Scars

Recenzje

Info

Data wydania:
2009/09/18
Ocena:
Wytwórnia:
XL
Artysta:

Szybki, galopujący beat, synkopowa perkusja i magiczny wokal Jose Jamesa – tak kończy się najnowszy krążek duetu Basement Jaxx i przyznaję – szkoda, że całość nie jest tak samo intrygująca i porywająca, jak numer ‘Gimme Somethin’ True’. Zamiast tego jest bardziej różnorodnie i dość zmiennie. Ktoś może się zdziwić, że w ten sposób zaczynam pisać recenzję płyty ‘Scars’, ale o BJ powiedziano już tak wiele, że mogę spokojnie skupić się jedynie na ich najnowszym dziele. I chociaż na panów w ostatnim czasie spadło trochę przykrych doświadczeń, nagrali płytę pełną energii, radości i przebojowości (oczywiście pozytywnym znaczeniu tego słowa).

Buxton i Radcliffe nie wyparli się Kish Kashowych korzeni, dalej pytają ‘Where’s You Head At’ i ogłaszają czerwony alarm, ale tym razem w sposób o wiele bardziej piosenkowy i przystępny niż zazwyczaj. Podobno takie albumy nazywa się tymi „najbardziej dojrzałymi”. W tym przypadku pewnie jest tak samo, bo chociaż kalejdoskopowe wrażenia pozostały, to rażą jakoś mniej, a równocześnie to wcale nie oznacza, że duet się starzeje. Basement Jaxx po prostu osiągnęli złoty środek.

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Po pierwsze zaprosili do współpracy mnóstwo mniej lub bardziej znanych gości. Mamy takich hipsterów jak Sam Sparro czy Santigold oraz gwiazdy pokroju Yoko Ono (która na ‘Scars’ przypasowała mi bardziej niż zazwyczaj), Ampa Fidlera czy wspomnianego wyżej Jose Jamesa. Pojawiają się energiczne panie z Yo Majesty czy właśnie debiutująca Paloma Faith. I wszyscy znakomicie dostosowali się do charakterystycznego stylu Basementów, którzy pozornie niepasujące do siebie dźwięki przekuwają w punkowo-house’ową mieszankę.

Nawiązując do wstępu, który zdradzał lekkie rozczarowanie, ‘Scars’ jest dobrą płytą. Na pierwszy rzut ucha niczego jej nie brakuje, a takie bangery jak ‘Twerk’, ‘My Turn’ czy ‘Raindrops’ z miejsca porywają do tańca. Tylko, że z drugiej strony momentami panowie troszkę nudzą, zapętlając się w swojej, bądź co bądź, zużytej już formule i tworzą przeciętny kawałek. Takich chwil na szczęście jest niewiele i słuchając albumu w całości, szybko o nich zapominamy. Jednak mimo wszystko wciąż brakuje mi czegoś do pełnego zachwytu. Dobrze jest posłuchać tego krążka, zdecydowanie go polecam, ale fajerwerków nie będzie – w końcu kogoś mogłoby trafić i jeszcze zostałaby blizna…

Polub muno.pl na Facebooku:

Tracklista



Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →