Kiedy producenci zaczną zarabiać na muzyce?

Artykuł

Jeśli w przyszłości Pioneer DJ dogada się z ZAiKSem i innymi organizacjami zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, do artystów popłyną tantiemy z tytułu odtwarzania ich muzyki w klubach.

W 2014 roku AFEM (The Association for Electronic Music) pochyliło się nad losem 100 milionów funtów, które rocznie uchodzą bokiem artystom i muzykom z branży elektronicznej przez niezarejestrowane odtwarzanie ich utworów w klubach. Akcje „Get Played, Get Paid” wsparli m.in. Richie Hawtin, Seth Troxler i szef Mobilee Ralf Kollmann. Do gry wkroczył także Pioneer DJ ze swoimi czarnymi skrzynkami KUVO, które podglądają i zapisują na serwerach playlisty didżejów z całego świata, choć w klubowej świadomości KUVO rozbiło się raczej pod trywialnymi hasłami dołączenia do globalnej wioski, odkrycia najgorętszych kawałków i dzielenia się nimi z przyjaciółmi i rodziną. Systemy takie jak „DJ Monitor” są coraz popularniejsze w Europie i w opinii publicznej powoli zaczynają wynurzać się w innym kontekście – śledzenia czyje numery grane są w klubach i kto powinien dostać za to pieniądze.

W teorii didżeje powinni przekazywać klubowi tracklisty ze swoich występów, w praktyce robią to rzadko, głównie przez brak chęci. Nie jest też tajemnicą, że kluby często mają z góry przygotowane tracklisty, na których widnieją utwory tylko zaprzyjaźnionych producentów. Z drugiej strony, artyści scen house czy techno rzadko chcą współpracować z organizacjami zbiorowego zarządzania. W efekcie organizacje przetrzymują niebotyczne sumy zebrane z klubów na swoich kontach, tłumacząc się brakiem możliwości dotarcia do artystów. I tutaj właśnie wkracza KUVO, które mogłoby zautomatyzować cały proces.
W ubiegły weekend Sopot gościł Seazone Music & Conference. Jednym z paneli dyskusyjnych był „Get Played, Get Paid”. Idee propagował Ralf Kollmann, współzałożyciel wytwórni Mobilee. Ralfowi marzy się, by w każdym klubie do didżejskiego sprzętu była podpięta „czarna skrzynka”, która podobnie jak Shazam, rozpoznaje utwory, a dalej przekazuje informacje do bazy danych. Dostęp do niej będą mieć organizacje zbiorowego zarządzania i na podstawie zebranych tracklist artyści będą otrzymywać należne tantiemy. Twórcy będą mogli uzupełniać bazy utworów o własne produkcje, które nie zostały nigdzie wydane, a jednak są grane np. przez zaprzyjaźnionych didżejów.
Niektórzy widzą w innych funkcjach KUVO szansę dla całego rynku. W końcu ludzie, którzy śledzą tracklisty na żywo, mogą od razu kupić dany utwór. Można też sprawdzać co jest grane na drugim końcu świata i uczynić to samo.
Oczywiście nie zabrakło przeciwników pomysłu, którzy widzą w tym wszystkim zabicie kultury didżejskiej i brak szacunku dla samych didżejów, którzy godzinami wyszukują utwory podkreślające ich styl. Uważają też, że takie smartfonowe aplikacje przyczynią się tylko do wzrostu zjawiska gapienia się w telefon na parkiecie, zamiast wzrostu sprzedaży. Bill Patrick nie przebierał w słowach:

Nawet jeśli KUVO stanie się bardzo popularne, choćby z pobudek „znalezienia najgorętszych kawałków”, to organizacje zbiorowego zarządzania muszą zaakceptować ten system weryfikacji muzyki w klubach, aby na jego podstawie wypłacać pieniądze artystom. W praktyce, taki system rozliczania trafi pewnie do Polski późno (bardzo późno?) lub wcale.
Polub muno.pl na Facebooku: