Historia jednego uśmiechu

Artykuł

Smiley Face to nie tylko emotikon na naszych internetowych komunikatorach, czy fajny badzik na dzianince. To przede wszystkim symbol całego pokolenia, które pod koniec lat 80-tych tworzyło w UK scenę acid house.

Jest taka scena w filmie „Forest Gump”. Gdzieś między Wschodnim a Zachodnim Wybrzeżem do Foresta podbiega chłopak prosząc go o pomysł na nadruk na T-shirt. Ten jednak zamiast główkować, wyciera w koszulkę obłoconą twarz pozostawiając na niej odcisk… no właśnie, Smiley Face. Nie mamy wątpliwości, że jest to fikcyjna historia żółtej uśmiechniętej buźki, choć prawdą jest to, że powstała ona właśnie w Stanach Zjednoczonych i największą popularność zyskała w latach 70-tych. Wykorzystując ciągle żywe wspomnienie Summer of Love z 1967 roku, Happy Face wtargnęło do kultury masowej stając się w tamtych czasach ulubionym symbolem Amerykanów.

Dwadzieścia lat później, wraz z pierwszymi dźwiękami acid house, Summer of Love zawitało na wyspy brytyjskie. Tym razem jednak nie odbywało się pod patronatem literek LSD, a MDMA, gitary i harmonijki natomiast zastąpił syntezator Roland TB-303. W oka mgnieniu powstała prężnie rozwijająca się scena rave, która jeszcze szybciej zyskała miano fenomenu społecznego. Co więcej, niczym w pakiecie, obok pierwszych utworów Phuture, pojawił się w UK również Smiley Face…

Biletomat.pl

Kup Bilet Otwarty na dowolny koncert lub imprezę

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Tango App

Najlepsze imprezy w Twoim mieście! Bądź na bieżąco.

Odkryj Tango App

4,8 ocena w Apple Store!

A wszystko zaczęło się od pamiętnych wakacji Danny’ego Ramplinga na Ibizie w 1987 roku. To tam w klubie Amnesia pokochał nowe brzmienia muzyki house, dopiero co przybijające do brzegów starego kontynentu. Po powrocie do Londynu postanowił założyć klub Shoom, przyczółek rodzącej się sceny acid house, wkrótce klub-instytucja, świątynia. W tym czasie projektant Barnzley Armitage zwykł nosić koszulkę z wizerunkiem Smiley Face, co zainspirowało Ramplinga do umieszczenia motywu żółtej buźki na jednej z pierwszych ulotek klubu. Błyskawicznie podziałało to na wyobraźnię klubowiczów…

Zbiegło się to z wydaniem przez Tima Simenona aka Bomb the Bass debiutanckiej epki „Beat Dis”. Na okładce albumu umieścił on zakrwawione Smiley Face z komiksu „Watchman”. Natomiast jego zdjęcie na okładce umieścił, czołowy brytyjski magazyn muzyczny, NME. Było to wydarzenie bezprecedensowe – pierwszy raz w czasopiśmie tym poświęcono uwagę dj-owi. Tym samym istnienie elektronicznej muzyki tanecznej przestało być pogłoską, a stało się wiadomością potwierdzoną. Na popularności zyskał również Smiley Face, który powoli urastał do rangi symbolu nowej sceny.

„Where’s the Acid House Party?” było najczęściej zadawanym pytaniem w latach 87-89. Od samego początku przede wszystkim chodziło o rave, dlatego też wielu ojców założycieli zajęła się adoptowaniem Londynu na potrzeby imprezowe. Paul Oakenfold założył klub Spectrum, Nick Holloway – The Trip, Paul Stone i Lu Vuković zbunkrowali się w RiP. Pojawiła się grupa zapaleńców, która pod szyldem Sunrise, regularnie zajmowała londyńskie piwnice i magazyny z czasem odkrywając również imprezowy potencjał angielskiej wsi. Brytyjczyków ogarnęła gorączka acidowych nocy, nad którymi czuwał Smiley Face pojawiając się zarówno na koszulkach, badzikach, jak i różnych substancjach, niekoniecznie legalnych.

Nie należy traktować acid house wyłącznie w kategoriach muzycznego trendu. Dla wielu Brytyjczyków muzyka ta była jedyną słuszną odpowiedzią na rzeczywistość późnego thatcheryzmu zdominowanego przez pieniądz i żądzę sukcesu. Nie chcieli oni jednak świata zmieniać, lecz od niego uciec. Smiley Face idealnie nadawał się do roli rzecznika idei miłości, jedności i pokoju, która miała realizować się w zabawie, muzyce i zażywaniu różnych substancji, niekoniecznie legalnych:).

Młodzież bawiła się, a media i organy ścigania niepokoiły o morale. Przeciw nim wystąpił tabloid „The Sun”, który najpierw wypuścił własną serię koszulek z motywem Smiley Face, aby za chwilę artykułem „Evil of Ecstasy” wszcząć swojego rodzaju antynarkotykową wojnę. Tym samym, ci którzy chcieli uciec przed mainstreamem i komercją, nagle znaleźli się na językach wszystkich obywateli UK. Hitem stał się „We call it acieed” D-Moba. Na klipie wesoło tańczyły Smiley Face, a prawdziwi wyznawcy acid house przeczuwali koniec…

A Wy co robiliście w 89 roku? Zachęcamy Was do obejrzenia kilku filmików z tamtego okresu:)





Dziękuję Robertowi Daviesowi za możliwość wykorzystania zdjęcia jego autorstwa.

Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →