elektroniki. Pozostaje mi mieć nadzieję, że jako szczęśliwi rodzice małej Sixteen Jones, nie będą jej dawać zamiast zabawek 3 pittbulli do wytresowania.
Piotr Lenda

Polub muno.pl na Facebooku:

Tracklista

01. Don’t Fuk Me
02. Ugly Boy
03. Happy Go Sucky Fucky
04. Zars
05. Raging Zef Boner
06. Pompie
07. Cookie Thumper!
08. Girl I Want 2 Eat U
09. Pitbull Terrier
10. Strunk
11. Do Not Fuk Wif Da Kid
12. Rat Trap 666 (featuring DJ Muggs)
13. I Dont Dwank
14. Sex
15. Moon Love
16. Donker Mag