Galaktyka Coma Truise’a – WYWIAD!

2 843
Wywiad
Galaktyka Coma Truise’a – WYWIAD!

Zapraszamy Was do przeczytania wywiadu z nową twarzą wytwóni Ghostly International, czyli Sethem Hailey'em.

Amerykański stan New Jersey nigdy nie był w jakiś szczególny sposób kojarzony z muzyką elektroniczną. Jednak bliskie położenie do takich miast jak Nowy Jork i Filadelfia pomogły niejednemu producentowi znaleźć na tyle dużo inspiracji muzycznych, aby samemu spróbować swoich sił w studiu.

Jednym z nich był Seth Hailey, znany również pod swoim pseudonimem artystycznym Com Trusie, który po wydaniu zaledwie jednej EP-ki zabrał się za nagranie albumu dla amerykańskiego giganta – Ghostly International.

W poniższym wywiadzie dowiecie się o tym o tym jak przebiegała praca Setha nad „Galactic Melt”, w jaki sposób zaczęła się jego przygoda z muzyką elektroniczną, oraz o piciu piwa z kumplami na ławce.

WYWIAD: Com Truise

Jaka była pierwsza płytą, którą sobie kupiłeś. Masz ją wciąż?

Wydaje mi się, że było to „Pretty Hate Machine” Nine Inch Nails. Oczywiście wciąż ją mam, bo wolę pierwszą edycję od tej zmasterowanej, która ukazała się jakiś czas temu.

W jaki sposób zainteresowałeś się muzyką elektroniczną?

Zobaczyłem w telewizji teledysk „Block Rockin’ Beats” Chemical Brothers i jakąś godzinę później dosłownie zmusiłem swoją matkę, żeby zabrała mnie do sklepu i kupiła „Dig Your Own Hole”. I w taki właśnie sposób poznałem świat muzyki elektronicznej.

A jak zainteresowałeś się DJ-owaniem?

Usłyszałem jakiś drum n bassowy kawałek w telewizji – był to chyba „Synapse” Karla K. Potem zacząłem sporo czytać o tej muzie, no i oczywiście też jej słuchać. Tego samego roku dostałem zestaw gramofonów na gwiazdkę. W sumie dostałem je już pięć dni wcześniej, bo oczywiście nie mogłem się doczekać i ubłagałem mamę żeby odpakować prezent przed gwiadką. Krótko potem zacząłem nałogowo kupować płyty, no i brałem też udział w sporej ilości wymianek w sieci. Przez Internet poznałem kilku kolesi z Filadelfii, którzy nieco później zaprosili mnie, żebym zagrał na ich imprezie. Dodam jeszcze tylko tyle, że dziś to moi najlepsi znajomi.

Kiedy poszerzyłeś DJ-kę o produkcję? Była to kwestia naturalnej ewolucji?

Wydaje mi się, że zacząłem tworzyć własne numery mniej więcej w tym samym czasie, co grać na deckach, a jak nie, to stało się to w bardzo krótkiej odległości czasowej. Powodem, dla którego w ogóle postanowiłem zabrać się za produkcje był taki, że miałem sporo pomysłów w głowie i chciałem w jakiś sposób podzielić się nimi ze światem. No i oczywiście była to również kwestia podpisania się pod czymś własnym imieniem i nazwiskiem.

Pierwszy analogowy sprzęt studyjny, który sobie kupiłeś?

Moim pierwszym ‚prawdziwym’ sprzętem studyjnym był Moog Voyager RME. Pamiętam, że panowie z FedEXu przywieźli go o siódmej wieczorem i powiem tylko tyle, że nie spałem przez kolejne trzy noce. Nie mogłem się od tej maszynki oderwać.

W twoim bio można przeczytać, że jesteś wielbicielem syntezatorów. Ile dokładnie ich masz?

W tej chwili mam ich z jedenaście, ale ogólnie rzecz biorąc, to przestałem już jakiś czas temu korzystać z syntezatorów keyboardowych i obecnie pracuje nad zbudowaniem modularnego syntezatora.

Sprzęt analogowy czy programy komputerowe w studio? A może to i to?

Oba, korzystam z czego tylko się da. Czasami używam tylko i wyłącznie programów do konkretnych rzeczy, które nie jestem w stanie uzyskać za pomocą sprzętu analogowego. Czasem też jest po prostu łatwiej. Dużo ludzi mocno krytykuje programy, ale jak na moje ucho, to programy są równie dobre, co sprzęt analogowy, pod warunkiem, że w odpowiedni sposób popracuje się zarówno nad ukształtowaniem dźwięki w trakcie pracy, jak i po procesie renderowania.

