Deepbass: słyszałem, że moja ksywka jest najgorsza ever i nawet się z tym zgadzam

1 429
Wywiad
Deepbass: słyszałem, że moja ksywka jest najgorsza ever i nawet się z tym zgadzam

Już w najbliższą sobotę krakowska ekipa Deep Impact zaprasza na dj set Deepbassa - rezydującego w Barcelonie szkockiego mistrza głębokich brzmień. Będzie to jego pierwsza wizyta w Polsce.

Już sama ksywka producenta, jak i przegląd labeli, w których wydaje (jego własna Informa Records, Dynamic Reflection, Edit Select, phorma…), dają wyobrażenie o jego głębokiej, basowej muzyce. Jednocześnie produkcjom Deepbassa daleko do sztampy – cechują je (może za sprawą sprzyjającej śródziemnomorskiej bryzy) zaskakują lekkość, melodia i wyjątkowy drive – kombinacja nieczęsta w deepowej odmianie 4×4.
Z okazji sobotniej imprezy załoga Deep Impact przeprowadziła z Deepbassem wywiad, w którym opowiada on o swoich inspiracjach, przewadze Barcelony nad Berlinem i co się dzieje, kiedy wybierasz ksywkę jako dwudziestolatek.
Impreza Deep Impact present DEEPBASS odbędzie się w sobotę 14 kwietnia w klubie Szpitalna 1.

DEEPBASS – WYWIAD

Ludzie poszukują w muzyce różnych aspektów – niektórzy eksperymentu, przełamywania barier i rewolucji, inni stałych punktów oraz komfortowej powtarzalności. Czego prywatnie poszukujesz jako słuchacz?
W muzyce szukam po prostu piękna – melodii, padów, czegokolwiek, co wyzwala emocje. Muzyka, którą wydawałem do tej pory należy oczywiście do określonego stylu, jako słuchacz słucham jednak wielu gatunków, ale szukam w nich tych samych jakości.
Jak myślisz, co przyciąga odbiorców do zapoznawania się z Twoimi kolejnymi wydawnictwami?
Lubię myśleć, że ludzie, którzy wciąż wspierają moją twórczość po prostu lubią i doceniają mój gust i podoba im się to, że moja muzyka to po prostu sposób na wyrażenie siebie, bez napinki na stworzenie czegoś konkretnego.
Bardzo często wchodzisz w różne muzyczne kooperacje. Wśród producentów, z którymi współpracujesz znajduje się Ness, Mark Broom czy Reggy Van Oers. Jak wybierasz partnerów do takiej współpracy i czym różnią się jej efekty od solowych produkcji?
Uwielbiam pracować z innymi, świadomość, że o utworze decydują różni twórcy otwiera mnóstwo nowych możliwości. Pracuję tylko z artystami, których twórczość podziwiam. Jeszcze lepiej jeżeli dochodzi do tego szczera sympatia, a nawet przyjaźń – jestem przekonany, że taką chemię czuć w finalnym efekcie.
Bardzo szybko po wydaniu pierwszej EP-ki wystartowałeś z własną wytwórnią, Informa Records. Jednocześnie przez cały czas wydajesz muzykę poza nią. W jaki sposób dokonujesz wyboru labelu i jak dużą wagę do tego przywiązujesz?
To prawda, stworzyłem Informę dość szybko. Już od początku miałem poczucie, że brzmienie, które sobie wymarzyłem, trochę różni się od tego, co można znaleźć w większości labeli, stworzenie własnego wydawnictwa wydawało się więc najlepszym posunięciem.
Właśnie dlatego, że mam swój własny label, rzadko zdarzało mi się wysyłać propozycje wydania moich produkcji do innych labeli. Kiedy z kolei to sama wytwórnia kontaktuje się ze mną i proponuje wydawnictwo, to – jeżeli czuję, że ma to sens artystyczny – jestem gotowy na współpracę.
Przyznawałeś w wywiadach, że otoczenie ma bardzo duży wpływ na Twoją twórczość. Przeprowadziłeś się także ze Szkocji do Barcelony, co wydaje się być duży przeskokiem – nie tylko geograficznym, ale i kulturowym (nie wspominając już o tym, że domyślnym kierunkiem migracji producentów jest raczej Berlin) Jak przeprowadzka wpłynęła na Twoje życie i muzykę, którą produkujesz?
Wciąż jestem przekonany, że otoczenie, w którym przebywasz, wywiera wpływ na muzykę, którą produkujesz. Od czasu mojej przeprowadzki do Barcelony, moja muzyka z całą pewnością ewoluowała. Myślę, że po mojej wyprowadzce z zimnego Glasgow, moja muzyka straciła pewien wyczuwalny w niej wcześniej mrok.
Jeśli chodzi o Berlin – to jest miejsce, które zawsze chętnie odwiedzam, ale nie umiem sobie wyobrazić mieszkania tam. Jasne, w Barcelonie jest nieco mniej możliwości, ale jestem tu bardzo szczęśliwy – i już samo to jest dla mnie niezwykle inspirujące.
Twój pseudonim zdradza wiele na temat tego, w jakich rejonach muzycznych się poruszasz. Może nawet zbyt wiele. Nie boisz się zaszufladkowania? W sposób oczywisty dzielimy zamiłowanie do głębszych rejonów uniwersum 4×4, ale – jak każda formuła – również i ona ma swoje ograniczenia.
Kiedy zacząłem projekt Deepbass ledwo skończyłem dwadzieścia lat i nie wyobrażałem sobie, że coś z tego będzie. Nazwa “Deepbass” po prostu w sposób jasny i klarowny określała muzykę, którą tworzyłem. Od tego czasu projekt ten rozwinął się znacznie bardziej niż kiedykolwiek mogłem przypuszczać. Po wielu wydawnictwach i podróżach po całym świecie wciąż ciężko mi w to uwierzyć.
Nieraz słyszałem, że “Deepbass” to najgorsza ksywka ever i szczerze mówiąc – to chyba się z tym nawet zgadzam, haha. Ale koniec końców, to tylko nazwa, a ja sam dopiero zaczynam moją muzyczną podróż.
Niektórzy producenci właściwie nie śledzą aktualnych wydawnictw i są całkowicie pogrążeni w swoich procesach twórczych. Dla innych bycie na czasie i śledzenie nowych trendów jest bardzo istotne. Czy sam starasz się być na bieżąco z tym co dzieje się na scenie muzyki elektronicznej?
Myślę, że od kiedy odkryłem swoje brzmienie to skupiłem się tylko na nim i na dalszym jego rozwijaniu. W ogóle nie obchodzą mnie obowiązujące trendy, robię swoje i jak do tej pory wychodziło mi to na dobre. Moja muzyczna kariera miała swoje wzloty i upadki, ale jestem przekonany, że jeżeli będę podążał za swoją pasją, ludzie to po prostu docenią, nawet jeżeli moje produkcje nie będą wpisywały się w obowiązujące trendy.
Ostatnie pytanie. To Twój pierwszy występ w Polsce. Czy wiesz coś o naszej scenie czy będzie to dla Ciebie całkowita niespodzianka?
Nigdy wcześniej nie byłem w Polsce, nawet jako turysta, więc nie mam pojęcia czego mam się spodziewać. Niektórzy moi znajomi, którzy grali w Polsce mówili mi same dobre rzeczy, więc cieszę się, że będą mógł przekonać się o tym samemu 🙂