Jak rozpoczęła się Twoja współpraca z Ghostly International?

Wydałem darmową EP-kę pod tytułem „Cyanide Sisters” i kilka osób zainteresowało się moją twórczością. Dostałem maila od właściciela Moodgadget, Jakuba Alexandera, który również jest odpowiedzialny za poszukiwanie młodych talentów dla Ghostly. Jakiś tydzień później zadzwonił, pamiętam że był to piątkowy wieczór, z pytaniem, czy bym czasem nie chciał wybrać się na Manhattan spotkać się z Samem Valentim, czyli właścicielem Ghostly International. Byłem zachwycony, bo z ich słów wynikało, że naprawdę im na mojej muzyce zależy.

Jak się pracowało nad albumem? Miałeś jakieś trudności?

Znalezienie własnej ścieżki życiowej zajęło mi jakieś dwa, albo trzy lata, a jak wiadomo, tego typu rzeczy bardzo wpływają na proces twórczy. Tak, było to dla mnie wyzwanie, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zmusiło mnie to do bycia stanowczym, pozbywania się rzeczy, które nie działają tak, jak powinny, oraz do zastanowienia się nad tym, jakie dźwięki mogą pasować bardziej do innego projektu. Album pisałem głównie zimą każdego roku – co zresztą słychać – ponieważ dla mnie jest zdecydowanie więcej ciekawych rzeczy do roboty latem, niż siedzenie w studiu. Wolę wtedy na przykład spędzać czas na ławce z ziomami pijąc zimne piwka.

Dorastając słuchałeś dużej ilości funku i new wave’u. Wiele kawałków na płycie brzmi jak współczesna mieszanka tych dwóch gatunków…

Śmieszne pytanie, bo mam dopiero dwadzieścia sześć lat, więc ledwo co załapałem się na lata osiemdziesiąte. No i tak naprawdę nie byłem nastawiony na cokolwiek konkretnego przez przez rodziców. U nas w domu zawsze była muzyka, tyle że gusta muzyczne moich rodziców było bardzo szerokie. Moje zamiłowanie do funku i new wave’u to dość świeża sprawa, co w sumie dziwne, bo przez długi okres swojego życia nienawidziłem muzyki rodem z lat osiemdziesiątych do tego stopnia, że niczego co mi dobry znajomy polecał nie słuchałem. Chyba po prostu wolę jak sam coś odkrywam, niż jak mi ktoś to pokazuje.

Jaka jest scena muzyki elektronicznej w New Jersey? Jest wiele miejsc, do których można pójść posłuchać dobrej muzyki?

Niegdyś mieszkałem w Princeton, który znajduje się w samym środku stanu New Jersey. Niedawno wróciłem do stanu Nowego Jork, do domu moich rodziców. Jest lato, i będę w trasie od teraz gdzieś do połowy grudnia. Princeton znajduje się w połowie drogi pomiędzy Nowym Jorkiem, a Filadelfią, tak więc zawsze jest łatwo o dostęp do dobrej muzyki, i dlatego też nigdy specjalnie nie myślałem o szukaniu jej gdzieś bliżej domu. Moim zdaniem jest lepiej, gdy się ma mniej czegoś, bo tylko i wyłącznie wtedy będzie to zdecydowanie więcej dla ciebie znaczyć.

Ulubieni producenci w tej chwili?

Alan Palomo – geniusz na syntezatorze, Jacob 2-2 – młody, ale nie mogę się doczekać tego, co będzie w pryszłości robił oraz Datassette, który moim zdaniem ma najlepsze linie basowe w muzyce elektronicznej.

Ostatnia płyta, którą sobie kupiłeś?

Publicist „Keep It Off The Record”, która ukazała się nakładem Voltaire Records. Mówiąc krótko, jest to wyjątkowo imponujące dzieło. Nic w sumie dziwnego, bo jest to płyta autorstwa Sebastiana Thomsona z Trans Am & Weird War, więc tak naprawdę innej możliwości nie było. Z niecierpliwością teraz czekam na kolejne wydawnictwa Voltaire Music.

Ulubiony kawałek pop wszechczasów?

Będę musiał powiedzieć, że „Fascination” autorstwa The Human League, bo w teledysku jest olbrzymi dom pomalowany na pomarańczowo.



Latest tracks by Com Truise